wtorek, 29 czerwiec 2010 12:01

Życie seksualne w PPR

Napisane przez

Marcin Wolski napisał udatną karykaturę początków Polskiej Partii Robotniczej, odpowiadając niejako na zamówienie społeczne, przynajmniej zainteresowanej części tego społeczeństwa, a także na zamówienie prywatne kolegów, o czym wspomina wdzięcznie we wstępie, którzy mu "podrzucili" temat po znanej już, choć przez wielu nielubianej, książce Piotra Gontarczyka Polska Partia Robotnicza - droga do władzy 1941-1944.

 

Autor zapłodniony tak sugestywnie wydał w niedługim czasie na świat ? nie wiem, czy było to nawet dziewięć miesięcy ? zgrabne dziełko pt. Nieprawe łoże, pokaźne i wyczerpujące, choć ? mam nadzieję ? nie autora i czytelników. Mam też wrażenie, że to trochę wcześniak, który wymagał jeszcze inkubacji, wspomagania zewnętrznego, twór spontaniczny i przedwczesny, choćby jako eksperyment myślowy i rynkowy.

Rzecz jest o kulisach, kuchni i alkowie, mówiąc oględnie, PPR, czyli o tym, jak ten potworek został podrzucony (czytaj: zrzucony na spadochronie), jak się rozwijał, jako pasożyt na plecach czy piersiach narodu, mimo niesprzyjających warunków wojennych i dzięki sprzyjającym warunkom powojennym zwycięskiego komunizmu. Według mnie, historia PPR, a później PZPR nadaje się literacko albo na kryminał lub thriller, albo na czarny serial, który skończył się dopiero po 50 (od 1941) latach. Marcin Wolski okazał się o wiele bardziej miłosierny dla swych bohaterów, zapuszczając zasłonę nad ich gorszymi czynami, pochylając się, jak dziś mówią, tylko nad ich "love ? czy raczej ? sex story". Autor postanowił przy tak kuszącej okazji zbadać genealogię osobistą i rodzinną członków PPR, zresztą jak najbardziej słusznie w świetle niepopularnych jeszcze badań nad rodzinami i potomstwem KPP. Bohater książki przeżywa rozterki i lęki egzystencjalne na temat tego, kim jest naprawdę, nie w sensie hamletycznym, lecz ścisłym i zwyczajnym, biologicznym, to znaczy, kim jest jego tata, bo mamę jednak zna. Własne śledztwo dziennikarskie prowadzi go do zatrważających odkryć: a nuż jest nieprawym synem Bieruta czy może Nowotki, albo Janka Krasickiego i Hanki Sawickiej. Przeżywa wahania i rozdarcia: który ojciec gorszy, niestety, w takim wypadku matka to zawsze k... Na szczęście dla bohatera, autora i czytelników, okazuje się, że ojcem bohatera był akowiec i uczestnik Powstania Warszawskiego, co jest jednocześnie patriotycznym happy endem.
Autor pomyślnie wybrnął ze swojego zadania, jednakże wprowadził czytelnika w pewne pomieszanie i niepokój. Bo opowiada niejako o sobie, on sam jest tym bohaterem, stawiając się w nieco dwuznacznym świetle, jeśli czytelnik przyjmie jego opowieść zbyt dosłownie, naiwnie, prostodusznie. Ratuje siebie i nas naiwnych dopiero w ostatniej chwili, odkrywając właściwe pochodzenie. Czytelnik jednak z trudem przyjmuje ten rodzaj konwencji literackiej, bo, siłą rzeczy, utożsamia się z postacią, która opowiada o sobie w pierwszej osobie, wolałby mieć pewien dystans wobec postaci przedstawianej przez autora jednak dwuznacznie, niezbyt pozytywnie.
W każdym razie Marcin Wolski jest pionierem genealogii i genetyki komunizmu w Polsce. Świetlaną ideologię sprowadza z nieba na ziemię, jakby powiedzieli zresztą klasycy marksizmu, i wyjaśnia bazę PPR o wiele głębiej niż dotąd ? biologią i seksuologią ? PPR, a później PZPR, powstały w wyniku gwałtu, który w języku poprawności i dialektyki nazwano przyjaznym współżyciem. W dotychczasowych badaniach historycznych, nad którymi zaważył jednak marksizm, panowała teoria samogwałtu lub też partenogenezy, czyli dzieworództwa, z czego zbyt słabo zdawaliśmy sobie sprawę. Polacy według niej sami spłodzili sobie komunizm bez udziału przyjaciół z ZSRR, a PPR nie został wcale zrzucony jak stonka na spadochronach.
Marcin Wolski pchnął więc badania historyczne na nowe tory, obalając po drodze mity i stereotypy o pochodzeniu i rozwoju gatunku komunistów krajowych, a i obcych. Używając nowoczesnych narzędzi w postaci psychoanalizy, fizjologii, genetyki i egzegetyki przedstawił komunizm w nowym świetle, stawiając jednocześnie fascynujące pytania i nowe zadania. Komunizm miał, jak wiadomo czterech ojców, niejako w dwóch parach: Marks i Engels, Lenin i Stalin. Gdzie była matka? Dotąd nie zbadano wystarczająco tych związków. Pojawia się tu przecież niezauważony dotąd wątek karygodnego patriarchatu w rozumieniu zjawisk społecznych, ale i podstaw życia. Nie zauważono zupełnie dyskretnie wplatającego się tu motywu gejowskiego w zbyt surowym pożyciu komunistycznym, pominięto także całkiem motywy feministyczne, jednak niezbędne do życia. Tradycja Nadieżdy Krupskiej, Róży Luxemburg i Wandy Wasilewskiej nie skończy się chyba na Joannie Senyszyn.
Niestety, te i wszystkie inne wątki nie zostały uwzględnione w powieści Marcina Wolskiego, a szkoda. Nie wątpię, że znajdą się młodsi pisarze, którzy podejmą te tematy. Powinni się nimi zająć także młodzi historycy z IPN, zamiast zamykać się w teczkach, choć są może jeszcze za młodzi i nie znają życia.

Marcin Wolski, Nieprawe łoże, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2006

Wyświetlony 3017 razy
Więcej w tej kategorii: « Co z tą książką? Wierni Polsce »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.