wtorek, 01 czerwiec 2010 15:18

Dziedzictwo Simona Mola

Napisane przez

Choć można odnieść wrażenie, że o "sprawie" Simona Mola, Kameruńczyka, który rzekomo zarażał Polki wirusem HIV, jest już w mediach jakby ciszej, to zdaje się, że mocno zapadła ona w pamięć rzeczniczce praw dziecka, posłance Ewie Sowińskiej z LPR. Poruszona do żywego tragedią rozwiązłych Polek i chutliwego poety, Sowińska zaapelowała o wprowadzenie rutynowych badań na obecność wirusa dla wszystkich matek w ciąży.

 

Choć nie wypada kwestionować dobrej woli i czułego serca pani rzecznik, to na wieść o jej pomyśle ręce zacierają przede wszystkim nie przyszłe matki, lecz polskie przedstawicielstwo ?przedsiębiorstwa HIV-AIDS?. Wiadomo przecież, że na samych testach się nie skończy. Matki, u których wykryje się śmiercionośnego bakcyla, zostaną zapewne objęte specjalnym programem, a ich dzieci ? w przypadku zakażenia ? od maleńkości będą stanowić żywe laboratoria ogromnych koncernów farmaceutycznych, przez co, choćby i urodziły się zdrowe, pomrą pewnie, nie dożywając dziesiątego roku życia. Nie od dziś wiadomo, że terapia antywirusowa jest oparta na potwornie groźnych lekach, a najczęściej z nich stosowane AZT było pierwotnie lekiem przeciwnowotworowym, jednak zaniechano jego użycia w tej ?niszy? ze względu na zbyt silne, wręcz zabójcze działanie.

Zarysowany scenariusz to naturalnie wciąż jeszcze political fiction, jednak coraz bardziej political, a coraz mniej fiction. Na całym świecie bowiem, a jak widać z przykładu posłanki Sowińskiej, także w Polsce, daje się zauważyć rosnący w siłę sojusz pomiędzy państwem a przedstawicielami wielkiego biznesu. Sojusz ten zaś za pole swych niecnych działań w coraz większym stopniu uznaje medycynę. Oto, na przykład, republikański gubernator stanu Teksas, Richard Perry, zarządził niedawno przymusowe szczepienia dla dziewczynek w wieku szkolnym przeciwko przenoszonemu drogą płciową wirusowi powodującemu raka szyjki macicy. Perry zignorował przy tym kompletnie sprzeciw środowiska konserwatywnych rodziców, którzy z jednej strony obawiali się możliwych skutków ubocznych samych szczepionek, a z drugiej podkreślali, że cała kampania kłóci się z ich przekonaniami i doprowadzi do rozplenienia seksu przedmałżeńskiego. Głosy zatroskanych rodziców nie mogły jednak sprostać sile argumentów producenta szczepionek, czyli firmy Merck&Company, która ? oczywiście, zupełnym przypadkiem ? podparła je przeznaczając 6 tys. dolarów na kampanię wyborczą Perry?ego. Gubernator, który stwierdził, że przedsięwzięte przez niego działania stwarzają doskonałą możliwość odniesienia częściowego zwycięstwa w wojnie z rakiem, jest w tych sprawach świetnie poinformowany, gdyż ? to zapewne również całkowity zbieg okoliczności ? były szef jego gabinetu jest obecnie lobbystą w Merck&Co, a teściowa obecnego szefa gabinetu przewodzi finansowanemu przez Merck związkowi kobiet w legislaturze, który działa na rzecz wprowadzania podobnego programu we wszystkich stanach.
Przymusowe szczepionki, których cena opiewa na 360 dolarów od sztuki, stanowią, oczywiście, dla firmy Merck szansę zarobienia bajecznych wprost pieniędzy ? szczególnie jeśli program uda się wdrożyć także w innych stanach ? które zostaną pewnie przeznaczone na kolejne kampanie wyborcze innych gubernatorów. Jednak chyba nie to ani nawet nie podejrzenie, że szczepienia mogą okazać się medycznym bublem, budzi największy niepokój. Prawdziwie przerażający jest fakt przejęcia przez państwo niemal całkowitej kontroli nad zdrowiem obywateli. Doszło do tego, że rodzic nie może już zadecydować o tym, w jaki sposób ? i czy w ogóle ? leczyć własne dziecko. Ba, nie wolno mu już zadecydować nawet o tym, czy i w jaki sposób chciałby leczyć sam siebie!
Instytucjonalizując system opieki medycznej, państwo de facto uczyniło każdego obywatela własnością publiczną. Ponieważ koszty opieki zdrowotnej ponosimy już nie indywidualnie, lecz kolektywnie, jedni za drugich, to każda indywidualna nieodpowiedzialność staje się nieodpowiedzialnością kolektywną. Każdy uszczerbek na zdrowiu obywatela jest zarazem kosztownym uszczerbkiem na zdrowiu całego społeczeństwa. Wiadomo zaś, że byt kształtuje świadomość, co w tym wypadku oznacza, że pan Kazik spod Koluszek, w trosce o zawartość własnego portfela, najchętniej zabroniłby palić, pić i jeździć na motorze bez kasku panu Józkowi z Zawoni. I vice versa.
(?)
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 5547 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.