poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:43

Pomnik w Raciborzu

Napisał

Dziś o duchownych, duszpasterzach, księżach i biskupach pisze i mówi się przeważnie w kategoriach sensacji ukazującej najczęściej ich słabości, ułomności i niedoskonałości charakteru, widoczne w starciu z komunistyczną machiną bezpieczeństwa. Zapomina się wtedy, że pomimo głośnych nazwisk tych ludzi stanowili oni zaledwie ułamek procenta tych, którzy w imieniu Kościoła stawili czoła nieludzkiemu systemowi, jaki po drugiej wojnie światowej zapanował w Polsce. Jednym z tych niezłomnych księży, o których dziś mało się pamięta, był biskup polowy Wojska Polskiego ks. arcybiskup Józef Gawlina. Syn ziemi śląskiej. Urodzony 17 listopada 1892 roku w Strzybniku koło Raciborza. Miasto to w uznaniu dla zasług tej niezwykłej postaci dla Wojska Polskiego i polskiej emigracji wystawiło mu pomnik.

Początek działalności

Przyszły biskup polowy Wojska Polskiego do szkoły ludowej uczęszczał w miejscowości swego urodzenia, a po jej skończeniu przeniósł się do gimnazjum humanistycznego w Raciborzu, gdzie wyjątkowo prowadzono też lekcje języka polskiego. Z domu rodzinnego wyniósł przywiązanie do polskości i polskich tradycji. Znalezione podczas rewizji w jego pokoju polskie książki były przyczyną usunięcia go ze szkoły. Po długich staraniach został dopuszczony do matury, którą otrzymał w 1914 roku. W tym samym roku zapisał się na studia teologii i filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim. Latem 1914 roku został powołany do niemieckiego wojska i wraz z 11 pułkiem grenadierów wyruszył na front zachodni. W tym samym roku był dwukrotnie ranny i odesłany do Wrocławia na leczenie. Po wyzdrowieniu skierowany został na front turecki, gdzie dostał się do angielskiej niewoli. W 1919 roku prosto z niewoli wraca do Wrocławia, na swoje ulubione studia teologiczno-filozoficzne, które uwieńczył w 1921 roku doktoratem. W tym samym roku w katedrze wrocławskiej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ks. bp. Adolfa Bertrama. Początkowo skierowany zostaje do parafii Dębińsko w powiecie rybnickim, a następnie do parafii w Tychach. Talenty, których młodemu księdzu nie brakowało, w postaci żarliwej pobożności, pracowitości i sumienności, zdolności organizacyjnych, a także umiejętności współpracy z ludźmi, przyniosły mu powszechny szacunek i uznanie zarówno wśród wiernych, jak i zwierzchników. Zdolności organizacyjne i wszelkie inne zalety ducha dostrzegają też przełożeni ks. Gawliny. 7 lipca 1924 roku zostaje on powołany na sekretarza Ligi Katolickiej, a następnie na redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego". Równolegle z tymi obowiązkami studiuje dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, kieruje też Katolicką Agencją Prasową. Jest również kierownikiem diecezjalnej Akcji Katolickiej. W lipcu 1931 roku zostaje proboszczem parafii św. Barbary w Królewskiej Hucie (dzisiejszy Chorzów). Pracę pasterską wykonywał z wielkim zapałem. Głosił rekolekcje, wydawał "Wiadomości Parafialne" w języku polskim i niemieckim, organizował pomoc materialną dla najbardziej potrzebujących. Działająca przy parafii kuchnia codziennie wydawała 700 darmowych obiadów.

Biskup polowy Wojsk Polskich

Nominację podpisaną przez papieża Piusa XI, na biskupa polowego WP otrzymał 11 lutego 1933 roku. Konsekracji biskupich udzielili Prymas Polski ks. kardynał August Hlond, ks. bp. Stanisław Adamski z Katowic i ks. biskup Wincenty Tymieniecki z Łodzi. Generał Kazimierz Sosnkowski wręczył pierwszemu biskupowi polowemu WP złoty krzyż z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej, dar marszałka Józefa Piłsudskiego.
Bp Gawlina organizował duszpasterstwo wojskowe, rozbudowywał kościoły i kaplice garnizonowe, chętnie przebywał wśród żołnierzy, których troski i potrzeby znał z własnego doświadczenia. Nadal zawsze pamiętał o Śląsku, publikując rozprawę o zasługach Ślązaków w dawnej Polsce. Jak pisze Janusz Oziemkowski, Godną szacunku postawę wykazał bp Gawlina w sprawie Korfantego. Gdy ten polityk, działacz opozycji, w obliczu groźby wojny, wrócił potajemnie do kraju w kwietniu 1939 roku, został natychmiast uwięziony. Gawlina był jedynym biskupem, który w jego sprawie interweniował u prezydenta RP i naczelnego wodza. W dniu wybuchu drugiej wojny światowej wystosował odezwę do żołnierzy, w której znalazły się słowa: Nie z naszej winy wybuchła wojna. Zmuszeni, podjęliśmy ją w poczuciu odpowiedzialności za dobro najwyższe. Wróg wyruszył przeciwko nam, aby podbić nasz kraj (...). Wojna nasza to wojna święta (...). Bądźcie pewni zwycięstwa.
Po 17 września wraz ze sztabem i członkami rządu przekroczył granicę rumuńską. Poszukiwany przez gestapo i agentów sowieckich ukrywał się na prowincji u rumuńskiego księdza. Przedostawszy się do Bukaresztu otrzymał wizę "kuriera dyplomatycznego Watykanu", co pozwoliło mu bezpiecznie dostać się do Rzymu. Tu na jego prośbę papież Pius XII odnowił jego jurysdykcję, uznając tym samym ciągłość istnienia państwa polskiego i jego sił zbrojnych. Organizuje służbę duszpasterską Wojska Polskiego we Francji. Zostaje tu powołany na członka Rady Narodowej i przewodniczącego jej Komisji Zagranicznej. Po kapitulacji Francji przybywa wraz z wojskiem do Wielkiej Brytanii. Tu również umacnia żołnierzy polskich w wierze w ostateczne zwycięstwo nad okrutnym wrogiem. Wiary w zmartwychwstanie Polski nie utracił nigdy. Przede wszystkim głosił ją tym, którzy tego najbardziej potrzebowali, a więc przede wszystkim wycieńczonym, obdartym i wygłodzonym ochotnikom armii gen. Andersa. Nie załamał się też po śmierci Wodza Naczelnego gen. Władysława Sikorskiego.
(?)
Adam Maksymowicz
Wyświetlony 4837 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.