poniedziałek, 03 maj 2010 14:48

"Dziennik" Wyborczy

Napisał

Wydawany przez niemiecki koncern Axel Springer "Dziennik" miał być próbą zagospodarowania tej części czytelników, dla których "Gazeta Wyborcza" była zbyt lewicowa i prokomunistyczna, "Fakt" za wulgarny, a "Nasz Dziennik" zbyt mocno kojarzony z Radiem Maryja. Chodziło więc o stworzenie przeciwwagi dla wydawanego przez Agorę giganta, a więc takiej gazety nie powielającej dziennikarskich schematów, na które spora część ludzi jest już uczulona, a więc: natrętnego moralizatorstwa, ciągłych odwołań do inteligenckiego etosu, antypolskości, nachalnej agitacji za Unią Europejską i bezmyślnego powielania wszystkich zachodnich mód, o ile tylko są postępowe. Chodziło więc nie tylko o to, żeby zaproponować inną treść, ale przede wszystkim inny styl pisania, gdyż wskutek wieloletniej dominacji GW na rynku prasowym spora cześć naszej publicystyki pozbawiona jest zupełnie tego, co cechowało klasyczne dobre dziennikarstwo czy eseistykę polityczną: ironii, dystansu, odrobiny cynizmu i zjadliwości, a przede wszystkim umiejętności zamknięcia tekstu w sensownej i przemyślanej z góry formie. W GW, "Polityce", "Tygodniku Powszechnym" czy "Przekroju" dominują teksty, które poziomem warsztatu przypominają nieraz artykuły z gazetki szkolnej, nie mówiąc już o pisanych "od serca" komentarzach redakcyjnych i topornych felietonach (twory Pilcha i Grońskiego mogłyby służyć studentom dziennikarstwa za modelowy przykład tego, jak pisać kompletnie bez ikry i doprowadzić do tego, że czytelnik zaśnie nie ukończywszy pierwszego akapitu). Zresztą, prawdę mówiąc, wiele pism prawicowych prezentuje równie mierny poziom (nie pod względem treści, ale warsztatu i stylu), atakując czytelnika poetyką rodem z nowel Orzeszkowej czy Konopnickiej i uderzając co chwila w wielkie dzwony, co wynika, być może, z przekonania, że skoro jest się małym, to trzeba głośno krzyczeć, aby mieć rację.

 

W każdym razie właściciele ?Dziennika?, po dokonaniu wstępnego sondowania polskiego rynku prasowego, uznali, że istnieje dość duża grupa niezagospodarowanych czytelników, którzy chętnie wyłożą dziennie niewielką sumę za możliwość przeczytania artykułów potwierdzających to, co sami myślą. Sytuacja polityczna też była dogodna ? zwycięstwo prawicy, odsunięcie od władzy skorumpowanej lewicy, a więc nastroje społeczne przesunięte na prawo, niechętne dotychczasowym ?elitom? i całemu środowisku umownie nazywanemu ?środowiskiem Gazety Wyborczej?. Postanowiono oprzeć się na zespole redakcyjnym prowadzonego niegdyś (i doprowadzonego do upadku) przez Jana Wołka ?Życia? oraz dogorywającego ?Ozonu?, zaproszono też do współpracy takie osoby, jak Rybiński, Zaremba, Krasnodębski, Lisicki, Ziemkiewicz, Karnowski, a także współpracujący z ?Wprost? Mazurek i Zalewski. Jako ?anty-Wyborcza? ?Dziennik? rzeczywiście zaczął odnosić spory sukces, co zaczęło owocować nie tylko wzrostem nakładu (obecnie wynosi on średnio ok. 200 tys. egz.), ale również powiększaniem pisma o rozmaite dodatki tematyczne (?Europa?, ?Kultura?, od niedawna również ?Wall Street Journal?) i kreowaniem tematów politycznych debat (?Dziennik? wciąż znajduje się w czołówce najczęściej cytowanych tytułów, według niektórych zestawień wyprzedzając GW).
Jednak, podobnie jak to się dzieje w polityce, w biznesie chodzi nie tylko o to, aby przyciągnąć elektorat niczyj, ale również przejąć elektorat innych. Przyciągnięcie liberalno-konserwatywnych czytelników udało się ?Dziennikowi? z łatwością, gdyż w tym obszarze nie miał żadnej konkurencji, co więcej, angażując dziennikarzy znanych z sympatyzujących z prawicą tygodników (?Wprost?, ?Gazeta Polska?), mógł mieć niemal pewność, że podążą za nimi ich czytelnicy. Jednak strategia koncernu, co zupełnie zrozumiałe, nie może ograniczać się tylko do ?przekonywania przekonanych?. Prawdziwym sukcesem ? zarówno finansowym, jak i ideologicznym ? byłoby nie tylko stanie się drugą, konkurencyjną ?Gazetą Wyborczą?, ale wyparcie jej z rynku, zajęcie jej miejsca i przejęcie jej czytelników (a przynajmniej części).
Tego rodzaju ambitny zamiar widoczny jest już od dłuższego czasu w linii ?Dziennika?, który mając już kupioną dużą część czytelników prawicowych, próbuje stać się atrakcyjny dla centrowej i lewicowej publiczności. W tym celu stara się, zwłaszcza w dodatku ?Europa?, lansować myślicieli będących dziś na topie w kręgach tzw. nowej lewicy i reklamowanych jako ?prawdziwa i uczciwa lewica?, będąca przeciwwagą dla skorumpowanej ?starej lewicy?, kojarzonej z SLD. Stąd nachalne lansowanie gwiazdy postępowych salonów Sławoja Żiżka, promowanie ?Krytyki Politycznej? i jej naczelnego jako ?swoich? lewicowców i przekonywanie czytelników, że choć lewica postkomunistyczna i ich sojusznicy to zgraja skorumpowanych pragmatyków, to istnieje bardzo ?europejska? lewica, która ma idee, wizje i inne przymioty, której należy się szacunek i z którą można wiązać większe nadzieje niż z mamutami w stylu promowanej przez GW Partii Demokratycznej. Równocześnie z tą promocją ?uczciwej? i ?ideowej? lewicy, artykuły takich osób jak Ziemkiewicz, Semka czy Krasnodębski pojawiają się na łamach ?Dziennika? coraz rzadziej, coraz mniej miejsca, niż na początku, zajmują też komentarze Zaremby i Karnowskiego, a coraz bardziej widoczni stają się naczelni pisma, Krasowski i Michalski, próbujący odgrywać rolę ?europejskiej? i ?postępowej? prawicy, która miałaby być przeciwwagą dla rodzimych reakcyjnych ludożerców. W tym kontekście zrozumiały jest dość zabawny atak Cezarego Michalskiego na Pawła Lisickiego (kiedyś autora ?Dziennika?, dziś redaktora naczelnego ?Rzeczpospolitej?), który miał być sygnałem dla centrowych i lewicowych środowisk: nie mamy nic wspólnego z tymi oszołomami, którzy dotąd uchodzili za polską prawicę. Popatrzcie na nas: my jesteśmy nowa prawica, prawica tolerancyjna, otwarta na Europę i nowe trendy, tolerancyjna i niedogmatyczna. I tak jak trzeba zamienić starą, zużytą lewicę na lewicę nową i świeżą, tak też wypada zastąpić naszą starą zaściankową prawicę prawicą nową, lżejszą i łatwiejszą do akceptacji. A wszystko będzie można znaleźć na łamach jednej gazety: ?Dziennika?.
Realizując taką mniej więcej strategię, zawiadowcy ?Dziennika? sięgają jednak do stylu dziennikarskiego znanego dotychczas z GW i podobnych jej pism, a więc stylu pełnego moralizatorstwa, egzaltacji, emocji i komicznej czasem przesady. Do tej pory od nauczania i pouczania plebsu mieliśmy salonową lewicę, towarzystwo kołtunów wyrosłe wprost z peerelowskich salonów, na które trafiało się zazwyczaj w wyniku awansu społecznego. Teraz zaś, tego, jak poprawnie jeść bezę, uczyć nas będzie salonowa prawica, dokonująca dialektycznej syntezy Żiżka z de Soto i Singera z Finkelkrautem. Efekty już widać. Dotąd zachowujący się w miarę rozsądnie w kwestiach Unii Europejskiej ?Dziennik? stara się być bardziej proeuropejski niż profesor Geremek, oczywiście, zaznaczając, że chodzi o ?nową jakość? w proeuropejskości, polegającą na tym, że to, co wcześniej mieliśmy robić ?z konieczności?, teraz będziemy robić ?z rozsądku?. Prawda, że milej?
?Dziennik? promuje również nową jakość w dziedzinie wolności słowa, wielkimi literami na tytułowej stronie wyrażając swoje oburzenie tym, że ktoś śmiał zaprosić na odbywające się w Pałacu Kultury targi książki kontrowersyjnego historyka Davida Irwinga. Oczywiście, kiedy miesiąc wcześniej filozof Żiżek, lubiący fotografować się na tle portretu Stalina, przekonywał pod szyldem ?Dziennika? o ponadczasowości myśli leninowskiej, nie było żadnego problemu, gdyż nad jego kontrowersjami trzeba pochylić się ze zrozumieniem. Również w innych dziedzinach ?Dziennik? konsekwentnie proponuje nową jakość dla starej ilości, troszcząc się np. o to, aby kobiety, które zrezygnowały z pracy na rzecz wychowania dzieci czasem zbytnio się nie rozleniwiły i sugerując im, że powinny przenieść robotę do domu. Oczywiście, wszystko to reklamowane jest jako podejście prawicowe, a równocześnie nowoczesne, nadążające za Europą i postępowym światem, będące przeciwieństwem typowo polskiej i wstecznej i klerykalnej prawicy, której marzy się powrót do czasów króla Ćwieczka. Ostatnio redaktorzy ?Dziennika? pod hasłem Dlaczego prawica nie może być zielona? zaczęli promować ekologię i ostrzegać przed globalnym ociepleniem, co rzeczywiście jest nową jakością, dawno bowiem nikt nie zaryzykował podania takiej ilości bzdur w tak dramatycznej i histerycznej formie (ogólny przekaz był mniej więcej taki: w wyniku ocieplenia zaraz wszyscy pomrzemy, pozbądź się więc natychmiast swojej lodówki i obniż o 3 koma 4 procenta swoją dzienną emisję CO2!).

 

(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 5275 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.