poniedziałek, 17 maj 2010 17:42

Jeszcze o Maurrasie i Action Francaise

Napisane przez

Tradycyjne przysłowie mówi: Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Chyba jeszcze nigdy w swym życiu nie odczułem prawdziwości tego powiedzenia w sposób tak silny, jak wtedy, gdy czytałem polemikę autorstwa p. Jacka Bartyzela pt. Udręka Zbawienna lustruje Maurrasa, czyli – Jak się teologizuje młotem, opublikowaną w kwietniowym numerze "Opcji na Prawo".

 

Przyznaję, że pisząc krytyczny tekst o Action Francaise, spodziewałem się reakcji jej obrońców, z p. Jackiem Bartyzelem na czele, jednak nie przypuszczałem, że przybierze ona tak gwałtowną formę. Mimo że p. Bartyzel zarzuca mi furiacki atak na Maurrasa, to więcej ślepego ataku można dostrzec w wywodach mego szanownego Adwersarza, aniżeli w mojej krytyce doktryny Maurrasa i AF. Jak odbierać mam bowiem prześmiewcze docinki p. Bartyzela pod mym adresem typu: Pan Dwupalczasty dręczony zjawami lubieżnego sukuba, etc? Czy takie sformułowania nie są przypadkiem rodzajem kpiny i szyderstwa, które ma mnie w oczach innych ludzi poniżyć i ośmieszyć? Czy takie postępowanie przystoi chrześcijaninowi, a tym bardziej tak wykształconemu i wydawałoby się kulturalnemu człowiekowi, jakim jest p. Bartyzel? Czyż wzajemne upominanie się chrześcijan nie powinno być utrzymane w duchu łagodności i serdeczności, jak pisał o tym, że przytoczę sformułowanie Maurrasa, ?ciemny Żyd?, św. Paweł (patrz: Gal 6,1)? Podobnie furiackie, a dodatkowo mające posmak oszczerstwa i znamiona przysłowiowego ?chwytu poniżej pasa?, ma przytaczanie przez p. Bartyzela moich poglądów w kwestii tzw. tańców damsko-męskich oraz zarzucanie mi jakichś heretyckich skłonności (tego ostatniego zarzutu mój Polemista, być może, nie formułuje wprost, ale czyni ku temu wyraźne aluzje). Po pierwsze bowiem: w tekście, który jest przedmiotem sporu, nie ma żadnej wzmianki nt. jakichkolwiek tańców. Po drugie: mój Polemista zdaje sobie zapewne sprawę, że nie mam możliwości obrony na szerszym forum publicznym mych przekonań w tej sprawie, a więc najwyraźniej przywoływanie tego wątku w kontekście Maurrasa i AF ma służyć ośmieszeniu mojej osoby bez dania mi możliwości obrony. Po trzecie: zarzucanie komuś herezji albo choćby tylko ?skłonności heretyckich? wymaga albo przedstawienia stosownego orzeczenia władz kościelnych, w którym stwierdzono by, że dany delikwent takowe posiada, albo też zestawienia poglądów przez niego żywionych z niezmiennym nauczaniem Kościoła i wykazania w ten sposób, że te pierwsze odbiegają od tego drugiego. Pan Bartyzel tego nie uczynił i póki tego nie zrobi, jego insynuacje w tej kwestii będą zbliżone jakościowo do pustego pomówienia albo nawet i oszczerstwa.

Ale przejdźmy do rzeczy, czyli kwestii doktryny Charlesa Maurrasa i AF. Pan Jacek Bartyzel zarzuca mi wypisywanie wielu ?głupot? oraz ?andronów? na rzeczony temat, co skrupulatnie próbuje mi wykazać. Jak słusznie się p. Bartyzel domyśla, nie znam pism Maurrasa i AF z ?pierwszej ręki?. Swoją wiedzę na temat obu ww. czerpię z jednej strony z krytycznych względem nich przedwojennych publikacji katolickich, z drugiej zaś ? z wywodów ich apologetów, tj. pp. Jacka Bartyzela i Adama Wielomskiego. Takie podejście do problemu może, rzecz jasna, dziwić i wywoływać oskarżenia o brak kompetencji do wypowiadania się w danym temacie. Nie wolno jednak zapominać o jednej z tradycyjnie chrześcijańskich zasad, a mianowicie: ?zaufaniu do Kościoła?. Nie wszystkie z potępionych przez magisterium kościelne doktryn musimy znać szczegółowo, by wiedzieć, że są one złe i przewrotne. Często przecież doktryny, na temat szkodliwości których się wypowiadamy jako chrześcijanie, znamy właśnie z ?drugiej? albo i ?trzeciej ręki?. Przykładowo, jakieś 99 proc. gorliwie rozprawiających się z modernizmem tradycjonalistów katolickich najprawdopodobniej nigdy nie miało w ręku żadnego z dzieł autorstwa czołowych założycieli tego nurtu, a przeważającą większość swych krytycznych względem modernizmu argumentów czerpie z encykliki św. Piusa X ?Pascendi?. Zapewne gdyby jakiś od wielu lat czytający dzieła renomowanych modernistów naukowiec przyjrzał się ?warsztatowi naukowemu? tradycjonalistów katolickich, wykryłby w nim sporo nieścisłości, błędów i pomyłek. Ważne jest jednak zaufanie do Kościoła, które wyraża się m.in. w tym, że jeżeli doktryna katolicka coś napiętnowała, to zapewne miała rację. Osobiście wiele zgubnych i niebezpiecznych doktryn znam z ?drugiej? lub ?trzeciej ręki?. Nigdy nie miałem w ręku dzieł Markiza de Sade, Fryderyka Nietsche albo Karola Marksa. Literackie wytwory Mahometa, Hitlera, Lutra czy Josepha Smitha (założyciela mormonizmu) jedynie pobieżnie przeglądałem. Twórczość tych ludzi znam więc raz lepiej, a raz gorzej, ale jednak nie z ?pierwszej ręki?. Zaufanie do nauki katolickiej, połączone ze stopniem znajomości doktryn stworzonych przez tych ludzi, pozwala mi jednak stwierdzić, że są one ? w mniejszym bądź większym stopniu ? złe i przewrotne. Właśnie ufność do Kościoła świętego, którą próbuję żywić i praktykować, oraz poznawanie maurrasowskiej doktryny zarówno ze źródeł względem niej krytycznych, jak i przychylnych, pozwoliły mi wyrobić sobie w tej mierze spore pokłady krytycznej rezerwy. Jeżeli za pewnymi oponentami AF i Maurrasa przytoczyłem pewne informacje nieprawdziwe i przesadzone, to przepraszam. Lektura polemicznego tekstu p. Bartyzela pozwala mi jednak utrzymywać, że, wbrew jego twierdzeniom o ?wielu głupstwach i andronach?, moja krytyka AF była jedynie w niewielkim stopniu przesadzona.
Pan Bartyzel na samym początku swych polemicznych wywodów myli się i poddaje zdecydowanej nadinterpretacji przesłanie mojego tekstu, gdy określa go mianem ?furiackiego ataku na Maurrasa i AF? oraz sugeruje, że wyrzucam na śmietnik herezji całość maurrasowskiej doktryny. Każda niekatolicka doktryna, ideologia i światopogląd ma w sobie zarówno ziarna Prawdy, jak i ziarna kłamstwa. Nie trzeba być zbytnio spostrzegawczym, by dostrzec, że w artykule Action Francaise ? skaza kontrrewolucji wcale nie utrzymywałem, iż doktryna Maurrasa i AF jest w 100 proc. lub choćby 95 proc. zła i bezbożna. Wprost przeciwnie, pisałem m.in., że doktryna Maurrasa (...) posiadała też niemało zalet (oraz) (...) zdrowych i prawowiernych tendencji. Całość artykułu była jednak względem AF krytyczna, albowiem taki był jego cel. W żadnym wypadku jednak nie twierdziłem, że wszystko, co głosiła AF, było heretyckie i niemoralne. Nie jest też prawdą, że gmerałem paluchami w duszy zmarłego Maurrasa. To, co poddawałem analizie, to poglądy tego człowieka, nie zaś tajniki jego sumienia. W duszy Maurrasa ?grzebałbym?, gdybym rozsądzał np., czy i kiedy popełniał on grzech śmiertelny itp. Tego jednak nie czyniłem i nie zamierzam czynić, albowiem ? o ile każdy człowiek może w sensie obiektywnym ocenić, który czyn jest dobry lub zły i który pogląd jest prawdziwy albo fałszywy ? to (poza wypadkami jakiegoś szczególnego oświecenia z Nieba) nie znamy stopnia świadomości i dobrowolności, z którą angażują się sprawcy bądź wyznawcy nieprawości.
Pan Jacek Bartyzel sugeruje także, że kręgi prawicowe, konserwatywne i tradycyjne są jak najdalsze od bezkrytycznego podejścia do maurrasowskiej doktryny. Cóż mogę na to odpowiedzieć? Ufam, że p. Bartyzel znacznie lepiej zna się ode mnie na zawiłych meandrach prawicowej myśli politycznej i rzeczywiście sporo jej prominentnych przedstawicieli poddawało stanowczej krytyce ideologię Charlesa Maurrasa. Kiedy jednak pisałem o tym, że na prawicy doktryna Maurrasa cieszy się wielką estymą, a dla niektórych wręcz nie podlega żadnej krytyce, nie miałem na myśli bynajmniej specjalistycznych i naukowych wywodów prawicowych intelektualistów na Zachodzie, ale jej powszechną recepcję na polskiej prawicy. Polską prawicę obserwuję zaś od jakichś 15 lat i, niestety, nie przypominam sobie tekstu (poza artykułem mojego autorstwa, opublikowanym w 1999 r. na łamach niskonakładowego pisma ?Awangarda?) nt. Maurrasa i AF, który byłby opublikowany w jakimś prawicowym bądź tradycjonalistycznie katolickim periodyku i zawierałby w sobie jakieś bardziej krytyczne akcenty względem obu wyżej wymienionych. Znane mi publikacje polskich prawicowców na ten temat są wręcz skrajną apologią maurrasowskiej ideologii. Prawie zawsze pojawia się też tam zarzut, że AF zostało niesłusznie potępione przez Kościół wskutek knowań modernistów. Trudno więc mówić, by na polskiej prawicy narodowej i konserwatywnej istniała choć słaba świadomość ciemnych i podejrzanych stron doktryny Charlesa Maurrasa.
Przejdźmy teraz do głównych ?głupstw? i ?andronów?, które miałem wypisać na temat Maurrasa i AF.
Pan Jacek Bartyzel utrzymuje, że nieprawdziwa jest podana przez mnie informacja, iż cofnięcie potępienia AF przez Stolicę Apostolską dokonało się dopiero po tym, jak liderzy tej organizacji obiecali na przyszłość strzec się swych dawnych wypaczeń doktrynalnych. Odpowiem na to w następujący sposób: nawet jeśli podana przez mnie informacja okazała się mylnym powtórzeniem za innym źródłem, to i tak niewiele to wnosi do rzeczy. Gdyby bowiem władze kościelne dokonały de iure lub choćby de facto rehabilitacji inspirowanego przez Maurrasa ruchu, to jego zwolennicy niechybnie by o tym donieśli. Niewątpliwie uczyniłby tak również p. Bartyzel. Faktem historycznym, którego ani p. Bartyzel, ani inni obrońcy AF nie kwestionują, jest to, że wszystkie potępione przez Kościół dzieła Maurrasa oraz wszystkie numery dziennika AF z l. 1926-1939 pozostały na Indeksie Ksiąg Zakazanych, mimo oficjalnego zdjęcia kar kościelnych z samej organizacji. Gdyby cofnięto potępienie dzieł Maurrasa oraz pism AF z l. 1926-1939, to moglibyśmy upatrywać w takim geście ?milczącej? rehabilitacji AF. Niczego takiego jednak nie uczyniono, czym faktycznie potwierdzono słuszność kościelnego potępienia AF. Pan Bartyzel ciągle akcentuje też fakt, że doktryna Maurrasa została napiętnowana przez Piusa XI, który z różnych względów jest dla niego papieżem ?podejrzanym?. Autor polemiki w zasadzie nie odnosi się jednak do faktu, że nawet św. Pius X uznał za słuszne i sprawiedliwe doktrynalne potępienie ideologii Maurrasa. Gdyby zaś okazało się prawdą, że ów wielki Papież miał względem Maurrasa odczuwać sporo sympatii, to kościelne non possumus względem AF okazałoby się wówczas ? paradoksalnie rzecz biorąc ? jeszcze bardziej wiarygodne. Nikt nie jest bowiem skory do potępiania czegoś, do czego żywi sympatię. Gdy zaś do czegoś takiego dochodzi, to mamy wówczas do czynienia z bardzo silnym dowodem na rzecz słuszności owego potępienia. Zresztą nawet cytowany przez p. Bartyzela list kierowników AF do Piusa XII z 19 czerwca 1939 r. stanowi pośrednie przyznanie się do błędu. W dokumencie tym przywódcy AF obiecują bowiem rozwijać aktywność dziennikarską wyłącznie w domenie społecznej i politycznej, w sposób, który nigdy nie będzie przeszkadzał tym z nich, którzy są katolikami, w posłuszeństwie, wszystkich zaś będzie zobowiązywał do respektowania nakazów autorytetu kościelnego. Błędem AF było zaś uprawianie polityki i pisarstwa w sposób stanowiący przeszkodę dla tych, którzy chcieli być prawowiernymi katolikami.
Czy Maurras nie był fanatycznym wrogiem republiki i demokracji, tak jak utrzymywałem to w swym poprzednim tekście? Znów muszę stwierdzić, że nawet jeśli się w tej mierze pomyliłem, to nie była to wielka pomyłka. Po pierwsze ? nawet jeśli inspirator AF w sposób bezwzględny piętnował tylko francuską wersję ustroju republikańskiego, to i tak było to niezgodne z zaleceniem, jakie do katolików we Francji wystosował Leon XIII w encyklice ?Au milieu des sollicitudes?. Papież ów doradzał w tym akcie zaakceptowanie ustroju republikańskiego we Francji. Dość dziwaczne jest zresztą utrzymywanie, że w jakimkolwiek kraju republikańska forma rządów musi być zawsze i wszędzie nieodwołalnie destrukcyjna i niszcząca. To prawda, że narodziny i początek francuskiej republiki nie były szczęśliwe i przyjazne chrześcijaństwu. Jednak wyciąganie z tego faktu wniosku, że w takim razie we Francji ustrój republikańskie już nigdy nie będzie mógł służyć dobru wspólnemu, przypomina twierdzenia części protestantów, którzy kwestionują godziwość dzielenia się świątecznym jajkiem, albowiem u swych początków zwyczaj ten miał charakter pogański. Po drugie zaś: jak sam p. Bartyzel przyznaje, Maurras nazywał demokrację nieustannie złem i śmiercią, złem powszechnym i planetarnym. Trudno nie widzieć w tego rodzaju opiniach przynajmniej silnej tendencji do negatywnej absolutyzacji ustroju demokratycznego. Niezbyt uspokajające jest w tej mierze stwierdzenie p. Bartyzela, że p. Maurras dopuszczał wszakże jej (demokracji ? przyp. mój, MS) odpowiedniość w małych i nierozwiniętych społecznościach, jak chłopskie kantony w Szwajcarii czy rybackie osady w Norwegii. Co najwyżej, można tu przywołać zasadę mówiącą, że ?Wyjątek potwierdza regułę?. W doktrynie maurrasowskiej regułą było odsądzanie demokracji od wszelkiej czci i wiary, a zgodę na istnienie tego ustroju zacieśniano tu jedynie do maleńkich grup społecznych. Magisterium Kościoła zaś, już co najmniej od Leona XIII aż do dni dzisiejszych, tradycyjnie traktuje ustrój demokratyczny jako jeden z wielu prawowitych systemów rządzenia, który dobry lub zły staje się dopiero wskutek towarzyszących mu okoliczności. Na pewno zaś nauka katolicka nie piętnuje demokracji jako ?śmierci?, ?zła powszechnego i planetarnego?, od zakazu której mogą istnieć co najwyżej maleńkie i nieliczne wyjątki. Jeżeli już, to w miarę upływu czasu magisterium kościelne stało się wobec demokracji coraz bardziej życzliwe. To wszak już w 1919 r. papież Benedykt XV poparł postulat nadania niewiastom praw wyborczych, Jan Paweł II zaś w 1993 r. zadeklarował, że: Kościół z wielką sympatią patrzy na procesy prowadzące różne ludy do demokracji.
Pan Jacek Bartyzel myli się także, gdy zarzuca mi, że widzę bliskie pokrewieństwo pomiędzy maurrasowskim antysemityzmem a hitlerowskim rasizmem. Proponowałbym mojemu szanownemu Polemiście uważniej wczytać się w treść akapitu, w którym wysuwam analogię pomiędzy maurrasistowskim a nazistowskim podejściem do kwestii żydowskiej. Otóż nie dotyczy ona bynajmniej kwestii rasowych, ale religijnych. Alfred Rosenberg i inni naziści najbardziej w chrześcijaństwie nienawidzili jego hebrajskich korzeni. Dlatego też w hitleryzmie można było wyróżnić dwa podejścia względem wiary chrześcijańskiej: jej odrzucenie jako ?żydowskiego wynalazku? albo też próba wyeliminowania z chrześcijaństwa jego żydowskich korzeni i dostosowania go do własnych koncepcji rasowych. Istotnym rysem nazizmu było krytykowanie chrześcijaństwa za ?żydowski Stary Testament?, postulat ?oczyszczenia? Nowego Testamentu z ?żydowskich naleciałości? (m.in.: listów św. Pawła), praktyczne negowanie faktu, że Pan Jezus co do ciała pochodził z narodu żydowskiego itp. Charles Maurras niepokojąco zbliżał się do tego rodzaju koncepcji ?odżydzania chrześcijaństwa?, o czym świadczy choćby właściwie bluźniercze, pogardliwe i de facto heretyckie nazywanie Ewangelii naszego Zbawiciela Chrystusa pismami czterech ciemnych Żydów oraz odrzucanie hebrajskiego Chrystusa. Pan Bartyzel nieśmiało zresztą przyznaje, że semickie korzenie wiary chrześcijańskiej tkwiły Maurrasowi ?kością w gardle?. Nie twierdzę jednak, że przywódca AF był antysemitą w sensie rasowym, tzn., że uważał on lud żydowski za dziedzicznie niższy, zdegenerowany i nieuleczalny (tak jak czynili to wyznawcy hitleryzmu). Utrzymuję jednak, że Maurras spoglądał na żydowskie dziedzictwo chrześcijaństwa jako na zakałę, którą należy usunąć. Jeśli lider AF potrafił dostrzec, że także Żydzi mogą być dobrymi i wspaniałymi ludźmi, to jest to rzecz, która na plus odróżnia go od rasistowskiego bełkotu nazistów. Nie zmienia to jednak faktu, że wstręt, jaki czuł on do hebrajskich źródeł chrystianizmu, upodabniał go w tym względzie do Rosenberga i Hitlera.
Bardzo zastanawiające jest całkowite pominięcie przez p. Bartyzela wątku, w którym zarzucam Maurrasowi i AF promowanie prowadzącej do destrukcji całej tradycyjnej moralności chrześcijańskiej zasady ?Cel uświęca środki?. Czy to nie prof. Bartyzel przytaczał słowa Charlesa Maurrasa, mówiące, że w walce z systemem republikańskim wolno i należy posługiwać się wszystkimi środkami? Ciekaw jestem, co p. Bartyzel rozumie poprzez owe ?wszystkie środki?? Czy mianem ?wszystkich środków?, wedle p. Bartyzela, Maurras określał jedynie te, zgodne z moralnością? Czy p. Bartyzel zaprzecza, że dziennik AF głosił, że należy kupować sumienia, kobiety i nielojalność? Czyż wreszcie według p. Bartyzela chrześcijańskie było wsparcie AF dla kłamliwej i oszczerczej kampanii wymierzonej w ? jak się okazało ? niewinnego człowieka ? Alfreda Dreyfusa? Poparcie, którego, dodajmy, Maurras i AF nie cofnęło także wówczas, gdy kłamliwość i oszczerczość antydreyfusowskiej batalii wyszła na jaw? Czy p. Bartyzel rzeczywiście uważa, że prawowierna i tradycyjnie chrześcijańska jest akceptacja zasady, że w imię choćby i najszlachetniejszych celów wolno posługiwać się ?wszystkimi środkami?, a więc także tymi ewidentnie niemoralnymi, tj. kłamstwem, oszczerstwem, nierządem, cudzołóstwem czy morderstwem niewinnego?
O niemal bezkrytycznym podejściu p. Bartyzela do doktryny maurrasowskiej (któremu w innym miejscu próbuje zaprzeczać) świadczy entuzjastyczne wypowiadanie się mego Polemisty nt. wspaniałych owoców, jakie miała wydać działalność AF. Tymczasem bardziej trzeźwe spojrzenie na owoce AF pozwala stwierdzić, że znajdowały się wśród nich zarówno zdrowe i pożywne jabłka, jak i robaczywe oraz nadgniłe gruszki. Ot, choćby popierany przez AF reżim Vichy pod względem moralnym był wysoce dwuznaczny. Z jednej strony: wspieranie wiary katolickiej, zakaz aborcji, rozwodów, bluźnierstw i pornografii. Z drugiej zaś: oficjalnie sankcjonowany przez prawo rasistowski antysemityzm. Zresztą, przysłowiowe ?pół biedy?, gdyby ów rasizm ograniczał się ?tylko? do separacji społeczności żydowskiej. Tymczasem kolaboracyjne władze marszałka Petaina ochoczo wyłapywały francuskich Żydów, by następnie wysłać ich do rozlicznych niemieckich obozów śmierci. Ten radykalny antysemityzm popieranego przez AF reżimu Vichy był powodem względnie szybkiego pogorszenia wzajemnych stosunków pomiędzy marszałkiem Petainem a francuskim episkopatem, który początkowo odnosił się do nowego rządu niemal z aplauzem. Ze strony francuskich hierarchów katolickich padł niejeden protest przeciw antyżydowskiej polityce Petaina. Jeden z bardziej stanowczych sprzeciwów wobec posunięć francuskich kolaborantów wyszedł od biskupa Theasa z Montauban, który w swym liście pasterskim z 31 sierpnia 1942 r. pisał: W Paryżu dziesiątki tysięcy Żydów potraktowano ze skrajnie barbarzyńską brutalnością. (...) Aktualne posunięcia antysemickie wyrażają pogardę dla godności ludzkiej, gwałcą najświętsze prawa osoby i rodziny. Dodam tylko, że łapankom Żydów, nadgorliwie przeprowadzanym przez francuską policję, niejednokrotnie stawiali opór właśnie włoscy faszyści. To ci, tak nie lubiani przez prof. Bartyzela, faszyści, nie tylko nie pozwalali francuskim kolaborantom wyłapywać Żydów na kontrolowanych przez siebie terenach, ale posuwali się nawet do wyrywania aresztowanych Żydów z rąk żandarmów reżimu Vichy. Gdy więc przyjrzymy się jednemu z głównych owoców, bo inspirowanemu maurrasowską ideologią, reżimowi Vichy, to za co najmniej przesadny wydaje się tu entuzjazm p. Bartyzela. Za wątpliwej jakości owoc AF należałoby też uznać działalność wielu ultranacjonalistycznych ugrupowań, które pozostawały pod silnym urokiem Maurrasa. Przykładowo, rumuńska ?Żelazna Gwardia? (wymieniana przez mego Polemistę, jako jedna z organizacji znajdująca się pod wpływem ideologii AF) była tak naprawdę dziką bandą sfanatyzowanych i krwiożerczych heretyków. ?Żelazna Gwardia? była zbudowana na ślepym kulcie swego przywódcy, a jej bojówkarze dopuszczali się licznych aktów niezwykle okrutnej zemsty, w czasie II wojny światowej zaś gorliwie pomagali oddziałom SS w wyrzynaniu tysięcy Żydów.
Mirosław Salwowski

Wyświetlony 4857 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.