poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:40

Nosimy w sobie chaos

Napisane przez

Nawet dalece pobieżna obserwacja teraźniejszości pozwala potwierdzić niepokojącą, wręcz upiorną tendencję: dzień po dniu, bezmyślnie i bezwiednie, gwałcimy kryteria kulturowe, na których wzniesiono naszą cywilizację. Niekiedy przypomina to gwałt ze szczególnym okrucieństwem.

 

Świat to chore miejsce, a życie nie jest w porządku. Jeden jeździ maybachem, a drugi chodzi pieszo. Jeden nosi garnitur za dziewięć tysięcy, inny za pół, a jeszcze innego w ogóle na garnitur nie stać. Do tego ta nasza codzienność: wstrząsająco zabawna, a zarazem ponad miarę żenująca. Amerykański Żyd polskiego pochodzenia, znakomity pisarz, noblista, Isaac Bashevis Singer, na łamach jednej ze swoich książek zauważył: Kombinacja rzeźni, burdelu i domu wariatów ? oto czym naprawdę jest świat. Nie sposób odmówić mu racji.

I warto powtarzać: człowiek stara się stworzyć sztuczną inteligencję, ale sam nie staje się od tego bardziej inteligentny. Kryteria kulturowe, na których zbudowano nasz świat, zanikają. Modne stało się kwestionowanie zasad albo otwarte demonstrowanie przekonania, że żadnych zasad nie ma, że są tylko interesy. Ludzie liczą dobra, nie licząc się z wartościami. Więcej, w dzisiejszych czasach dosłownie uciekają od wartości, by ścigać pieniądze. Wszystko staje się względne.
Z tym tylko, że kiedy nie wiadomo, co jest do przyjęcia i co wypada akceptować, wówczas do przyjęcia staje się każdy nonsens i każdą bzdurę akceptować wypada. Tymczasem, jak ktoś celnie powiedział: Świat rozbitych zasad i zatraconych sensów rodzi upiory. Owszem, i te upiory znajdują swe miejsce w ludzkich umysłach. Zadomawiają się w nas coraz pewniej i coraz częściej. Niemalże nas zawłaszczają. Czy to dlatego nosimy w sobie chaos?

Śmierć kultury
To w samej rzeczy paradoks: oto czasy zmieniają się nam dziś szybciej niż ludzie, którzy je tworzą. Z drugiej strony, nikt już nie potrafi tak upiornego tempa zmian znieść. Ludzkie możliwości percepcyjne są ograniczone, świat zaczyna więc przypominać wielką beczkę prochu, nasza cywilizacja zaś zdaje się przeżywać ustawiczne trzęsienie czasu. W istocie stoimy w przedprożu kolejnej katastrofy.
Tradycyjna kultura umiera, w coraz większym stopniu ustępując niszczycielskiemu zjawisku, zwanemu postmodernizmem, a polegającemu na celowym rozbijaniu etykiet i konwenansów ? innymi słowy tego, co składa się na konwencje budujące naszą kulturową tożsamość. Co otrzymujemy w zamian? Próżnię. I pozory tak zwanej swobody wyboru, kiedy w każdym przydrożnym kinie możemy obejrzeć siedem różnych hollywoodzkich superprodukcji tygodniowo (co nie świadczy o globalizacji, tylko o postępującej kolonizacji).
Mało tego. Gubimy się w świecie technologii rozdętej poza granice rozumienia. To nie my technologią, a technologia nami rządzi, tworząc nowe środowisko naturalne człowieka, w którym o pozycji społecznej decyduje możliwość dostępu do reglamentowanych dóbr.
I dalej: w świecie, na którym tak wielu tak wiele rozprawia o równości (w naturalnym odruchu samoobrony i wyparcia nie chcąc dostrzec rosnących nierówności ekonomicznych i społecznych), solidarność zdaje się nie istnieć, za to istnieje nieograniczone przyzwolenie na indywidualny i społeczny egoizm. W rezultacie, jak ktoś słusznie zauważył, ludzie nie są zainteresowani tym, do czego stworzył ich Bóg, lecz tym, czego w ich mniemaniu domaga się od nich postmodernistyczne społeczeństwo.
Coraz bliższy wydaje mi się pogląd, że ludzie zatracili poczucie tego, co ważne. Świat tonie w etycznym szambie, ludzkość zaś po uszy tkwi w moralnym rynsztoku, upierając się przy tym, by tam pozostać. Wszechobecny fetor zwiemy "postępem", zaklinając, że to nadmiar fiołków mąci nam w głowach. Płakać się chce, lecz cóż innego pozostało, skoro taki właśnie poziom, poziom kloaki, akceptuje dziś zdecydowana większość reprezentantów mojego gatunku? Niewykluczone, że jesteśmy świadkami najgłębszego kryzysu, z jakim ludzkości kiedykolwiek przychodziło się borykać. Coraz częściej bywamy bowiem świadkami scen, które ludzkość traktować powinna jak obelgę ? nie dzieje się tak wyłącznie dlatego, że zaakceptowaliśmy optykę, wedle której za normę uznajemy rzeczywistość, w której prym wiedzie zysk materialny oraz egoizm, określany eufemistycznie "dążeniem do indywidualnego sukcesu".
(?)
Krzysztof Ligęza
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 3995 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.