niedziela, 30 maj 2010 11:10

Z tarczą czy na tarczy?

Napisane przez

Wszyscy zdają się ostatnio żyć sprawą tarczy antyrakietowej, która ma zostać zbudowana w Polsce na mocy porozumienia między naszym rządem a Waszyngtonem. Szczególne emocje budzi przy tym nie tyle sam fakt postawienia tarczy, ile kwestia tego, co dokładnie dostaniemy w zamian. Ewentualny sprzeciw jest więc raczej koniunkturalny niż pryncypialny.

 

Cóż, to zdaje się Cioran wyznał kiedyś z rozgoryczeniem, że w Rumunii nawet Żydzi nie mają jaj. Aż chciałoby się go sparafrazować, mówiąc, że w Polsce klimat intelektualny tak stężał, iż nawet radykalnej antyimperialnej lewicy brakuje rezonu. Są gdzieś jeszcze wprawdzie niedobitki spod czerwonego sztandaru, które jakiś czas temu pod wodzą Piotra Ikonowicza wdarły się na salę i narozrabiały podczas prelekcji neokonserwatysty Normana Podhoretza, ale trudno nie odnieść wrażenia, że to już jedynie przedśmiertelne drgawki. Wszelki radykalizm już się chyba u nas skończył, a podziały polityczne ? zgodnie z twierdzeniami teorii gier ? stają się coraz płytsze i bez względu na początkowe etykietki wszyscy u władzy stają się centrowi. To przecież lewica wysłała naszych żołnierzy do Iraku, a prawica do Afganistanu.

Budowę tarczy poparł nawet zwykle mający oryginalne poglądy Janusz Korwin-Mikke, który napisał w swoim blogu, że Polska powinna nie tylko zgodzić się na budowę systemu antyrakietowego, ale jeszcze wynegocjować specjalny ?zaczepno-odporny? traktat z USA, zobowiązujący nas do bezwarunkowego wypowiedzenia wojny każdemu państwu, które zaatakowałoby USA (i vice versa). Miałoby to, według Mikkego, mieć szczególne znaczenie w sytuacji, gdyby bezpardonowo zaatakowały nas Niemcy, które są także członkiem NATO i mogłyby zawetować w ramach Paktu praktycznie każdą decyzję w sprawie ewentualnego konfliktu. Scenariuszowi nie można odmówić wyobraźni, ale można za to chyba zaproponować p. Korwinowi-Mikkemu, znanemu zwolennikowi własności prywatnej, aby ? skoro tak bardzo podoba mu się pomysł ulokowania w Polsce tarczy ? samodzielnie wystąpił do rządu USA i zaproponował udostępnienie w tym celu własnej działki w Józefowie.
Innym, często powtarzanym argumentem na rzecz przystąpienia do tego czy owego sojuszu albo wyrażenia zgody na taką lub inną propozycję sojuszniczą, jest stwierdzenie, że po którejś stronie musimy się przecież wypowiedzieć. Jesteśmy ? jak mówią stronnicy tego poglądu ? małym państwem pomiędzy silnymi sąsiadami, musimy się układać, szukać przymierzy, budować alianse itd. Jest to, zdaje się, jeden z tych poglądów, które brzmią tak uczenie, że podaje się je bez żadnego dowodu, licząc po cichu, że żaden krnąbrny słuchacz nie zada przypadkiem pytania: a dlaczego? Dlaczego właściwie musimy stanąć po którejś stronie? Dlaczego mamy wspierać budowę takiego czy innego ?sojuszniczego? imperium? Z czego wynika ta obiektywna konieczność geopolitycznego zaangażowania się?
Pytania te przywodzą na myśl scenę z Władcy pierścieni J.R.R. Tolkiena, w której towarzysze Froda, Merry i Pippin, uciekając przed bandą orków, spotykają stróża lasu ? Fangorna, enta będącego jedną z najstarszych istot w Śródziemiu. Przelęknione hobbity, zdając sobie sprawę z nadciągającej wojny z Sarumanem i Sauronem, pytają swego nowo poznanego opiekuna, po czyjej właściwie jest stronie. On zaś po namyśle odpowiada, że nie jest w istocie po niczyjej stronie, bo nikt też nie jest po jego stronie.
(?)
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 6669 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.