poniedziałek, 21 czerwiec 2010 19:06

Sakramenty

Napisane przez

Nadchodzą Święta i kościoły znów napełnią się długimi kolejkami do konfesjonałów. To bardzo piękne. Zawsze, kiedy widzę te ciągnące się w nieskończoność kolejki, moje serce napełnia się radością. Jednak ludzie potrafią się opamiętać, jednak zdają sobie sprawę z własnych błędów. Grzeszą, a jednak żałują. Nawet jeśli zaniedbują swoje życie religijne, to przynajmniej ten jeden raz do roku zdają sobie z tego sprawę i otwierają swoje dusze na zbawienne działanie sakramentów.

Z drugiej strony, jeszcze kilka tygodni wcześniej konfesjonały stoją puste. Jak częsty w ciągu roku jest widok konfesjonałów, w których księża cicho odmawiają brewiarz, a wokół żadnej żywej duszy. O ile dobrze, że przypominamy sobie o sakramentach z okazji świąt, czy to Bożego Narodzenia, czy też Zmartwychwstania Pańskiego, to szkoda, że zaniedbujemy korzystanie z nich na co dzień. A sakramenty są właśnie po to, aby z nich korzystać.

Wiele razy spotkałem się z opinią, że sakramenty są ponad ludzkim rozumem, więc trzeba je należycie celebrować; dlatego wręcz nie należy zbyt często z nich korzystać. Rzeczywiście, spożywanie Boga nie jest czymś zwyczajnym ani zrozumiałym. Jednak to tylko kolejny dowód na niezwykłość sakramentów: ich powszechność nie przeczy ich wyjątkowości. Sakramenty nie są po to, by odbywały się w cudownej oprawie i podczas wielkich świąt. To oprawa i święta pojawiły się dlatego, aby towarzyszyć sakramentom. Jeżeli Bóg wybrał ten sposób, by komunikować się z człowiekiem, to niech ten nie zastanawia się, czy na to zasługuje. Oczywiście, że nie zasługuje, ale skoro może, to niech korzysta.
Sakramenty są dla człowieka źródłem Łaski. Człowiek przystępujący do Komunii Świętej ma nie tyle pokazać Bogu: "Oto przychodzę, bo jestem bez grzechu", co raczej "Panie, nie jestem godzien, ale przychodzę, bo chcę byś we mnie żył". Przyjęcie Komunii jest zaproszeniem Boga do swojego serca, to właśnie dzięki temu człowiek staje się doskonalszy. Traktując przyjmowanie Komunii jako potwierdzenie swojej doskonałości nolens volens oddalamy ten sakrament od siebie, bo nie jesteśmy doskonali. Mówimy "nie przystępuję do Komunii, bo nie jestem idealny", ale jak mamy stawać się lepsi, skoro nie chcemy czerpać tej doskonałości u źródeł?
Podobnie bywa z małżeństwem. Wielokroć spotykam się z opinią "Na razie nie bierzemy ślubu kościelnego, bo nie wiemy, jak to się wszystko ułoży". A jak ma się ułożyć, skoro z góry podchodzi się do tego asekurancko? Jak ma się ułożyć, skoro nie zaprasza się do tego związku Boga? Potem związek się rozpada i wniosek jest prosty: "Dobrze, że nie wzięliśmy ślubu kościelnego"; a może właśnie dlatego się rozpadł?
Sakramenty są ręką Boga wyciągniętą ku człowiekowi. Na taką pomoc niczym sobie nie zasłużyliśmy, ale nie oznacza to, że szlachetniej byłoby jej nie przyjmować. Tonące dziecko nie sprawi ojcu radości topiąc się, skoro i tak skoczył w wodę, by je ratować.
(?)
Filip Maria Muszyński

Wyświetlony 7222 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.