sobota, 01 maj 2010 12:55

Dzień Wielkiego Oszustwa

Napisane przez

Jeśli Polacy dzisiaj tak nisko cenią własne przedstawicielstwo, także naszą Izbę, to nie tylko ze względu na jakość pracy, ale także z tego pierwotnego powodu, jakim jest poczucie niepełnego uczestnictwa, często fałszywego, zafałszowanego uczestnictwa obywateli w akcie wyborczym. Polacy od lat mają przekonanie - i to przekonanie narasta - że dzień, w którym wybierają swoich parlamentarzystów, jest tak naprawdę dniem wielkiego oszustwa polskiego wyborcy przez aparaty partyjne.

Kto to powiedział? Kiedy padły te wstrząsające słowa?
Wypowiedział je z trybuny sejmowej, 3 stycznia 2003, ówczesny wicemarszałek Sejmu, przywódca głównej partii opozycyjnej, Donald Tusk.
Od tamtej pory Donald Tusk stanął w szranki o urząd prezydenta RP i poprowadził swoją partię do wyborów parlamentarnych. Kolejny Dzień Wielkiego Oszustwa wypadł w niedzielę 25 września 2005. Podczas tych zmagań Donald Tusk wypłynął jako główny konkurent obecnego prezydenta i przywódca partii, o której wszyscy zgodnie twierdzą, że wygra następne wybory, i niespecjalnie przejmował się swoim uczestnictwem w tym, co sam określił jako oszustwo.
Dzisiaj Donald Tusk jest głównym bohaterem mediów, zwołuje konferencje prasowe, bezkompromisowo krytykuje Prawo i Sprawiedliwość, za najważniejsze swoje zadanie uważa doprowadzenie do bezzwłocznego ogłoszenia kolejnych wyborów. Piszę te słowa w przeddzień posiedzenia Sejmu, na którym ? według uroczystych zapewnień wszystkich partii politycznych ? przegłosowane zostanie samorozwiązanie, czyli skrócenie kadencji o dwa lata.
Co się takiego stało, co istotnego uległo zmianie, że kolejne wybory, czy to we wrześniu, październiku, listopadzie czy nawet na wiosnę, nie będą już dniem wielkiego oszustwa polskiego wyborcy przez aparaty partyjne? Według ujawnianych sondaży opinii publicznej i wygłaszanych opinii wszystkich komentatorów, te wybory nie zmienią niczego, bez względu na to, czy 30% poparcia uzyska Prawo i Sprawiedliwość czy też Platforma Obywatelska. Jak na razie partie te ? przodujące w sondażach ? potrafiły się tylko dogadać w sprawie uznania, że nie ma czego szukać w tym składzie Sejmu. Dlaczego? Dlatego, że żadna partia nie ma większości, wobec czego żadna partia nie jest w stanie realizować swojej koncepcji na rządzenie Polską. Tak przynajmniej opowiada nam główny aktor obecnej polskiej sceny politycznej, premier Jarosław Kaczyński. Wszyscy się z nim zgadzają. Ale czy w ostatnich 16 latach historii Polski kiedykolwiek było inaczej? Czy od 1991 roku nie jesteśmy świadkami nieustającej wojny na górze? Czy jakaś partia, kiedykolwiek, uzyskała większość pozwalającą na samodzielne rządzenie? Pytania retoryczne.
Odrodzone Państwo Polskie nieustannie dryfuje w nieznanym kierunku. Kolejni sternicy państwowej nawy rozpaczliwie trzymają się steru nie po to, żeby nadać jakiś sensowny kierunek, ale żeby nie wypaść za burtę. Tak jak to się stało z kolejnymi sternikami: Tadeuszem Mazowieckim, Krzysztofem Bieleckim, Janem Olszewskim, Hanną Suchocką, Józefem Oleksym, Włodzimierzem Cimoszewiczem, Jerzym Buzkiem, Leszkiem Millerem, Markiem Belką, Kazimierzem Marcinkiewiczem, po których na pokładzie pozostało tylko kiepskie wspomnienie. Jeden Włodzimierz Pawlak, dwa razy przyspawany do koła sterowego, od czasu do czasu wyłania się z cienia i wypowiada sentencje, w stylu starożytnej Pytii. Wczoraj np. zachwycił opinię publiczną wypowiedzią na temat szybkości procedury samounicestwienia obecnego Sejmu: pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł i krzywo się uśmiechnął, co miało chyba oznaczać, że była to wypowiedź dowcipna i zasługująca na upamiętnienie.
Zródłem i przyczyną tej opłakanej sytuacji jest fatalny system wyborczy, którego immanentną właściwością jest właśnie to, że uniemożliwia wyłonienie stabilnej większości, generuje podziały, niezgodę i korupcję. O tej korupcji wiele się mówiło podczas tej kadencji. Na koniec okazało się nagle, że partia, która na swoich sztandarach wypisała wszelką uczciwość i walkę z korupcją, nie jest w stanie rozliczyć się finansowo z kampanii wyborczej i grozi jej wysoka kara i konieczność oddania kilkudziesięciu milionów subwencji, jaką otrzymała z budżetu państwa. Niektórzy przeciwnicy tej partii twierdzą nawet, że to jest główna przyczyna, dla której Jarosław Kaczyński nagle i tak szybko zaczął zmierzać w stronę ponownych wyborów jeszcze w tym roku.
Dzień Wielkiego Oszustwa nadchodzi. Jego datę ustalono już na 21 października. Donald Tusk, który ? od czasu do czasu ? bąkał coś o jednomandatowych okręgach wyborczych, a nawet takie słowa zgodził się umieścić w publikowanym programie swojej partii, od kilku miesięcy jakby zapomniał o tym postulacie. Podobnie jak zapomniał o ponad 750 tysiącach podpisów obywatelskich, jakie jego partia, już trzy lata temu, zebrała pod wnioskiem o referendum w tej sprawie.
Tymczasem coraz więcej Polaków mówi otwarcie: nie pójdę na wybory dopóki nie zmienią ordynacji wyborczej i nie wprowadzą jednomandatowych okręgów wyborczych. Nie ma jeszcze ustawowego obowiązku współuczestniczenia w oszustwie.
Wrocław, 6 września 2007
Jerzy Przystawa
Wyświetlony 5234 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.