poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:42

Wysypisko sztuki

Napisał

Oddział Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Gdańsku urządził wystawę zatytułowaną Nowi Dawni Mistrzowie. Zaprezentowano na niej obrazy współczesnych twórców, głównie amerykańskich, nawiązujące pod względem warsztatu i stylu do klasycznego malarstwa. Całość została połączona z promocją książki Koniec sztuki autorstwa pomysłodawcy wystawy, znanego amerykańskiego krytyka Donalda Kuspita. O pracy tej było ostatnio głośno, choć Kuspit nie formułuje w niej żadnych odkrywczych tez, lecz pisze o tym, o czym przeciętny człowiek wiedział od dawna, a mianowicie, że niemal cała sztuka współczesna odrzucająca klasyczne kanony estetyki i wykorzystująca przede wszystkim siłę prowokacji, jest jednym wielkim hochsztaplerstwem, intelektualną i artystyczną bańką mydlaną rozdmuchną do granic możliwości przez gromadę usłużnych krytyków.

 

Gdańska wystawa i książka Kuspita wywołały w środowisku rodzimych krytyków i artystów spore zamieszanie. Można powiedzieć, że była to dużo większa afera niż osławione już prowokacje pani Nieznalskiej czy Kozyry. A wszystko dlatego, że ktoś zamiast kolejnej instalacji z rur i betonu albo wypchanego kota ośmielił się wystawić obrazy nienaganne pod względem warsztatowym i interesujące pod względem artystycznym. Najbardziej oburzeni byli krytycy z "Gazety Wyborczej" od lat tresujący współczesnych filistrów w tym, co jest prawdziwą sztuką przez wielkie SZ. No i w sumie trudno im się dziwić. Tyle atramentu wylali, żeby udowodnić, że cały ten śmietnik zalegający w galeriach zawiera głęboki i genialny przekaz, a tu okazuje się, że ludzie, zamiast zachwycać się kolejną prowokacją, tłumnie walą na gdańską wystawę i chcą oglądać obrazy pozbawione ideologicznej indoktrynacji.

Tak jak powiedziałem, w swojej książce Kuspit nie odkrywa Ameryki, lecz powtarza to, co część znawców sztuki ? w Polsce przede wszystkim Waldemar Łysiak ? twierdzi od co najmniej półwiecza. Chodzi o to, że niemal cała tzw. sztuka zaangażowana nie jest dziś niczym więcej, jak powielaniem dadaistycznych wygłupów, z tym że dokonywanych ze śmiertelną powagą. Po stu latach, jakie minęły od pierwszych wystąpień dadaistów (które, w przeciwieństwie do ich dzisiejszych epigonów, cechowała świeżość i poczucie humoru), nie ma nic bardziej wtórnego niż próba atakowania tradycyjnych wartości i profanowania szanowanych symboli. Po tym, jak Max Ernst namalował swój słynny obraz, na którym Matka Boska karci klapsem dzieciątko Jezus, każda kolejna próba ataku na chrześcijańskie symbole będzie tylko spóźnionym naśladownictwem. Ktoś, kto po raz pierwszy wpadł na pomysł namalowania jelenia na rykowisku, prawdopodobnie stworzył dzieło sztuki, jednak jego naśladowcy nie są niczym więcej, niż twórcami kiczu. I o ile co do kiczowatości jelonków panuje powszechna zgoda, o tyle nie wiedzieć czemu nie dostrzegamy, że tego samego rodzaju kicz produkuje wielu współczesnych „awangardowych” artystów. Biały kwadrat na czarnym tle autorstwa Malewicza mógł przed niemal stuleciem powstać jako jednorazowy wybryk, krótkotrwała prowokacja. Co można było zrobić, aby go przebić? Namalować biały kwadrat na białym tle? Wystawić niezagruntowane płótno? A może pozostawić puste miejsce w galerii, które, zgodnie z tabliczką informacyjną miałoby zawierać nic nieprzedstawiający nienamalowany i nieistniejący obraz. No i oczywiście dołączyć do tego pseudofilozoficzne wyjaśnienie, że dzieło to powstało przeciwko czemuś lub za czymś, zresztą ? obojętnie. Oto zabawa zwana konceptualizmem. Nic prócz intelektualnych wygłupów, do których nie potrzeba krztyny umiejętności.
A właśnie rzemiosło i umiejętności są tym, na brak czego chronicznie cierpi sztuka współczesna. To zadziwiające, że o ile szkoły muzyczne wymagają od swoich absolwentów wysokiego kunsztu i umiejętności odtwarzania dzieł dawnych mistrzów, o tyle szkoły plastyczne często niemal zupełnie tę kwestię pomijają. Średnio zdolny skrzypek po akademii jest w stanie poprawnie zagrać z nut dowolny utwór klasycznego kompozytora. Ilu absolwentów akademii sztuk pięknych potrafi poprawnie narysować pędzącego konia lub choćby stado jeleni uganiających się za łanią? Zamiast uczenia rzemiosła, bardzo często wybiera się drogę na skróty i chlapiąc farbą na płótno dowodzi się, że o to w tym wszystkim chodzi, bo przecież i Picasso i Matisse i inni też tak robili. Problem polega tylko na tym, że oni, zanim zaczęli eksperymentować, nauczyli się porządnie malować. Natomiast artysta zdolny tylko do eksperymentów jest najzwyklejszym grafomanem
(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 5709 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.