poniedziałek, 17 maj 2010 18:03

Jaka opieka społeczna?

Napisane przez

Kościół katolicki od początku swojego istnienia był głównym i najefektywniejszym dobroczyńcą. Nawet dziś organizacje typu Caritas w sposób niemal wzorowy zajmują się dystrybucją dóbr dla potrzebujących. Dla każdego prawdziwie wierzącego chrześcijanina opieka nad słabszymi jest podstawowym obowiązkiem i powinnością moralną. Czy jednak przymuszanie obywateli do dobroczynności jest moralnie uzasadnione i mądre? Weźmy przykład, którym posłużył się wybitny ekonomista i noblista śp. Milton Friedman. Idziemy ulicą z kanapką w ręku i spotykamy głodnego bezdomnego człowieka, który prosi nas o oddanie mu pożywienia. Po oddaniu mu owej kanapki zarówno my mamy satysfakcję i czyste sumienie (bo spełniliśmy nasz chrześcijański obowiązek), jak i bezdomny ( bo doświadczając naszej łaski, w przyszłości może sam pomoc komuś innemu w potrzebie). Weźmy jednak drugi przykład - idziemy ulicą z kanapką i napotykamy urzędnika, który pod przymusem zabiera nam kanapkę i daje pierwszemu statystycznemu (bo nie sprawdza, czy aby nie ma do czynienia ze zwykłym wyłudzaczem) bezrobotnemu.

 

Niby nie ma różnicy, bo pożywienie i tak trafia do głodnego, jednak co się wtedy dzieje? Zamiast satysfakcji czujemy złość (bo nie dość, że nie widzimy osoby, której pomagamy to jeszcze wiemy, że 70% naszej kanapki przeżre urzędnik), a potrzebujący, nie znając darczyńcy, zaczyna wychodzić z założenia, że mu się należy. Wspomniany Milton Friedman pisał: Świt nowej ery wydawał się wszystkim obiecujący. Ludzi, którzy mieli korzystać ze świadczeń, było niewielu, podatników, którzy mieli je finansować mnóstwo, tak więc każdy płacił małą sumę i zapewniał owym nielicznym potrzebującym wysokie świadczenia. Gdy jednak programy opieki społecznej zaczęły się rozrastać, proporcje się odmieniły. Obecnie płacimy wszyscy, przekładając z jednej do drugiej kieszeni albo pieniądze, albo coś, co można za nie kupić. Statystyki mówią, że najefektywniejszą i najhojniejszą pomoc niosą prywatni filantropi. I w gruncie rzeczy obiektywnie nie jest ważne czy tacy ludzie jak Bill Gates, czy gwiazdy Hollywood pomagają biednym z moralnej powinności, czy z potrzeby popisania się majątkiem. Ich intencje rozliczy Sąd Ostateczny ? i nic nam do tego. Ważne, że potrzebujący dostają pomoc.

 

Dylemat samarytanina
Ks. Robert Sirico pracował w jadłodajni w Anacostia ? biednej dzielnicy Waszyngtonu, w której podawano darmowe posiłki wszystkim, którzy się po nie zgłosili. Nikogo nie sprawdzano. Całe rodziny przyjeżdżają na posiłki. Byłem świadkiem, jak jedna osoba przyjechała taksówką. Następna para powiedziała mi, że muszą zjeść szybko, ponieważ po obiedzie planują iść na zakupy ? pisze ksiądz Sirico. Duchowny zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem, często pomijany w rozważaniach o plusach i minusach opieki społecznej. Pewnego piątku podczas Wielkiego Postu pracowaliśmy wraz z kolegą jak zwykle w kuchni. Po podaniu posiłku i zmyciu naczyń nie zjedliśmy ? jak to było w naszym zwyczaju ? w jadłodajni, gdyż serwowano mięso, a jako katolicy powstrzymujemy się od jedzenia mięsa w piątki. Poszliśmy do znajdującego się nieopodal baru rybnego. Gdy jadłem zwykły obiad rybny, dotarło do mnie coś, co wiązało się z naszą pracą charytatywną. Wiedzieliśmy, że właściciel baru mieszkał w sąsiedztwie, i że jego rodzina pracowała ciężko na to, żeby ich biznes jakoś się ?kręcił?. Uświadomiłem sobie, że ja, mój brat zakonny i mnóstwo innych ludzi z dobrymi intencjami, angażujących się w działalność charytatywną, inwestujących swoje pieniądze i poświęcających swój czas, pracując w jadłodajni ? wszyscy jesteśmy jego konkurentami. Tuż za rogiem dostarczaliśmy gotowy produkt oraz obsługę, co czyniło jego wysiłek, by utrzymać własną rodzinę, jeszcze większym ? pisze ks. Sirico. Duchowny zastanawia się czy nadmierna pomoc ubogim nie doprowadza ich do bierności i lenistwa. Niebezpieczeństwo prywatnej działalności charytatywnej tkwi w tym, że nie czyni ona obdarowanego ogniwem w podziale pracy. Tu leży dylemat samarytanina: oczekiwanie jałmużny może wytworzyć u tych ludzi postawę bierności, utrzymującą ich w ciągłej biedzie. Wyrwanie ich z bierności wymaga od nas czasami odmówienia im pomocy ? pisze dalej. Urzędnik, ?wyrabiając normę?, przyznaje najczęściej świadczenia dużej masie ludzi, nie mając (lub nie chcąc, za odpowiednią opłatą) możliwości sprawdzenia każdego petenta. Prywatny dobroczyńca przynajmniej w jakimś procencie jest w stanie weryfikować proszących o pomoc. Najważniejsze jednak jest to, że prywatny darczyńca oddaje własne pieniądze i jeżeli nie jest frajerem, będzie dbał o ich przeznaczenie. Natomiast urzędnik dysponuje pieniędzmi podatnika, czyli w jego mniemaniu ? niczyimi.
(?)
Łukasz Adamski

 
Wyświetlony 3627 razy
Więcej w tej kategorii: « Wielość bez jedności Śmieciowisko »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.