poniedziałek, 21 czerwiec 2010 19:03

Co na to Hipokrates?

Napisane przez

Pewien piętnastolatek, zafascynowany nową dyscypliną sportową zwaną parkour, złamał nogę. Gwoli ścisłości: obie kości lewego podudzia. Gwoli jasności: czwartego września tego roku.
Pierwsza faza leczenia, polegająca na nastawieniu złamania, zespoleniu kości specjalnymi prętami, założeniu gipsu oraz oczekiwaniu na zbawienny wpływ czasu, ciągnęła się dziewięć tygodni. To dość, by rodzice chłopca na własnej skórze odczuli więź, jaka niektórych lekarzy łączy z ich pacjentami. Precyzyjniej: to dosyć, by należycie ocenili relacje między lekarzami a rodzicami nieletnich pacjentów.

Owóż powiedzieć, że relacje te umiejscowione są pod przysłowiowym psem, to powiedzieć za mało. One kryją się bezpośrednio pod jego ogonem. A to, gdyż lekarze, z którymi moi rozmówcy mieli nieprzyjemność, zachowywali się niczym udzielni książęta w czasach pierwszych Piastów.

Rodziców pacjenta traktowali przedmiotowo. Nonszalancko. Protekcjonalnie. Z niestarannie maskowaną irytacją. Jak dziwadła, domagające się nie wiedzieć czego i nie wiedzieć czemu. Jak paprochy, zaplątane w obcym środowisku. Jak petentów w PRL-owskim urzędzie. Albo niczym natrętów, mających każdym swym gestem wyrażać wdzięczność, że ktoś raczy się nimi zająć.
Przy czym tak napastliwie wyrażane opinie nie obejmowały wszystkich lekarzy, gdyż wyjątki rzeczywiście nie zachowywały się jak opisywani wyżej książęta z czasów pierwszych Piastów. Bynajmniej. Wyjątki zachowywały się jak pyszałkowaci, zadufani w sobie szamani z czasów wspólnoty pierwotnej. Ich postawa pozwalała stwierdzić ewidentne braki w kulturze osobistej, zdiagnozować arogancję, a także jakieś niejasne, osobiste frustracje. Proszę spróbować ocenić, jak to się ma do zasad etyki zawodowej oraz tak zwanej należytej staranności, w zawodzie lekarza ponoć niezbędnej. Po mojemu: nijak.
Podobno zarówno pacjent, jak i opiekunowie nieletniego pacjenta, mają prawo do rzetelnej informacji o stanie zdrowia, udzielenie tych informacji zaś to nie żadna łaska, lecz lekarska powinność. Co więcej, obowiązkiem lekarza jest przekazanie wiadomości w przystępny, zrozumiały dla odbiorcy sposób. Najwyraźniej jednak ustawa o zawodzie lekarza nie wszędzie i nie wszystkich obowiązuje. Proszę sobie wyobrazić kolejkę zalęknionych, często zrozpaczonych kobiet i mężczyzn, podpierających ściany szpitalnego korytarza w oczekiwaniu na lekarską audiencję, o którą błagają, ale o której nie wiadomo nawet, czy jej dostąpią, a jeżeli tak, to o której godzinie ? i którego dnia. Stoją i czekają? Niech czekają. Nic im nie będzie.
Rodzice chłopca długo nie mogli uzyskać informacji ani czy, ani kiedy, ani jak będzie wyglądał dalszy tok leczenia ich syna. Nie doczekali słów o rokowaniu, o proponowanych czy możliwych do zastosowania metodach diagnostycznych i leczniczych. Najwyraźniej oczekiwano, że oddadzą syna w ręce personelu medycznego, po czym przycupną cichutko gdzieś w kąciku i, jak to się mówi: zamkną twarze. Lecz podpis potwierdzający zgodę na "zaproponowane leczenie" usiłowano od nich wyłudzić. I to dwukrotnie, bo przy powtórnym przyjęciu do szpitala, sytuacja powtórzyła się kropka w kropkę.
Nakłanianie rodziców do podpisywania oświadczeń in blanco jest praktyką haniebną, sprzeczną z prawem i wołającą o pomstę do nieba, o lekarskim Rzeczniku Odpowiedzialności Zawodowej czy Rzeczniku Praw Pacjenta nie wspominając. Wątpię, czy lekarze, o których mi opowiadano, komukolwiek pozwalają traktować się równie niepoważnie ? tym niemniej rodziców swojego pacjenta usiłowali potraktować właśnie tak. Nie jak piąte, jak pięćdziesiąte piąte koło u wozu. Najwyraźniej nie nurtują ich refleksje, kto właściwie im płaci, podobnie jak nie gnębią rozważania o zawodzie lekarza, gdzie obok umiejętności i wysokiego poziomu wiedzy fachowej, równie istotny jest aspekt etyczny, poczucie misji oraz traktowanie pacjenta i jego rodziców podmiotowo, a nie przypisywanie im, co najwyżej, ról namolnych opiekunów kolejnego "przypadku medycznego".
(?)
Krzysztof Ligęza

Wyświetlony 5829 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.