niedziela, 30 maj 2010 10:47

Miłość wśród ludu

Napisane przez

O miłości napisanych zostało mnóstwo powieści, poezji, fraszek, powstały liczne opracowania filozofów, teologów, socjologów, psychologów. Wydaje się, że nic nowego na ten temat już nie da się powiedzieć. A jednak nadal nie wszystko jest jasne i oczywiste. Zwłaszcza jak wyglądała i wygląda miłość ludowa.
Tym aspektem zajmowali się etnografowie i zajmują antropolodzy kultury. Ich opracowania są mniej znane, a jednak pasjonujące. Bo też miłość jest inna w każdej warstwie społecznej, środowisku, no i odmienna w przypadku każdego człowieka, dlatego można o niej nieskończenie. Inaczej też wyglądała miłość ludowa dawniej, ta tradycyjna, inaczej obecnie: może nie tyle ludowa, ile wywodząca się z tradycji ludowej. Zwłaszcza, że pojęcie miłości wiąże się nie tylko z burzą namiętności, ale i z obowiązkami, rodziną, oczekiwaniami otoczenia. Bywa bowiem i bardzo pragmatyczna. To co wiemy o niej przede wszystkim z Chłopów Reymonta, to tylko fragment, a i to przeszły, zagadnienia.

 

Jak to bywało?

Kochać, to być jak najbliżej drugiego człowieka, pragnąć z nim fizycznego kontaktu, a nawet zbliżenia. Wiadomo, że w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Więc żeby chciało, odwoływano się do wróżb, magii i zabiegów po części magicznych, a po części praktycznych. Już z okazji Bożego Narodzenia składano sobie życzenia zdrowia, ale i szczęśliwego ożenku czy zamążpójścia. W Nowy Rok zaczepiał dziewczęta przebieraniec w formie Dziada, były bodzone przez kozę albo turonia, dziobane przez bociana, co miało na celu zapewnienie im chłopaka, małżeństwo, a następnie symboliczne spowodowanie ich płodności. Rodzina bowiem bez dzieci ? trzeba to od razu powiedzieć ? nie cieszyła się uznaniem, brak dzieci oznaczał karę za grzechy i obniżał jej prestiż w środowisku. Zresztą panna, która nie wychodziła długo za mąż, czy chłopak, który długo pozostawał kawalerem, też nie cieszyli się poważaniem.
Stąd z kolei podczas Wielkanocy tzw. śmiguśnicy czy dyngusiarze odwiedzali te domy, w których były panny na wydaniu. Zlewano je obficie wodą. Dziewczyny wprawdzie piszczały, ale chętnie poddawały się obrzędowi, gdyż świadczył on o tym, że cieszą się wzięciem. Panna, której nie oblano była smutna i zrozpaczona, ponieważ świadoma była, że nikt się nią nie interesuje. W niektórych zaś regionach (Rawskie, Opoczyńskie) pisanki były pokryte wyraźnie erotycznymi obrazkami. Jeśli pisanka została ofiarowana przez dziewczynę upatrzonemu chłopakowi, świadczyła o jej wobec niego uczuciach. Wymagało to odwzajemnienia, wtedy kawaler obdarowywał dziewczynę słodyczami i koralami kupionymi dla niej na odpuście.
W Zielone Świątki przed domem wybranej dziewczyny kawaler stawiał tzw. maj ? okorowane drzewo iglaste z pozostawionymi na czubku gałęziami ozdobionymi wstążkami. Był to rodzaj oświadczyn. Jeśli zaś został zaproszony na poczęstunek, znaczyło to, że zaloty jego zostały przyjęte.
Specjalny charakter miała noc Świętojańska. Zawieszeniu ulegały wtedy wszelkie normy, na co dzień skrupulatnie przestrzegane, dotyczące zachowań seksualnych. Wszelkie zaś obrzędy towarzyszące temu świętu dotyczyły zachowań miłosnych. W ogóle noc ta była porą zalotów i wyznań, a nawet nie tylko, bo i ich cielesnego spełnienia. Raz do roku miłość nie łączyła się tylko z pobłogosławionym małżeństwem, lecz była ? by tak powiedzieć ? miłością w stanie ?czystym?, czy może raczej erotyzmem bez zahamowań. Naturalnie, czyniono to mniej czy bardziej dyskretnie. Bowiem panna z nieślubnym dzieckiem narażała się na odrzucenie.

 

Patroni miłości

W tych wszystkich dążeniach miłosnych zaangażowani byli... święci pańscy! Patronowali także wróżbom miłosnym. Odbywało się to zazwyczaj w listopadzie: 24 listopada, w wigilię święta św. Katarzyny wróżyli sobie chłopcy, któremu przypadnie jaka panna, a 29 listopada w wigilię św. Andrzeja ? dziewczęta, jakiej przypadnie który chłopak. Zwłaszcza te tzw. Andrzejki bardzo utrwaliły się w zwyczaju ludowym, który zresztą dziś rozprzestrzenił się na wszelkie środowiska z ludowym nie mające nic wspólnego.
Co ciekawe w mniemaniu tradycyjnym nie miały w sobie nic pogańskiego. Bowiem to sam Bóg za pośrednictwem świętych, decydował o pojawieniu się uczuć. Uważano zresztą, że można skłonić serce ukochanego do wzajemności samą modlitwą, bez uciekania się do innych zabiegów i zalotów. Wystarczy modlić się do Boga, Najświętszej Panienki, Pana Jezusa, choć głównie do świętych. Wierzono bowiem, że ci, przebywający w pobliżu Boga, są pośrednikami między Nim a ludźmi i wstawiają się za tymi, którzy egzystują na ziemi, przedstawiają Mu ich prośby. Święci mieli zresztą swoje ?specjalności?. Pannami miał szczególnie opiekować się św. Mikołaj. Patronami zakochanych pragnących się pobrać byli św. Andrzej i św. Katarzyna. Narzeczonymi opiekował się św. Antoni z Padwy. Nad nowożeńcami szczególną opiekę roztaczali św. Dorota, św. Antoni z Padwy, św. Józef, św. Anna i św. Joachim (ostatni to rodzice NMP). W przypadku niepłodnego małżeństwa odwoływano się do św. Anny i św. Antoniego z Padwy. Nad kobietami brzemiennymi opiekę miał roztaczać św. Jan Chrzciciel, a nad matkami karmiącymi św. Idzi.
Jak widać niektórzy byli mocno obarczeni różnorodnymi obowiązkami. A tak nawiasem, znana piosenka w wykonaniu Ordonki (serce zgubiłam pod miedzą) nie na darmo odwołuje się do św. Antoniego nie tylko jako do patrona rzeczy zgubionych (w tym przypadku cnoty) ? proszę zauważyć w akapicie wyżej iloma to kategoriami osób musiał się opiekować!
Trzeba dodać że za pannę na wydaniu uchodziła dziewczyna w wieku 18-25 lat. Powyżej tego wieku stawała się starą panną, nad której losem rodzice i bliscy załamywali ręce. Dorosłość takiej dziewczyny zaczynała się wtedy, gdy po raz pierwszy była zaproszona jako druhna na wesele. Uznawano ją wtedy za dojrzałą do małżeństwa.
W przypadku chłopaka o dojrzałości decydowały nie tylko lata (choć i one były ważne ? podobnie jak w przypadku dziewcząt, acz rozciągały się w nieco innym zakresie: od 20 do 30 lat), lecz przede wszystkim uznanie jego umiejętności w pracach rolnych i w gospodarstwie. Taka pozycja dawała chłopakowi uprawnienia towarzyskie i matrymonialne. Mógł uczestniczyć w zabawach, mieć stałą pannę i żenić się.

 

Miłość jako obowiązek

W tradycji ludowej wszelkie stosunki społeczne określone były przez czynniki ekonomiczne. Podstawową jednostkę gospodarczą stanowiła bowiem rodzina. Wobec tego naturalnym dążeniem młodych było zawarcie małżeństwa. Na tym przede wszystkim polegała miłość ludowa i do tego się sprowadzała. Przy zawieraniu małżeństw decydowały zatem czynniki ekonomiczne. Możliwość powiększenia gospodarstwa, wysokość posagu panny młodej wpływająca na zasobność gospodarstwa. Posłuszeństwo wobec rodziców.
Nieskrępowana zasadami miłość mogła mieć miejsce w krótkim stosunkowo czasie, wobec tego młodzi sporo czasu, gdy tylko pozwalały na to zwyczaje, poświęcali życiu towarzyskiemu.
Miejscem swobodnych spotkań były drogi, tętniące życiem towarzyskim. Wychodzenie na spacer o umówionej porze, spotykanie się w niedziele po mszach, także na odpustach i jarmarkach. Sprzyjały takim spotkaniom również święta doroczne i rodzinne, a także uświęcone tradycją wspólne prace gospodarskie. Na przykład darcie pierza, gromadzące kobiety i dziewczęta, kończące się poczęstunkiem i zabawą z muzyką. Pojawiali się wtedy chłopcy odwiedzający pod tym pretekstem swoje umiłowane. Element towarzyski łączył się wówczas z erotycznym. Popularne były także zabawy w karczmie.

 

(?)
Marek Arpad Kowalski

 

Wyświetlony 3572 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.