poniedziałek, 21 czerwiec 2010 19:08

Dajmy sobie szansę

Napisane przez

Boże Narodzenie to niezwykły czas.
Mistyczny. Czas, w jakim- niezależnie od indywidualnych relacji człowieka z Bogiem - wszystkich nas jednoczy duch chrześcijaństwa. Czas, w którym dojrzewają ziarna nieskończoności i rodzi się nadzieja - rodzi się, by nas zbawić.

 

24 grudnia. Za oknami płatki śniegu przekomarzają się, tuląc do rozgrzanych szyb, podczas gdy świat mruży oczy w oczekiwaniu. Za chwilę początek rodzinnych spotkań, prezenty, kolędy i ciepłe wspomnienia. Zjeżdżamy z najodleglejszych stron świata, by usiąść z bliskimi przy jednym stole. Jeszcze kilkanaście minut, jeszcze chwila ? i w centralnym punkcie pokoi barwnie rozświetlanych setkami choinkowych światełek pojawi się biały opłatek. A wraz z nim nasza radość. I nasza nadzieja. I nasz smutek. I cienie Nieobecnych nad pustym nakryciem...

My zaś, w łunie uśmiechów, celebrując gest dzielenia się opłatkiem, będziemy przełamywać się ? ze sobą, ale także w sobie. Pamiętając o kimś, kto nie pamięta. Wybaczając komuś, kto sam do wybaczania jeszcze nie dorósł. A wszystko po to, by pokonać piekło samotności i podzielić się uczuciami z najbliższymi. Spróbujemy wyjść poza przaśną codzienność, by przez kilka dni po prostu rozmawiać ze sobą. Być obok siebie. Rozmawiać o tym, co dalece ważniejsze niż wczorajsza złość, dzisiejsza chandra czy jutrzejsze zakłamanie, a o czym tak często ? tak często, że prawie na zawsze ? zapominamy, taplając się w oparach codzienności. Rozmawiać o tym, co pilne, i o tym, co ważne. I o tym, co najważniejsze. I uczyć się odróżniać jedno od drugiego.
Jak w wierszu "Zejdźmy się jak na wilię..." pisał Ernest Bryll:

Nie trzeba życzeń,

bo i czego tu życzyć?
Wystarczy kącik,
chwilka, żeby się przełamać
tym, co najbardziej boli.
Boże Narodzenie to bez wątpienia jedno z głównych świąt w tradycji chrześcijańskiej. Zarazem czujemy, że to coś więcej niż biały puch za oknem, zielone drzewko podlane prezentami, otwarte gościnnie serca, wigilijna wieczerza i radość z Dobrej Nowiny. W takim razie ? co tak naprawdę oznaczają dla nas te Święta? Jaką mają wymowę? Co świętujemy w dniu, w którym Bóg przemawia wyjątkowo cicho, zaledwie kwili głosem bezbronnego dziecka (czy to dlatego tak wielu z nas Go nie słyszy?).
Jak tłumaczył jeden z najwybitniejszych teologów katolickich XX wieku, jezuita o. Karl Rahner: Boże Narodzenie to coś znacznie więcej ponad krzepiący nastrój. W ten dzień, w tę świętą noc chodzi o jedno konkretne Dziecko. O Syna Bożego, który stał się człowiekiem, o Jego narodziny. Wszystko inne w tym dniu z tego właśnie czerpie swoje życie albo też umiera i staje się iluzją. "Boże Narodzenie" oznacza, że On przyszedł, że uczynił noc jasną. Że noc naszych ciemności, naszego niezrozumienia, okrutną noc naszych lęków i poczucia beznadziejności uczynił nocą świętą. To właśnie oznacza "Boże Narodzenie". Chwila, w której to się dokonało, rzeczywiście i dla wszech czasów, powinna poprzez to święto pozostać rzeczywistością również w naszym sercu i naszej duszy.

To tylko fasada
"Betlejem" znaczy po hebrajsku "dom chleba". Tam, w zwyczajności i biedzie, ale i w bezgranicznej miłości, narodził się Ten, który stał się dla ludzi chlebem życia. To najważniejsze przesłanie tych świąt. Tymczasem my dławimy się świąteczną scenografią, prześcigamy najpierw w szaleństwie zakupów, a następnie w obżarstwie, uciekając przed pytaniem fundamentalnym: po co to wszystko robimy? Inaczej: gdzie w tej krzątaninie jest miejsce dla Chrystusa, było nie było głównego bohatera tych Świąt?
Nasz świat, niegdyś ospały i nieruchawy, zerwał wędzidła, ruszył galopem we wszystkich kierunkach naraz, a my, zupełnie niespodziewanie, daliśmy się złapać w jakiś ślepy krąg, biegając wte i wewte, czym prędzej zaś biegniemy, tym mniej rozumiemy, dokąd niesie nas fala i dlaczego akurat tam. Biegniemy nieustannie konfrontowani z produkcją nieosiągalnych, medialnych ideałów, doświadczając świata utkanego ze złudzeń, iluzji i kłamstw, pozwalając przekupić się pragnieniom, wyobrażeniom i fantasmagoriom ? o sobie, o innych, o świecie.
Tę upiorną tendencję socjolog Zygmunt Bauman określił słowami: Gonitwę uprawia się ponoć po to, by dotrzeć do celu, a gdy się dotarło, gonitwa się kończy. Zziajani, ale zadowoleni biegacze mogą wreszcie pot z czoła obetrzeć i odpocząć. A tu, w tym zmienionym świecie, jest całkiem inaczej, niżby się człowiek spodziewał: goni się po to, żeby nabrać w bieganiu sprawności potrzebnej, aby już nigdy gonitwy nie zaprzestać. Żeby nigdy już tchu w piersiach nie brakło. Żeby krzepy starczyło na tyle, aby nigdy, ale to nigdy już z biegu nie wypaść i do samego końca życia z bieżni nie schodzić... Doszlusować do takiego świata to tyle, co być zdolnym do wiecznego doszlusowywania!
Co objaśniwszy, Bauman konstatuje cierpko: Do porządnego rozejrzenia się wokół, do zastanowienia nad tym, co się właściwie na tym boisku dzieje i po co ten cały bieg, nieprędko nadarzy się okazja. A przecież: Człowiek nie może żyć, nie wiedząc, po co żyje (Gustaw Herling-Grudziński).
Efekt? Zabiegamy sobie drogi w mdlącym smrodzie spalin wielkomiejskiej ulicy, mimochodem wymieniając nadwątlone wrzaskiem tramwajowych szyn, zdawkowe uprzejmości. Uwikłani w irracjonalny bieg ku finiszowi, gonimy za złudzeniami. Za czymś, co na dobrą sprawę nie istnieje, a co pojmuje jedynie dojrzała starość ? a i to na chwilę zaledwie przed zgonem. Wzajemne relacje budujemy, opierając je na przykładach zaczerpniętych z kolorowych pisemek bądź durnowatych seriali, prezentując to, co naszym zdaniem wypada, a nie to, co rzeczywiście czujemy. Preferujemy fingowane wzruszenia, jakbyśmy nie umieli doświadczać własnych. Gorzej: prawdziwe uczucia stają się nam obce, nie potrafimy ich zdefiniować i nie umiemy o nich mówić, zatem przybieramy nienaturalne pozy: w misteriach powierzchownych uśmiechów, w rytuałach judaszowskich pocałunków, w ceremoniałach bałamutnych, choć na pozór do szpiku szczerych, wyznań, uzewnętrzniamy fałszywe emocje, autentyczne uczucie marginalizując do cna.
Stąd coraz mniej nas w nas samych, za to coraz więcej obcości ? i obłudy.

Ściana ze słów
Pogrążeni w otchłani egoizmu, zapominamy, że można kogoś kochać. Spotykając się z ludźmi, nie spotykamy człowieka. Mówiąc do siebie, nie rozmawiamy ze sobą. To, co oszukańczo zwiemy konwersacją, przybiera formę monologu lub komunikatu. Używamy słów, nie wymieniając myśli ? tę przywarę wytknął nam przed dwustu laty francuski mąż stanu Charles-Maurice de Talleyrand, kpiąc: Język wymyślono po to, by ludzie mogli ukryć przed sobą swoje myśli. Nieco później kolejną obserwację dorzucił do tego filozof języka Ludwig Wittgenstein, klarując: Nic tak dobrze nie chroni przed ludźmi, jak ściana ze słów.
I właśnie tak beznadziejnie to wszystko się turla: życie rozgrywa zatrute naszymi przyzwyczajeniami zdania, a my rozgrywamy nimi mdłe interesy i interesiki. Niby w grze, słowa ciskamy na sukno trwania, niczym karty z arcybogatej talii uprzedzeń. Urabiają nas nonsensowne przyzwyczajenia i pośród wzajemnych urazów kreślimy wciąż nowe punkty, paciorkami błędnych decyzji wypełniając rubrykę "straty". Odgrywamy rolę w sztuce, której nigdy w całości nie czytaliśmy ani nie widzieliśmy, której dalszej akcji nie znamy, ba!, której istnienie ledwie przeczuwamy, a której początek i koniec pozostają poza naszym wyobrażeniem i zdolnościami rozumienia. A pętla zaskoczenia: że nie ma absolutnej pewności, że bez ograniczeń czerpać możemy co najwyżej z wiklinowego kosza wypełnionego po brzegi złudzeniami niczym brudną bielizną, dławi nam krtań obawą przed przegraną i świadomością, że i tak, wcześniej czy później, czeka nas klęska. I że jedno, co możemy z pełnym przekonaniem, to u mety owego wyścigu szczurów powtórzyć za Cioranem: Jedno tylko jest ważne ? nauczyć się być przegranym. Albo za Kazantsakisa Aleksym Zorbą: Cała moja mądrość to nic innego jak głupota.
(?)
Krzysztof Ligęza

Wyświetlony 7376 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.