poniedziałek, 21 czerwiec 2010 18:04

Poważna zastawka w trzech słowach

Napisał

Wygląda na to, że pomyślana przez Ligę Polskich Rodzin jako zdawkowy element kampanii politycznej inicjatywa zmiany konstytucji przez dopisanie do art. 38 trzech słów: "od momentu poczęcia" zaczyna żyć własnym życiem i nabierać dynamiki znacznie wykraczającej poza przekomarzania na polskiej scenie politycznej.

 

LPR awizowała zresztą ten pomysł jeszcze podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej, traktując go nie tyle może jako element programu do realizacji, co raczej jako dowód swej pryncypialności, która miała zachęcić radykalnych katolików do oddania głosu na Ligę. Kiedy jednak stosowny projekt zmiany został ogłoszony, odezwały się głosy przestrzegające przed naruszaniem delikatnego kompromisu w tej sprawie, i to ze strony Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abpa Józefa Michalika. Stwierdził on najpierw, że zaostrzenie ustawy aborcyjnej mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku, ale już wkrótce zmienił zdanie, zauważając, że obowiązujące ustawodawstwo jest kompromisem, którego w sumieniu w pełni nie możemy akceptować, jako że nie chroni każdego życia. Wkrótce po debacie, jaka odbyła się w Sejmie nad wnioskiem LPR, JE abp Michalik w liście do marszałka Sejmu Marka Jurka zajął jeszcze bardziej wyraziste stanowisko, nie tylko stwierdzając, że wszyscy politycy mają obowiązek popierania ochrony życia, ale też skrytykował beztroski nihilizm moralny, który na tego rodzaju kompromisy pozwala. Wprawdzie nie wszyscy biskupi ten radykalizm podzielają, bo np. JE bp Tadeusz Pieronek nie chce wojny o aborcję, ale wygląda na to, że Roman Giertych postawił biskupów pod ścianą; i nie miłować ciężko, i miłować. Z jednej bowiem strony przyjemniej jest konsumować, a zwłaszcza przetrawiać pożywne owoce i tego i różnych innych kompromisów, niż toczyć jakieś wojny, zwłaszcza o aborcję, której na pewno nie pochwali "Europa", ale z drugiej strony ostentacyjne zlekceważenie inicjatywy Ligi Polskich Rodzin na oczach katolickiej opinii stwarza ryzyko poderwania resztek autorytetu biskupów, bardzo ostatnio nadwerężonego nie tyle nawet ujawnieniem ubeckiej agentury wśród duchowieństwa, a nawet członków Episkopatu, co zablokowaniem przez krakowską kurię przecięcia tego wrzodu. Jeszcze raz okazało się, że z chrześcijańską pryncypialnością nie ma żartów i jeśli nie jakiś pokorny ksiądz, tylko ambitny polityk wpadnie na pomysł zagrania w ewangeliczne: "tak ? tak, nie ? nie", to trzeba będzie porzucić wygodne nisze ekologiczne i wyjść w pole, nad którym hulają lodowate wichry. Ale przecież Pan Jezus przestrzegał, że nie przyniósł na świat pokoju, tylko miecz i w rezultacie powstanie brat przeciwko bratu, a dzieci przeciwko rodzicom i o śmierć ich przyprawią, więc i Księża Biskupi nie powinni być akcją Romana Giertycha specjalnie zaskoczeni. W subkulturze git-człowieków takie testowanie partnera nazywa się "poważną zastawką". Dlatego jest ona poważna, bo została tak pomyślana, by testowanemu nie pozostawić żadnej furtki, przez którą mógłby wyśliznąć się z pułapki. Czyżby Roman Giertych został wybrany jako narzędzie gniewu Bożego?

Po liście abpa Michalika do marszałka Jurka zarówno prezydent, jak i premier Kaczyński nie ukrywali swojej irytacji. Rzecz w tym, że poza licznymi w PiS-ie karierowiczami część działaczy jest autentycznie pobożna, a przynajmniej chciałaby prezentować takie emploi na użytek zachwyconej publiczności. Skoro tedy "beztroski nihilizm moralny" został tak pryncypialnie napiętnowany, to i oni, nolens volens będą musieli głosować za wnioskiem Ligi Polskich Rodzin. Podobnie mogą myśleć oportuniści z Samoobrony, którzy gotowi są obiecać wszystko każdemu. W ten nieoczekiwany sposób może okazać się, że Roman Giertych nie tylko przejmuje ideologiczne kierownictwo nad Prawem i Sprawiedliwością, ale również wepchnie braci Kaczyńskich do wojny nie tylko z Platformą Obywatelską, blokując w ten sposób możliwość zmiany koalicji, nie tylko z lewicą, ale i z Unią Europejską, blokując w ten sposób możliwość "pogłębienia integracji", m.in. w postaci powrotu do rozmów o unijnej konstytucji. Trudno w tej sytuacji dziwić się irytacji Jarosława Kaczyńskiego, który dotychczas nie tylko był uważany, ale chyba również sam uważał się za wirtuoza intrygi. Czyżby trafiła kosa na kamień?
Inicjatywa zmiany konstytucji, a zwłaszcza jej pomyślne przeprowadzenie, oznacza wojnę z lewicą, która dzisiaj "jedzie" wyłącznie na kwestiach obyczajowych, próbując uczynić z kobiet i dzieci swój proletariat zastępczy. Ponieważ LPR w sprawach gospodarczych i społecznych specjalnie nie różni się od socjaldemokracji, wojna w sprawach obyczajowych pozwoli jej wysunąć się na pozycję głównodowodzącego całej "prawej" strony politycznej sceny, przekształcenie zaś politycznej kampanii w rodzaj wojny religijnej z pewnością doprowadzi do głębokiej polaryzacji opinii i to nie tylko w Polsce, ale i w innych państwach Unii Europejskiej, które z pewnością na wojnę w Polsce będą chciały zareagować. Być może, w przeczuciu takiego właśnie rozwoju sytuacji Grzegorz Napieralski z SLD nazwał inicjatywę LPR "niebezpieczną", chociaż nie potrafił jeszcze wyjaśnić, dlaczego tak uważa. Jest zatem możliwe, że polska żagiew podpali całą Europę, wytrącając ją w ten sposób z "beztroskiego moralnego nihilizmu".
Wprawdzie episkopaty państw Europy Zachodniej są już wytresowane w politycznej poprawności na tyle, że reagują alergicznie nawet na doniesienia, jakoby Benedykt XVI nosił się z zamiarem dopuszczenia możliwości odprawiania Mszy św. w rycie trydenckim bez specjalnego zezwolenia, ale jeśli postępując cierpliwie i metodycznie można nawet konklawe doprowadzić do ludożerstwa, to być może, takim samym postępowaniem można je od ludożerstwa również odciągnąć. Będąc na spotkaniu z członkami Stowarzyszenia Ginekologów Katolickich w Trzęsaczu, ze zdziwieniem dowiedziałem się, że np. we Francji tamtejszy Episkopat nie dopuścił do publikacji papieskich encyklik w obronie życia. W takiej sytuacji nie zdziwiło mnie doniesienie Grzegorza Dobieckiego, że biskupi 15 diecezji francuskich z północy i wschodu skrytykowali papieża za zamiar dopuszczenia Mszy trydenckiej bez specjalnego zezwolenia. Bardziej dziwiła już zatwardziałość przewodniczącego Konferencji Episkopatu Francji, Jana Piotra kardynała Richard, który oświadczył, że nawet wola pojednania z tradycjonalistami nie oznacza odejścia od linii Soboru Watykańskiego II i że Kościół nie zmienia kursu. Jest to o tyle dziwne, że według przyjętej na Soborze Watykańskim II Konstytucji "O liturgii świętej", a zwłaszcza punktu 54, który stwierdza, że można pozwolić (...) na stosowanie języka ojczystego w odpowiednim zakresie, zwłaszcza w czytaniach i modlitwie powszechnej (...), należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać stałe teksty mszalne dla nich przeznaczone także w języku łacińskim. Wygląda jednak na to, że wbrew tej Konstytucji zadbano raczej o to, by nie tylko wierni, ale nawet duchowieństwo zapomniało odmawiać, nie mówiąc już o śpiewaniu czegokolwiek w języku łacińskim. Jeśli już ? to prędzej w jidysz. Czyżby J.Em kardynał Richard był nie tyle ze "wschodu" Francji, co z Wielkiego Wschodu? Jeśli tak, to pewnie i Benedykt XVI będzie musiał iść na jakieś kompromisy, ale wydaje się, że hołduje on trochę zapomnianej dzisiaj definicji, według której polityka jest sztuką unikania kompromisów.
Stanisław Michalkiewicz

Wyświetlony 4502 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.