środa, 02 czerwiec 2010 11:59

Dwie miary i republika koleżków

Napisane przez

Fakt, że politycy zmieniają swoje poglądy, jak tylko uda im się dojść do władzy, wszedł już chyba - dzięki niezmiernie licznym przykładom - na dobre do kanonu mądrości ludowych. A jednak za każdym razem, kiedy potwierdza się hipokryzja naszych przywódców, pierwszym odruchem u większości ludzi jest szukać winy wszędzie, tylko nie u jej źródła.

Naturalnie ci, którzy teraz są na dole, a kiedyś byli na górze, nader chętnie wypominają swym przeciwnikom politycznym niewywiązywanie się z przedwyborczych obietnic. Tyle tylko, że przyganiał kocioł garnkowi, bo opozycja nie byłaby dziś opozycją, gdyby sama wcześniej dotrzymała słowa danego wyborcom w kampanii. Rzecz zatem nie w tym, aby krytykować konkretne ugrupowania, lecz raczej, aby dostrzegać, że zachowania wszystkich polityków są do siebie, wbrew pozorom, niezwykle podobne.
Cały ten teoretyczny wywód może się wydać banalny i nudnawy, ale zyskuje rumieńców, jeśli osadzi się go w konkretnych realiach IV RP, czyli w samym środku autorskiego programu politycznego braci Kaczyńskich. Panowie Lech i Jarosław obiecywali swym prawicowym wyborcom prawe i sprawiedliwe państwo. Wprawdzie niektórzy złośliwcy szydzą, że nie chodziło wcale o państwo prawe i sprawiedliwe, lecz prawie sprawiedliwe, a jak wiemy z pewnej popularnej reklamy piwa, ?prawie robi wielką różnicę?. Jednak nawet biorąc postulaty programowe PiS-u za dobrą monetę, trudno dziś przyznać, że wszystko jest tak, jak być powinno zgodnie z założeniami, a autorzy koncepcji rewolucji moralnej naprawdę zerwali ze złymi wzorcami z przeszłości.
Po pierwsze, już sam program, który kładł równy nacisk na konserwatyzm w sferze politycznej i socjalizm w sferze gospodarczej, trącił przywiązaniem ideowym do elementów starego ładu. Oczywiście, można argumentować, że przecież gospodarka rozwija się na medal i nie jest wcale tak źle, jak mogłoby być, ale jest to raczej małe pocieszenie, zważywszy, że nie jest też tak dobrze, jak potencjalnie być może. Z obiecanych obniżek podatków nici. Za redukcję etatów w sektorze publicznym także nikt się na poważnie nie bierze, a deficyt budżetowy wcale się nie zmniejsza, mimo starań Zyty Gilowskiej, która usiłowała obniżyć zadłużenie sektora finansowego, przemianowując pewną jego część na ?potrzeby pożyczkowe?. Niby pusty portfel to właśnie są potrzeby pożyczkowe, ale trzeba przyznać pani wicepremier, że brzmi to znacznie lepiej niż deficyt.
A jak z przemianą ideową naszego państwa, które miało raz na zawsze zerwać z wizerunkiem ?republiki koleżków?? Cóż, przykład policjantów, którzy odwozili do domu jednego z dyrektorów MSWiA, albo innych, którzy jeździli po hamburgery dla koleżanki ministra Surmacza dowodzi, że chyba nie najlepiej. Naturalnie, można by słusznie oburzać się na przytaczanie takich przykładów, zarzucając rozdmuchującym je mediom złą wolę i małostkowość. Wiadomo przecież, że niezwykle trudno jest oddzielić sferę publiczną od prywatnej. Jednak obóz rządzący ma na swoim koncie także decyzje, których potępianie trudno raczej uznać za małostkowość.
(?)
Juliusz Jabłecki
Wyświetlony 7736 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.