sobota, 01 maj 2010 12:54

Frekwencja miarą wolności?

Napisane przez

Nadchodzą wybory i jakby mało było związanych z nimi problemów, pojawia się fikcyjny problem spodziewanej niskiej frekwencji, a razem z nim pomysły, jak by tu obywateli zachęcić do głosowania. Socjolodzy, politycy, dziennikarze; wszyscy zastanawiają się, czy tym razem Polska zda "egzamin z demokracji". Powstają nawet kampanie społeczne zachęcające obywateli do głosowania, niektórzy zaś postulują, aby było ono obowiązkowe. Wszystko jedno, na kogo zagłosujecie, ale głosujcie – głoszą śmiało misjonarze demokracji, przejęci tym, że tak wielu obywateli decyduje się nie brać udziału w wyborach, co przecież oznacza rezygnację z wolności.

Całe to zjawisko zachęcania ludzi do głosowania na kogokolwiek bardzo mnie frapuje. Jeżeli, przykładowo, dobry rząd zostanie wyłoniony w wyniku wyborów o dwudziestoprocentowej frekwencji, uważam, że należy się cieszyć, jeśli natomiast zły rząd zostanie wybrany przy frekwencji stuprocentowej, to nie widzę z tego tytułu powodu do radości.

Niektórzy nie potrafią pojąć, że część społeczeństwa nie korzysta z tej ?największej zdobyczy cywilizacyjnej?, jaką jest demokracja. Sam bardzo cieszę się z niskiej frekwencji, bo oznacza to, że mój głos liczy się bardziej. Jeżeli namawiałbym kogoś do zagłosowania, to tylko na kandydata, bądź partię, którą sam popieram.
Zachęcanie do wyborów dla samego głosowania jest wręcz niebezpieczne, bo niezdecydowany i niezorientowany obywatel może podjąć nieodpowiedzialną decyzję, kierując się, na przykład, brzmieniem nazwisk kandydatów lub zakreślając po prostu kogokolwiek. Zdrowy rozsądek nakazywałby raczej kampanię: ?Nie jesteś zdecydowany. Nie głosuj?.
Demokracja sama w sobie nie stanowi wartości. Można powiedzieć, że miarą wolności nie jest to, iż obywatel może decydować o władzy, ale to, że władza nie może decydować o życiu obywatela. Cóż z tego, że sam wybiorę rząd, skoro później on obciąża mnie podatkami, każe mi się ubezpieczać, płacić składki na ZUS, kształcić moje dzieci według ustalonego przezeń programu, decyduje o tym, co mogę, a czego nie mogę robić na własnym terenie i nakłada na mnie mnóstwo innych ograniczeń (oczywiście, ?dla mojego dobra?). Wolę sytuację, kiedy władzę sprawuje osoba, na którą nie mam wpływu, ale która nie ingeruje w moje życie, a jedynie stoi na straży podstawowych praw: do życia i własności.
(?)
Filip Maria Muszyński

Wyświetlony 5346 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.