środa, 02 czerwiec 2010 11:56

Czy Konfederacja miała rację?

Napisane przez

Nie jest tajemnicą, że wielu prawicowców i konserwatystów wielką estymą darzy walkę zbrojną amerykańskich Południowców zrzeszonych w Konfederacji (zwanej również CSA, od "Confederate States of America"), prowadzoną przeciw wojskom Unii (tzw. Jankesom). W kręgach prawicowych owo poparcie stało się wręcz czymś w rodzaju ideowego kanonu "prawdziwego konserwatysty". Bycie zwolennikiem Konfederacji, a przeciwnikiem Unii w pewnych środowiskach stało się tak oczywistym wyznacznikiem prawicowości i konserwatyzmu, jak piętnowanie rewolucji francuskiej i bolszewizmu z jednej strony, z drugiej zaś popieranie wandejskich szuanów, powstańców gen. Franco czy meksykańskich Cristeores. Dla wielu ludzi prawicy przywódca Unii stał się prawie że amerykańskim odpowiednikiem Robbespierre'a, Callesa czy nawet Lenina. Kimś, kto w imię rewolucyjnej utopii pogrążył swój naród w cierpieniach i rozpaczy oraz wydał wojnę tradycyjnej cywilizacji chrześcijańskiej. Także w "Opcji na Prawo" pojawiło się parę tekstów próbujących przy jednoczesnym skrajnym wybielaniu Konfederacji, ukazywać Abrahama Lincolna i Unię w możliwie jak najciemniejszych barwach. Zgodnie z zasadą Audiutur et altera pars niechaj wolno mi będzie ze swej strony przedstawić kilka argumentów w obronie Abrahama Lincolna oraz Unii.

 

Jaki konserwatyzm, jaka prawicowość?

Pierwszą kwestią, nad jaką winniśmy się tu zastanowić, jest to, czy najpierw chcemy być chrześcijanami, czy też pierwszorzędne jest dla nas bycie prawicowcami i konserwatystami. Jeżeli rzeczą dla nas najważniejszą jest bycie chrześcijanami, to nasze prawicowe i konserwatywne przekonania powinniśmy uzgadniać z chrześcijaństwem. W razie, gdybyśmy dostrzegali napięcia pomiędzy jednym a drugim, prawicowość i konserwatyzm winny ustąpić chrześcijaństwu. Oczywiście, jest możliwe, że ważniejsze będą dla nas poglądy prawicowo-konserwatywne, aniżeli chrześcijaństwo. Wówczas to bardziej będzie nas obchodzić obrona i utrwalanie zastanego, wielowiekowego porządku społecznego, zwyczajów i mentalności, aniżeli przemienianie tej ziemi zgodnie z 10 przykazaniami i radami ewangelicznymi. Problem w tym, że nie powinniśmy wtedy się oburzać jedynie na Lincolna, którego rządy faktycznie doprowadziły do obalenia utrwalonego przez pokolenia ładu społecznego Południa. Przy takim ujęciu sprawy winniśmy pomstować na likwidację tradycyjnego, ale zarazem niemoralnego i antychrześcijańskiego ?prawa pierwszej nocy?, a nawet za złe musielibyśmy mieć misjonarzom obalenie czczonych przecież od stuleci pogańskich bałwanów. Gwarantuję, że beneficjanci ?prawa pierwszej nocy? oraz czciciele bożków używali retoryki mocno zbliżonej do argumentacji zwolenników CSA. Czyż bowiem nie obalono ich tradycyjnych odwiecznych zwyczajów, stylu życia i wierzeń?
Widać więc, że nie wszystko co tradycyjne, konserwatywne i odwieczne, musi być chrześcijańskie, nawet jeśli zdołało przetrwać w społeczeństwach złożonych w większości z chrześcijan.


Kość niezgody

Ale przechodząc do rzeczy: koronnym argumentem dzisiejszych neokonfederatów jest negowanie tezy, że wojna secesyjna toczyła się w imię wyzwolenia czarnych niewolników, a Abraham Lincoln był przeciwnikiem niewolnictwa. Wedle apologetów CSA, Południowcy nie skrzyknęli się po to by bronić praw właścicieli niewolników, ale toczona przez nich walka odbywała się w imię ratowania ?tradycyjnego stylu życia amerykańskiego Południa? oraz niezależności od władz federalnych Unii. Pogłębiając taką linię obrony CSA, neokonfederaci twierdzą, że Lincoln był najzwyczajniejszym rasistą. Na rzecz tego przekonania przypomina się, że Lincoln zachęcał wyzwolonych Afroamerykanów z USA do emigracji do Afryki; był przeciwnikiem mieszanych rasowo małżeństw; uchwalone przez niego prawo o abolicji niewolników z 1863 r. miało być tylko posunięciem typu ?public relations?, gdyż obejmowało swym zasięgiem jedynie zbuntowane stany Południa, nie zaś te ze stanów Unii, w których niewolnictwo wciąż obowiązywało; a w jednym ze swych listów pisał, że gdyby było możliwie utrzymanie jedności Unii bez wyzwalania choćby jednego niewolnika, uczyniłby to. Z kolei na rzecz Konfederacji ma przemawiać to, że głównodowodzący jej armią, gen. Lee wyzwolił wszystkich swoich niewolników, w zbrojne szeregi secesjonistów wstąpiło zaś dziesiątki tysięcy Murzynów.
Neokonfederacka wizja wojny secesyjnej wygląda więc tak: Niewolnictwo nie było problemem w tym konflikcie. Lincoln był rasistą i tyranem, któremu nie zależało na losie czarnych niewolników, a wojnę prowadził on w imię zachowania jedności państwa i narzucenia południowcom jankeskiego stylu życia i zwyczajów.
Z pewnością obraz wojny secesyjnej, jako konfliktu, którego jedynym punktem zapalnym była kwestia zniesienia bądź utrzymania niewolnictwa, nie jest prawdziwy. Rzecz jasna, wojna ta toczyła się jeszcze o parę innych spraw. Czy jednak niewolnictwo nie było w niej jedną z ważnych kości niezgody? Już w samej neokonfederackiej argumentacji można dostrzec w tej kwestii wyraźną niespójność. Z jednej strony mówi się bowiem, że CSA nie walczyło w obronie niewolnictwa, a czyniło to w celu utrzymania ?tradycyjnego stylu życia południowców?. Można się w tym miejscu spytać, co było jednym z ważnych elementów owego ?tradycyjnego stylu życia?? Czy czasem nie instytucja niewolnictwa? Historia mówi nam, że to właśnie niewolnictwo było owym ?tradycyjnym stylem życia?, w imię którego południowcy postanowili chwycić za broń i wypowiedzieć posłuszeństwo władzom federalnym. Co jak co, ale zarówno wydarzenia poprzedzające secesję południowych stanów, konstytucyjne podwaliny CSA, jak i oficjalne oświadczenia jej czołowych przedstawicieli wskazują jednoznacznie, że głównym motorem powstania Konfederacji była chęć nie tylko utrzymania, ale i poszerzania instytucji niewolnictwa czarnych.
Faktem jest, że na dziesiątki lat przed wybuchem wojny secesyjnej na Północy narastały tendencje abolicjonistyczne, co wywoływało wśród przywiązanych do tejże instytucji południowców coraz większe obawy. Bardzo kontrowersyjną i gorącą kwestią z tym związaną było to, czy niewolnictwo będzie mogło być wprowadzane na nowo przyłączanych do USA terytoriach. W latach 50. XIX wieku wszystkie amerykańskie debaty polityczne koncentrowały się wokół tego tematu. Ta sprawa stała się kluczowa w kampanii wyborczej 1860 roku. Prawdą jest, że Lincoln nie był zdecydowanym abolicjonistą. Podchodził on do niewolnictwa w sposób łagodny i umiarkowany. Uważał je za zło, które należy ograniczać, ale zarazem, przynajmniej póki nie zaistnieją odpowiednie warunki do jego całkowitej likwidacji, tolerować. W sprawie zakazu poszerzania niewolnictwa Lincoln był jednak nieugięty. Przyszły prezydent USA, w swej kampanii wyborczej jasno opowiadał się za prawem rządu federalnego do ograniczania niewolnictwa na nowych terytoriach. W swoim liście do Alexandara Stephensa (wiceprezydenta CSA), w przededniu wojny, pisał: Wy uważacie, że niewolnictwo jest słuszne i powinno być rozszerzone, a my uważamy, że jest niesłuszne i powinno być ograniczone. Właśnie fakt, że wybory prezydenckie wygrał zdecydowany zwolennik ograniczania niewolnictwa, stał się główną przyczyną buntu południowców i wszczęcia przez nich krwawej wojny domowej. Jasna jest w tym względzie konstytucja CSA, do której wpisano nie tylko ?prawo? do posiadania niewolników, ale również umieszczono tam postanowienia, że niewolnictwo będzie mogło być ustanawiane bez przeszkód na nowo przyłączanych terytoriach. Niezwykle klarowne w tej mierze były też zapewnienia czołowych polityków Konfederacji. Wiceprezydent CSA Alexander Stephens w swoim słynnym przemówieniu, wygłoszonym w Savannah w stanie Georgia, 21 marca 1861 r. (więc wtedy, gdy już rozpoczął się proces secesji Południa) głosił, że rewolucja amerykańska została oparta na fałszywej przesłance, jaką jest równość ras. Dodawał przy tym, że: fundamentem naszego rządu jest z gruntu przeciwstawne przekonanie, a mianowicie wielka prawda, że Murzyn nie jest równy człowiekowi białemu. Niewolnictwo, czyli podporządkowanie rasie wyższej, jest dla niego naturalnym i normalnym stanem. Tak więc nasz rząd, pierwszy w historii świata, będzie opierał się na tej wielkiej, moralnej prawdzie. Senator H. Hammonde, inny z czołowych polityków Południa, deklarował z kolei: skała Gibraltaru nie jest tak mocno wrośnięta w swoje posady jak nasz system niewolnictwa. Dobrze wczytajmy się w te deklaracje. To nie jest żaden umiarkowany sceptycyzm wobec niewolnictwa. Nie jest to chęć jego łagodnego i stopniowego ograniczania. Jest to po prostu fanatyczne opowiadanie się za niewolnictwem, motywowane gruboskórnym rasizmem.
(?)
Mirosław Salwowski

Wyświetlony 5203 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.