poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:57

Po co nam II tura?

Napisane przez

Wielki poeta rosyjski, Osip Mandelsztam, uciekając przed aresztowaniem, powiedział zdanie, które przeszło do historii: jesteśmy w łapach humanistów. Humaniści tym się przede wszystkim cechują, że będąc w posiadaniu wiedzy tajemnej, niedostępnej reszcie gatunku ludzkiego, z pogardą i wyższością traktują wszelkie wyliczenia (no, może oprócz zamawianych sondaży opinii publicznej) i wymowa liczb, na ogół, do nich wcale nie przemawia. Po najnowszych wyborach samorządowych zasiadają przed kamerami telewizyjnymi i mikrofonami liczne grona humanistów i przestawiając różne słupki na mapie Polski dywagują o tym, która z wiodących sił politycznych jaką uzyskała przewagę nad inną, kto te wybory wygrał, a kto, w każdym razie, nie przegrał, i co ma z tego wynikać. W tych konkluzjach, rzecz jasna - jak to humaniści - nieraz znacznie się różnią - mamy dzisiaj wolność słowa i pluralizm, więc co dla jednego jest lewe, to dla drugiego prawe, albo w ogóle niskie lub wręcz wysokie. Wiemy więc, na przykład, że wybory samorządowe w Polsce wygrała Platforma Obywatelska, ale wiemy też, że Prawo i Sprawiedliwość na pewno nie przegrało, czyli raczej wygrało, że SLD odbił się od dna i odniósł wielki sukces, a największy sukces (no, może nie aż największy, ale większy od innych) odniósł PSL, a koalicjanci też, tu i ówdzie, mają się czym pochwalić.

 

Tymczasem w niedzielę 26 listopada, w ok. 850 gminach, odbyła się II tura wyborów samorządowych, ale uwaga wszystkich mediów skierowana została na Warszawę, albowiem wodzowie już dawno zapowiedzieli, że kto wygra w Warszawie, ten wygra wybory samorządowe w Polsce. Obecnie to stanowisko ulega pewnej modyfikacji, ponieważ miał wygrać Kazimierz Marcinkiewicz, a wygrał wiadomo kto i teraz nie jest jasne, co z tym fantem począć. Najważniejsze natomiast przesłanie tych wyborów samorządowych umyka z pola widzenia kamer i dociekliwych ekspertów. Tym najważniejszym przesłaniem jest wymowa wyników wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast (WBPM). Ordynacja wyborcza i struktura samorządowa w Polsce są schizofreniczne i trudno, na pierwszy rzut oka, odróżnić tam to, co ważne i pierwszoplanowe, od tego, co drugorzędne, a nawet bez znaczenia. Ośmielę się twierdzić, że najistotniejsza jest tam rola gospodarzy gmin, właśnie WBPM, szczególnie od momentu, gdy zdobycie tych stanowisk wyjęte zostało z łap partyjnych baronów i oddane w ręce wyborczego pospólstwa. W ten sposób samorząd przestał być łatwym partyjnym żerem i partie zmuszone są liczyć się z tym, co o tym wszystkim myślą zwykli zjadacze chleba. Jeśli w jakiejś gminie trafi się niepartyjny burmistrz, to tyle w niej partyjnego, ile diet radnych uda się z niej wyrwać i urządzić tam swoich ludzi. Ordynacja wyborcza do rad znakomicie takie gry ułatwia, nic więc dziwnego, że w tej części wyborów samorządowych partie polityczne odnoszą wielkie sukcesy.

Inaczej sprawa przedstawia się tam, gdzie wyborcy mają coś więcej do powiedzenia, a więc w bezpośrednich wyborach WBPM.
Mój artykuł, zatytułowany Polska kontra Partie Polityczne 6:1 w I rundzie, pokazał, że już w I turze wyborów w ręce kandydatów niepartyjnych przeszło 1866 gmin. Kandydaci wystawieni przez partie polityczne zwyciężyli tylko w 329 gminach, co oznacza, że już po I turze stosunek ten wynosił 1866:329, a więc jak 6:1. Do rozstrzygnięcia meczu pozostało 280 gmin, w których do konkursu stanęło po jednym kandydacie partyjnym i jednym bezpartyjnym.
Wśród zwolenników propozycji jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) toczy się spór o to, jak powinny wyglądać wybory w JOW: czy tak jak w Wielkiej Brytanii, First-Past-The-Post, gdzie zwycięzca bierze wszystko, czy tak jak we Francji, gdzie jest II tura, tak jak w wyborach WBPM w Polsce. A zatem te wybory stanowią wielki społeczny poligon, na którym obywatele polscy mogą przyjrzeć się bezpośrednio, jak działa ten system wyborczy i jakie rozwiązanie komu lepiej służy. Teoretycy, na przykład słynny Maurice Duvergere, twierdzą, że wybory w jednej turze prowadzą do systemu dwupartyjnego ? jak w Anglii czy Ameryce, a w dwóch turach, jak we Francji, pojawiają się dodatkowe siły, trzecia i czwarta, co prowadzi do osłabienia rządów i konieczności zawierania koalicji powyborczych. Natomiast wielu krytyków systemu brytyjskiego w Polsce utrzymuje, że wybory w dwu turach są bardziej sprawiedliwe, bo wtedy zwycięzca dostaje bezwzględną większość głosów, a więc jest reprezentantem szerszej społeczności.
Przyjrzyjmy się wynikowi wyborów w II turze. Z 280 gmin, w których w szranki stanęli naprzeciw siebie kandydaci partyjni i bezpartyjni, mandaty rozdzielono w 268 gminach. W pozostałych odbyła się ? ze względów formalnych i proceduralnych ? III tura w dniu 10 grudnia.
Otóż, z tych 268 mandatów 114, a więc 42,5% uzyskali kandydaci partii politycznych! A więc nie w stosunku 1:6, jak w I turze, tylko w stosunku 1:1!
Myślę, że tylko prawdziwy humanista nie zrozumie wymowy tych liczb: jedynym sensem drugiej tury jest to, że daje ona dodatkowe możliwości partiom politycznym, aby w tej wojnie ze swoim społeczeństwem wypadły jak najlepiej.
Oczywiście, ktoś może powie, że i tak społeczeństwo nie wypadło najgorzej, wygrało przecież stosunkiem 154:114 (a więc prawie remis). Jest to jednak pogląd mylny. Tak marny wynik partii politycznych świadczy tylko o tym, jak słabe i nieobecne w gminach są partie i jak nikłe poparcie są w stanie zmobilizować. Gdyby partie polityczne zdążyły rozbudować jak należy swoje struktury w terenie, to ten stosunek byłby zupełnie inny. I tak w wielu gminach partie były w stanie w wysokim stopniu odwrócić stosunek sił. Kiedy np. w Malborku dotychczasowy burmistrz Jan Wilk w I turze miał tylko 0,02% głosów mniej od kandydata PO, to w drugiej przegrał już stosunkiem 6:4. Ale, na przykład, w mieście Jordanowie bezpartyjny kandydat Zbigniew Kolecki w I turze zdobył 48,43 % głosów poparcia, a drugi na mecie, kandydat PiS zaledwie 26,98%. W II turze PiS był w stanie odrobić ponad 20% stratę! Podobnie było w wielu innych gminach.
Możemy te wyniki analizować pod wieloma innymi aspektami. Możemy badać, czy to prawda, że zwycięzca II tury ma poparcie bezwzględnej większości (moim zdaniem nieprawda), możemy pytać o koszty finansowe i społeczne, i o wiele innych rzeczy. Nie da się jednak obejść prawdziwego powodu, dla którego partie polityczne zawsze będą preferowały wybory w dwóch turach: po prostu II tura to dodatkowy oręż w partyjnych łapach. Otwiera ona najróżniejsze możliwości dla wszelkiego rodzaju gier i intryg, kombinacji i manipulacji. Mam nadzieję, że mieszkańcy Warszawy dowodnie przekonali się o tym na własnej skórze.
Partie polityczne mają na swoich usługach tabuny humanistów, którzy będą nam wmawiać, że co jest dobre dla partii to jest dobre i dla nas. Spróbujmy więc zrozumieć wymowę podanych tu liczb: druga tura, to tura dla partii politycznych. Tylko JOW na sposób brytyjski daje nam największe możliwości wpływania na to, kto będzie nami rządził.
Jerzy Przystawa


Wyświetlony 5723 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.