poniedziałek, 21 czerwiec 2010 18:03

Opowieść wigilijna

Napisał

W okresie świątecznym, jak wiadomo, różne cuda się zdarzają. Zwierzęta gadają ludzkim głosem, ludzie szczekają, wyją bądź beczą, politycy mówią prawdę, a prawdomówne autorytety przyznają się do notorycznych kłamstw. W znanej opowiastce Dickensa niejaki Scrooge, człek o wyjątkowo zatwardziałym sercu, zupełnie zmiękł, kiedy tylko zaprezentowano mu kilka wersji możliwej przyszłości. Okazało się, że chwila refleksji nad prostym "co by było, gdyby" jest w stanie do cna odmienić okrutnika. Skoro więc nadchodzą święta, to może również my zabawmy się w snucie możliwości, z tym że nie zajmujmy się przyszłością, lecz sięgnijmy po jedną z alternatywnych wersji przyszłości i zastanówmy się, co by było, gdyby...

No właśnie. Co by było, gdyby Platforma Obywatelska wygrała wybory parlamentarne, a Donald Tusk został prezydentem? Jak zachowaliby się politycy, dziennikarze, autorytety i dworcowi menele? Kto by się nawrócił, a kto popadł w herezję? Kto by zaczął gadać ludzkim głosem, a kto ujadać? Spróbujmy. A co z tego wyjdzie ? zobaczymy. Tak bajarz bajkę baje, jak mu materii staje...
25 września 2005 rok, godzina 22, trwa zamykanie komitetów wyborczych a wszystkie konkurencyjne stacje telewizyjne rozpoczynają swoje wieczory wyborcze. "A oto, proszę państwa, pierwsze nieoficjalne wyniki" ? krzyczy w TVN podekscytowana Justyna Pochanke ? Tak! Widzimy to na diagramach! PO 28% głosów, PiS zaledwie 19%". W tym samym czasie w Polsacie Tomasz Lis prosi o komentarz zaproszonych gości: "To było do przewidzenia. PiS zgodnie z oczekiwaniami i sondażami przedwyborczymi poniósł klęskę. Takie są efekty radykalnych haseł moralnej sanacji. Ludzi to nie interesuje" ? stwierdza Janina Paradowska. "Ale może poczekajmy na oficjalne wyniki" ? wtrąca się siedzący obok Przemysław Gosiewski. "Cóż ? kończy bliżej nieokreślony socjolog, stały komentator wszystkiego ? ważne jest, że Polacy wybrali mądrze i wreszcie dorośli do demokracji".
W ciągu wieczoru wyniki wciąż się zmieniają i odległość między partiami stale się zmniejsza. Po kilku dniach zostają ogłoszone wyniki oficjalne: PO: 29,99%, PiS: 24,14%, pozostałe mandaty dzielą między siebie Samoobrona, SLD, LPR i PSL. Zwycięskie partie przystępują do tworzenia rządu, na którego czele, zgodnie z zapowiedziami, stanąć ma Jan Rokita. Rozmowy koalicyjne jednak jakoś się nie kleją, widać wyraźnie, że PO gra na przeczekanie, nie wiadomo bowiem, jak rozstrzygną się wybory prezydenckie. Jarosław Kaczyński żąda, aby rozmowy prowadzone były przez szefów partii i chce negocjować tylko z Tuskiem, ten zaś odmawia, gdyż boi się nadwerężyć swój wizerunek. Ostatecznie rozmowy prowadzi Rokita z politykiem z drugiego szeregu PiS, bliżej nieznanym Kazimierzem Marcinkiewiczem. Cały czas bez rezultatów. PiS proponuje prowadzić negocjacje publicznie, przed kamerami. PO jest oburzona, ale ostatecznie się zgadza. Nic jednak z tego nie wychodzi, cały czas trwa bowiem kampania prezydencka z jej wszystkimi atrakcjami: dziadkowie w Wehrmachcie i hieny w hospicjum. W pierwszej turze zwycięża Tusk, ale Kaczyński jest zaraz za nim i przechodzi do drugiej tury (mało kto zwraca uwagę, że trzecie miejsce zajmuje Janusz Korwin-Mikke z nieoczekiwanym poparciem 28%, czwarte zaś nikomu nieznany dekarz z Biłgoraja, Zenon Letki, którego głównym hasłem wyborczym jest obniżka cen alkoholu i papierosów o 80%).
Wreszcie nadchodzi wieczór 23 października, jest godzina 20, zaraz poznamy nieoficjalne wyniki drugiej tury... Tak... Już są. Donald Tusk: 60%, Lech Kaczyński: 40%. Komentarze podobne, dobry wybór, mądry i rozsądny, tylko redaktor Lisicki jakiś taki markotny, a Sławomir Sierakowski drżącym głosem ostrzega, że liberałowie wprowadzą dziki kapitalizm, o którym sporo się naczytał u Engelsa. Po kilku dniach poznajemy oficjalne wyniki, w których różnica między kandydatami nie jest już tak znaczna: Tusk ? 54%, Kaczyński ? 45%. Sytuacja staje się więc klarowna. PO ma premiera i prezydenta, PiS wyraźnie znajduje się w defensywie. Następuje powrót do rozmów koalicyjnych, tym razem jednak w zupełnie innej atmosferze. Jarosław Kaczyński podkreśla, że nie chodzi mu o stołki, ale o dobro Polski i dlatego domaga się oddania jego partii kontroli nad resortami siłowymi, zgodnie zresztą z przedwyborczymi obietnicami. Jednak politycy PO wyraźnie starają się tego uniknąć, Rokita proponuje podział siłowych ministerstw tak, aby ministrowie z PiS mogli być kontrolowani przez kolegów z PO. W telewizyjnej debacie poseł PO Paweł Śpiewak podkreśla, że nie można pozwolić, aby w tak ważnych dziedzinach, jak sprawiedliwość czy sprawy wewnętrzne samodzielnie decydowali ludzie owładnięci manią prześladowczą. Wtóruje mu Jacek Żakowski: "Nie pozwólmy ? apeluje ? aby nasze życie na powrót zdominowały rozmaite urojone afery, jak inwigilacja prawicy, korupcja lewicy czy powiązanie jakichś Kaszubów z zabójstwem Marka Papały". "Mazurów ? koryguje redaktor prowadzący. "Mazurów czy Ślązaków, nieważne ? odpowiada redaktor "Polityki" ? Kaczyńscy mają obsesję spisków i są nieodpowiedzialni, czego dowodem jest fakt, iż wczoraj, jak doniosło TVN 24, kot Jarosława miauczał z głodu, bo nie dostał wieczornej porcji Whiskas".
Mijają kolejne dni bezpłodnych negocjacji. Co wieczór wszystkie stacje telewizyjne częstują widzów lukrowanymi konferencjami prasowymi Rokity i Marcinkiewicza, którzy zgodnie powtarzają, że wszystko jest na dobrej drodze i zaraz zaczną uzdrawiać kraj. Jednak komentarze dziennikarzy i publicystów są sceptyczne, zwłaszcza po tym, jak PiS zażądało stanowiska marszałka sejmu dla Jacka Kurskiego. "PO nie powinno oddawać PiS resortów siłowych", pisze "Polityka", a "Gazeta Polska" apeluje: "PiS nie powinien godzić się na pozostawienie resortów siłowych w rękach PO". Przełomowy okazuje się opublikowany w "Gazecie Wyborczej" wspólny apel Adama Michnika, Janusza Onyszkiewicza i wyciągniętego na tę okazję z ciemnego boru Włodzimierza Cimoszewicza: "PO nie musi rządzić z PiS". Ostatecznie podjęta zostaje decyzja o powołaniu rządu mniejszościowego. 31 października Jan Rokita zostaje zaprzysiężony na prezesa rady ministrów, a 10 listopada rząd otrzymuje wotum zaufania. Za rządem głosuje PO, SLD, PSL, mniejszość niemiecka i, o dziwo, część skłóconych z Andrzejem Lepperem posłów Samoobrony. Przeciw jest PiS i LPR.
W swoim expose, noszącym ślady lektury wybitnych retorów, Jan Rokita stara się wyraźnie pokazać siebie jako polityka umiarkowanego i otwartego na różne opcje polityczne. "Nie chcemy ? podkreśla ? bez końca grzebać się w rozliczeniach, choć oczywiście nie można przymykać oka na różne nieprawidłowości. Nie jesteśmy jednak owładnięci manią podejrzeń i nie uważamy, że w kraju szerzy się korupcja, choć korupcja być może się szerzy. Nie będziemy tworzyć żadnych biur antykorupcyjnych, nie będziemy zaglądać ludziom do portfeli i na pewno obniżymy podatki, o ile będzie można, choć oczywiście, może okazać się, że nie będzie można. Chcemy spojrzeć w przyszłość, patrząc równocześnie w przeszłość" ? kończy dialektycznie nowo mianowany premier. Rokita z dumą podkreśla, że nad składem rządu pracował przez wiele dni i wszystkie decyzje podjął całkowicie samodzielnie, choć w prasie pojawiają się kąśliwe uwagi, że w istocie o składzie decydował z ramienia prezydenta Tuska poseł Grzegorz Schetyna, który został zresztą ministrem skarbu. Prócz niego do rządu wchodzą m.in.: Konstanty Miodowicz jako minister spraw wewnętrznych, Paweł Śpiewak jako minister kultury, Bronisław Komorowski jako minister obrony i Janusz Palikot jako minister gospodarki. Na specjalne życzenie Rokity PO przeprasza się z Zytą Gilowską, która zostaje ministrem finansów. Udaje się również pozyskać Zbigniewa Religę na stanowisko ministra zdrowia oraz Janusza Onyszkiewicza na ministra spraw zagranicznych.
Komentarze prasowe są entuzjastyczne. "To będzie świetny rząd ? pisze na łamach "Gazety Wyborczej" Witold Gadomski ? rząd, który daje gwarancje szybkiego rozwoju i modernizacji naszego kraju". W Radiu Tok FM Wiesław Władyka z "Polityki" podkreśla: "Cieszę się, że PO zrezygnowała z populistycznego hasła IV RP. Ten mały krok partii jest wielkim krokiem Polski". 17 grudnia, po powrocie z Brukseli, gdzie zakończyły się negocjacje nad unijnym budżetem, premier w trakcie konferencji prasowej z radością wykrzykuje: Veni, vidi, vici! Intelektualiści Warszawy i Krakowa są pod wrażeniem. Ta wybitna znajomość języków starożytnych sprawia, że sami, znając zazwyczaj jedynie rosyjski, wpadają w kompleksy (choć trzeba przyznać, że część komentatorów zarzuca premierowi snobizm i kabotynizm). Niemniej jednak większość mediów (oprócz tradycyjnie krytycznej "Gazety Polskiej", "Najwyższego Czasu" i "Opcji na Prawo") jest zachwycona. Ten budżet, piszą wszyscy, to olbrzymi sukces, którego nie jest w stanie przesłonić nawet embargo na eksport żywności do Rosji, za które zresztą obwinia się nieodpowiedzialną opozycję. Co prawda, minister Gilowska zaznacza, że obniżki podatków na razie nie będzie, jednak wszyscy podchodzą do tego z wyrozumiałością. "Jak można oczekiwać ? pisze na łamach GW Witold Gadomski, komentując złośliwe uwagi Rafała Ziemkiewicza o kiełbasie wyborczej ? że podatki można obniżyć tak od razu. Tak myślą tylko ekonomiczni analfabeci. Nawet w USA czy innej Francji nie dało się tego zrobić, a co dopiero u nas". Ze zrozumieniem komentatorzy i ekonomiści reagują także na propozycję zwiększenia deficytu budżetowego w celu zapewnienia funduszy na dofinansowanie organizacji pozarządowych upowszechniających poglądy proeuropejskie i postępowe. "Musimy iść z duchem czasu ? tłumaczy dziennikarzom rzecznik rządu Piotr Najsztub ? cała Europa organizuje konferencje, zjazdy, szkolenia i sympozja propagujące ideały wolności i równości". Dzięki finansowemu wsparciu rządu powstają nowe, oddolne i spontaniczne inicjatywy, takie jak np. "Wolę wolność niż niewolę", "Inni, ale równoważni", odbywa się również ogólnopolskie tygodniowe sympozjum "Europa bliższa sercu gwarancją prawidłowego rozwoju dzieci i młodzieży", na którym pada światowy rekord, jeśli chodzi o liczbę prelegentów przypadających na liczbę słuchaczy.
(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 4617 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.