niedziela, 30 maj 2010 09:49

Zawsze się spóźniamy

Napisane przez

Opowieść o losach dokumentu zwanego "Konstytucją Trzeciego Maja" powinna być opowieścią o walce Dobra ze Złem. Sagą o zniewoleniu i dążeniu do wolności. Legendą o prawości i obłudzie. Pieśnią sławiącą szlachetnych buntowników i opisującą bezgraniczną nikczemność renegatów, brukujących dusze judaszowymi srebrnikami. I o tym wreszcie, jak pozostający w terminalnym stanie, a więc śmiertelnie chory naród, tuż przed zgonem wzbija się na wyżyny, stając się wzorem dla świata.

 

I o tym wszystkim jest ta opowieść. A ponieważ każda z nich powinna zaczynać się od pytania, i tę wypada tak rozpocząć. Nawet od dwóch pytań. Bo jak to możliwe, by wymazano z mapy gigantyczne mocarstwo rozciągające się od Bałtyku po Morze Czarne i od Odry po Dniepr? Czy to możliwe, by kraj Władysława Jagiełły, Stefana Batorego i hetmana Żólkiewskiego ugrzązł w szambie?

Ano, możliwe. A degrengolada Rzeczypospolitej rozpoczęła się w chwili, gdy była u szczytu. Gdy w wyniku dworskich intryg król Zygmunt III Waza nie wykorzystał okazji, by osadzić na moskiewskim tronie swego syna, Władysława IV. Historyk Józef Feldman podsumował to w następujący sposób: Rozpoczął się proces gwałtownego wdzierania się wpływów rosyjskich w organizm Rzeczypospolitej, zmierzający do osłabienia jej sił państwowych. A historia zemściła się na Polsce okrutnie.
Ale nie sięgajmy aż tak daleko. Zacznijmy od kobiety (jak rzekł Lamartine: Na początku każdego stawania się znajdziesz kobietę).

 

O Kasi, co chciała Polski

Nic nie wskazywało, by czegoś szczególnego oczekiwać od losu mogła córka dowódcy szczecińskiego garnizonu, młoda księżniczka pochodząca ze zubożałego rodu (po matce Holstein-Gottorp, po ojcu Anhalt-Zerbst). Wydawało się raczej, że ambitnej, oczytanej dziewczynie (znała i ten kawałek z Szekspira: Cały świat to teatr. Wszyscy mężczyźni i wszystkie kobiety są aktorami ? wchodzą i znikają) pozostanie wyłącznie tęsknota za główną rolą. Ona postanowiła wszak, że nie pozwoli zaliczyć się do grona osób, o których mawiają, że do samej śmierci dobrze się zapowiadali. Darowała losowi czternaście lat. A gdy ten przymknął na moment powieki, chwyciła szansę. Na tyle mocno, by odtąd móc już kpić. Pospołu: z losu, i z ludzi.
?Zofia Fryderyka Augusta Anhalt-Zerbst? ? tak pewnego dnia przedstawił ją ojciec. ?Von Anhalt-Zerbst? ? podkreślił po chwili książę Chrystian. Słusznie, bowiem to ?von? przed nazwiskiem zadecydowało. Przybyli z Petersburga goście prosili go w imieniu imperatorowej Wszechrosji, carycy Elżbiety, by zechciał oddać rękę córki wielkiemu księciu Piotrowi, następcy tronu. Czyż mógł odmówić?
Tak oto Zofia zmieniła adres, przekraczając progi petersburskich pałaców.
Tu przeszła na prawosławie, przyjmując imiona Katarzyna Aleksiejewna. Wielką księżną została w wieku piętnastu lat, w 1745, a po śmierci carycy Elżbiety szczyciła się tytułem żony imperatora Wszechrosji, Piotra III.
Od chwili przybycia nad Newę intensywnie poznawała język. Nieco dłużej szlifowała metody rządzenia obowiązujące w nowej ojczyźnie, lecz siedemnaście lat spędzonych w komnatach Pałacu Zimowego to dość, by i ten egzamin zdać celująco. W 1762 roku, rękoma swych zauszników, zamordowała męża.
Katarzyna II Wielka. Imperatorowa Wszechrosji. Prawda, jak to brzmi? Och, niech brzmi jak chce, byle przed jej obliczem zgięła kolana Europa! I Europa klęknęła, a ją stać było na to, by rozsądku okazywać tyle tylko, na ile miała w danej chwili ochotę. Władza? Teraz to stało się takie proste! Kłamstwo, krew, czasem pieniądze ? nic prócz tego, co zwykło się określać mianem ?zręcznej dyplomacji?.
Grała główną rolę w reżyserowanej przez siebie sztuce. Używała słów ? tymi omamiła nawet wielkich ówczesnego świata, Diderota i Voltaire?a. Używała knuta ? jej ukaz skazywał na katorgę każdego chłopa za sam fakt złożenia skargi na postępowanie szlachcica. Nie stroniła od uciech doczesnych ? kochanków dobierała starannie, ale chociaż sypiała z wieloma, nigdy i żadnemu nie pozwoliła zapomnieć, że jest to jej łóżko. Tego nie pozwoliła zapomnieć także młodemu stolnikowi litewskiemu, Stanisławowi Poniatowskiemu, rekomendowanemu jej przez jedną z młodych dam dworu. Z seksualnych usług młodzika skorzystała jeszcze za życia cara Piotra, ale wkrótce wykorzysta go ponownie, oceniając, że To będzie odpowiednie narzędzie wpływów rosyjskich w Rzeczypospolitej (przekaz J. Feldmana).
?Boże, zbaw Polskę!? ? modlili się żarliwie ci, którzy znali kulisy politycznej kuchni. Ale Bóg pomaga jedynie tym, którzy zechcą sobie pomóc sami.

 

Bogaci w przeszłość, ubodzy w teraźniejszość

Polacy pomóc sobie nie chcieli. Dla obrony swych interesów na arenie międzynarodowej nie dysponowali nawet regularną armią, nawet bowiem przy największej dozie dobrej woli, trudno uznać za armię tak zwane ?pospolite ruszenie? ? zbieraninę szlachty, która stawała do walki na wezwanie króla (a i to nie zawsze). Polacy mieli za to ?Rzeczpospolitą szlachecką? okraszoną ?liberum veto? ? czyli prawem unieważnienia stanowionych przez sejm praw bez podania przyczyny protestu.
Szlacheckie ?nie zezwalam!? wystarczyło, by unieważnić każdy sejm. I prawo takie obowiązywało w sytuacji, gdy żadna dziedzina życia w kraju nad Wisłą (polityka wewnętrzna i zewnętrzna, religia, ekonomia, kultura itp.), nie mogła obyć się bez zadekretowania prawa przez tenże sejm. Niosło to fatalne konsekwencje ? za panowania Augusta III Sasa zerwano w ten sposób wszystkie sejmy, oprócz jednego.
Co więcej, w zgodnej opinii historyków, magnateria i szlachta czyniły co tylko można, by ograniczyć zakres władzy królewskiej, co na kondycję państwa miało zaiste paraliżujący wpływ. Szlachta, utożsamiając siebie z narodem, od dwustu lat ?jadła, piła i popuszczała pasa?. Na twarzach szminka i puder, w ustach wyświechtane frazesy przetykane łaciną, włoskim i francuskim, wiecznie odurzeni miodem, piwem, wódą, pluli na własny wstyd, bądź chowali go tak głęboko, by nie sposób go było odnaleźć, gdyby przypadkiem okazał się potrzebny.
Najcelniejszą, oddającą sedno lapidarnym skrótem, ocenę tamtych czasów wystawił Waldemar Łysiak: Rubaszne pijaństwo, haniebna sprzedajność, obmierzła prywata. Oto inne opinie: W grach karcianych topniały najtęższe fortuny magnackie (Kazimierz Konarski). Kto nie znał kart, kto nie mógł się pochwalić, że (...) przegrał lub nie wygrał w karty (...) tego poczytywano za sknerę i grubianina (Jędrzej Kitowicz).
Upadkowi politycznemu towarzyszyła nędza moralna: Warszawa stała się stolicą europejskich burdeli, czemu dziwił się sam Giacomo Casanova, szydząc: W naszych szczęśliwych czasach nie potrzeba wcale sprzedajnych dziewczyn, skoro spotyka się tyle uległości u przyzwoitych kobiet.
Ot, Polacy. Bogaci w przeszłość, ubodzy w teraźniejszość, bez szans i nadziei na przyszłość ? gdy dominować poczyna samowola, gnuśność i zobojętnienie na los współplemieńców. Zniewolone umysły i staczające się ku krawędzi państwo. Polska jeszcze jest, ale narodu już nie ma ? to współczesna opinia co światlejszych Polaków o czasach przedrozbiorowych.
Apogeum anarchii i zepsucia przypadło na wiek XVIII, a idealną z punktu widzenia przyszłych zaborców metodą ?podgryzania? kraju stało się przekupstwo. Pieniądze nie śmierdzą, aczkolwiek od początku tamtego wieku cuchnąć poczęła Polska ? tajemnicą Poliszynela stało się to podczas otwarcia sejmu w 1744 r., gdy poseł Wilczewski rozsypał na sali 300 pruskich dukatów.
Ksiądz Piotr Skarga, jezuita, nadworny kaznodzieja Zygmunta III, nie mógł tego ujrzeć, ale domyślał się już dalszego ciągu, wieszcząc u progu XVII stulecia: Niezgoda przywiedzie na nas niewolę, w której wolności nasze utoną (...) I włożą jarzmo żelazne na szyje wasze.

 

(?)
Krzysztof Ligęza

Wyświetlony 5165 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.