poniedziałek, 17 maj 2010 18:25

Pan G.

Napisane przez

Decyzja Trybunału Konstytucyjnego, "bohaterów" antylustracyjnego salonu, spowodowała, że w dostępie do archiwum komunistycznej bezpieki cofnęliśmy się do stanu sprzed czerwca 1992 roku. Zablokowanie naukowcom oraz dziennikarzom dostępu do SB-ckiego archiwum, to jednocześnie pozbawienie społeczeństwa dostępu do swojej kilkudziesięcioletniej historii. Można się jedynie pocieszać, że prezes TK Stępień, w obronie "zagrożonej w Polsce demokracji", nie zażądał np. spalenia zbiorów w IPN.

 

Nie ma się co łudzić. Obecny skład Trybunału Konstytucyjnego zaskarży każdą ustawę umożliwiającą powszechną lustrację. TK nie pozwoli na powszechny dostęp obywateli do archiwum w IPN. Jeżeli ostatnia inicjatywa Lecha Kaczyńskiego (wspólna z opozycją inicjatywa otwarcia archiwum) miałaby się udać, to tylko ponad TK. Najbliższa przyszłość pokaże, czy znajdzie się wyjście z tego pata lustracyjnego i czy Prawo i Sprawiedliwość wyzwoli się z nelsona założonego mu przez SLD oraz Trybunał Konstytucyjny. Pierwsi zaskarżają każdą niewygodną dla nich ustawę, a TK ? orzeka jej niezgodność z konstytucją.
Zaskakujące, ale i jednocześnie podejrzane, jest obecne stanowisko naczelnego ?Wyborczej?. Ten zagorzały wróg lustracji wypowiada się dzisiaj za otwarciem archiwum w IPN. Czy ma to związek z ujawnieniem przez Jarosława Kaczyńskiego, na łamach ?Wprost?, propozycji złożonej mu w 1991 r. przez Czesława Kiszczaka ? bezkarność dla byłego szefa SB-ków za listę 100 agentów niezarejestrowanych w archiwum IPN?
Wiedza o takich agentach SB, nie do wykrycia przez zwykłe kwerendy w archiwum IPN, jest niewielka. Nieliczne są też publikacje na ten temat. Polecam jedno takie opracowanie Konfidenci są wśród nas (Michał Grocki, Editions Spotkania, 1992). Jest to krótka historia z pracy Wydziału Studiów MSWiA przy kartotekach UOP (za Antoniego Macierewicza). Poniżej niektóre informacje podane przez autora tego bardzo ciekawego opracowania.
Wszelkie służby specjalne ochraniają swoich agentów przed ujawnieniem (tajna procedura pozyskiwania, system rejestrowania, pseudonimy, pełna konspiracja spotkań, meldunków i doniesień). Dodatkowe metody ochrony stosowano w przypadku najbardziej wartościowych tajnych współpracowników (znaczące miejsce w społeczeństwie, jakość dostarczanych informacji, itp.). Często nie wymagano od tajnego współpracownika pisemnego zobowiązania do współpracy. Rezygnowano też niekiedy z obowiązku własnoręcznego podpisywania meldunków czy pokwitowań za otrzymane pieniądze (robił to wtedy oficer prowadzący). W dokumentacji współpracownika starano się nie umieszczać żadnych informacji, które mogłyby pomóc osobie postronnej, także innemu pracownikowi SB, zidentyfikować TW (np. miejsce pracy, stanowisko itp.). Wyższą szkołą kamuflażu było też składanie donosu na siebie.
W przypadku agentury najwyższej wartości SB stosowała wyjątkowe zasady bezpieczeństwa. Taką agenturę trudno jest zidentyfikować tylko w oparciu o archiwa, ponieważ nie była ona rejestrowana w standardowy sposób. Nie prowadzono teczek personalnych i teczek pracy.

 

Tajemniczy pan G.
Poniżej fragment z opracowania Konfidenci są wśród nas:
Jeśli agent, zwerbowany np. w związku z wyjazdem na placówkę do, powiedzmy Paryża, z czasem okazywał się doskonałym współpracownikiem i stawał się jednym z opozycyjnych przywódców, usuwano z archiwum wszystkie dokumenty świadczące o jego wcześniejszej współpracy. Prowadzeniem takiego agenta zajmował się najczęściej szef jednego z departamentów. W ramach współpracy z agentem nie sporządzano żadnych meldunków, nie określano na piśmie zadań, jakie współpracownik ma wykonać. Dla wzmocnienia zabezpieczeń przed dekonspiracją często nakazywano jakiemuś niczego nieświadomemu oficerowi podjąć rozpracowywanie tej osoby pod kątem jej antysocjalistycznej działalności, np. jako doradcy przewodniczącego NSSZ ?Solidarność?. Czasem stwarzano wrażenie represjonowania danej osoby dla większego uwiarygodnienia jej w oczach opozycji ? rewizje, zatrzymania, konfiskata materiałów. Niezwykle zagadkowa była sprawa związana z G., w której co kilka lat dokonywano zestawienia jego biografii. W każdym z tych ?życiorysów? zawsze pomijano okres lat 60., czas bytności G. w Paryżu. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś w tamtych czasach, wyjeżdżając na istotną ?placówkę?, nie był współpracownikiem SB. Prowadzący sprawę oficerowie traktowali G. jako jedną z czołowych postaci opozycji, człowieka odpowiedzialnego za wiele decyzji Lecha Wałęsy. Zbierali mnóstwo bardzo szczegółowych informacji na temat jego ?antysocjalistycznej? działalności. Nie powodowało to jednak żadnych konkretnych skutków. Dla innego człowieka oznaczałoby to proces i więzienie.

 

(?)
Edward Leszczyński




 

 

 
Wyświetlony 5746 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.