wtorek, 29 czerwiec 2010 12:03

Co z tą książką?

Napisał

Polska, głupcze! to druga, po Co z tą Polską? książka, w której Tomasz Lis stara się odgrywać rolę publicysty i komentatora bieżących wydarzeń politycznych.

 

Tym razem postanowił przedstawić coś w rodzaju słownika, czy też leksykonu, obejmującego rozmaite, dość przypadkowo zebrane postaci, zdarzenia i anegdoty z ostatnich kilkunastu lat. Pomysł wydawałoby się ciekawy, można powiedzieć ? samograj, który przy niewielkim staraniu mógłby stać się nie tylko sukcesem wydawniczym, ale również intelektualnym, gdyby autor wykazał się jako takimi zdolnościami analitycznymi. Jednak w wypadku najnowszej ksiązki Lisa mamy, niestety, do czynienia z namiastką publicystyki, która jest równie frapująca i głęboka, jak muzyka puszczana w supermarketach.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda poprawnie. Ciekawy temat, w miarę poprawny styl, autor stara się od czasu do czasu wpleść w tekst jakąś zabawną historię, czasem ironizuje, ale wie też, kiedy należy być poważnym i uderzyć w bardziej patetyczny ton. Jednak po przeczytaniu całej książki ? co specjalnego wysiłku nie wymaga ? można odnieść wrażenie kompletnej jałowości i pustki, podobne do tego, jakie odczuwa się po przerzuceniu kilku numerów kolorowej prasy. Co więcej, w tym ostatnim wypadku można przynajmniej zawiesić oko na jakimś zdjęciu, natomiast jeśli chodzi o książkę Lisa brak jest w niej czegokolwiek, co mogłoby zmusić do zatrzymania uwagi i chwili refleksji. No chyba że za ową refleksję uznamy pytanie, które wciąż towarzyszy lekturze: po diabła coś takiego pisać?
Podstawową wadą książki Lisa okazuje się właśnie wspomniana już poprawność. Można odnieść wrażenie, że autor wszystkie swoje opinie starał się formułować tak, aby nikogo specjalnie nie uraziły i ukazały go jako człowieka kulturalnego, eleganckiego, który wbrew ostrym dyskusjom prowadzonym przez polityków i felietonistów sytuuje się w umiarkowanym i rozsądnym centrum. I z tej oazy rozumności stara się sprawiedliwie oceniać zwaśnione strony, formułując rozmaite wnioski i wygłaszając komentarze, które ? przynajmniej w jego mniemaniu ? powinny zmusić do myślenia i działania dla dobra kraju. Problem polega na tym, że wszystkie owe wnioski i komentarze mają charakter banalnych ogólników. Nie można się z nimi nie zgodzić, jednak mają one mniej więcej taki charakter, jak skierowany w stronę naparzających się kibiców postulat: "miłujcie się i żyjcie w pokoju". Brak tu jakiejkolwiek próby w miarę samodzielnej i wnikliwej analizy opisywanych zdarzeń czy postaci, a wszystko sprowadza się do sugestii, że "lepiej, aby było lepiej".
Oprócz poprawności ? można by rzec, politycznej, salonowej ? książka razi przewidywalnością. Podobnie jak w Co z tą Polską?, tak też w Polska głupcze! kolejne formułowane przez Lisa opinie są równie przewidywalne jak komentarze w "Gazecie Wyborczej" i często nacechowane owym drażniącym mentorstwem, które charakteryzuje publikacje zamieszczane w tym dzienniku. Tak więc nie tylko nie napotkamy tu wniosków wykraczających poza okrągłe frazesy, ale też nie można spodziewać się, że autor zaskoczy nas jakimś ciekawym, nowatorskim podejściem do danego zjawiska. Nic z tego. Wystarczy przerzucić kilkanaście stron, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Wszystkie zjawiska wpisane są w prosty szablon, który być może sprawdziłby się w formule telewizyjnego show, jednak zastosowany do słowa pisanego wydaje się zbyt toporny. I nie chodzi nawet o to, że ksiązka Lisa ma charakter publicystycznego tabloidu. Niestety. Tabloidy ze swoją mieszanką zbrodni, seksu i historii "z życia wziętych" są przynajmniej w stanie wzbudzić jakieś ostrzejsze reakcje: bulwersują albo zachwycają, w każdym razie rzadko pozostawiają obojętnym. W tym wypadku nic takiego się nie dzieje. W trakcie lektury pozostaje kiwać sennie głową na znak zgody, a potem z czystym sumieniem potraktować książkę jako surowiec wtórny.
Ale nie tylko poprawność i przewidywalność ksiązki Lisa sprawiają, że podczas jej lektury człowiek po kilku stronach albo przysypia, albo odczuwa potrzebę chwili przerwy na przekąskę. Chodzi tu o coś jeszcze. Po prostu, czytając wywody Lisa, podświadomie czekamy, że już zaraz, już za moment pojawi się blok reklamowy, w trakcie którego będziemy zwolnieni z nudnego obowiązku wpatrywania się w ekran i przebudzimy się na moment z telewizyjnej drzemki. Cała ta książka ? o ile tak to można nazwać ? sprawia wrażenie, jakby była sklecona z wypowiedzi przygotowanych do programu telewizyjnego, w którym ważne jest przede wszystkim to, aby widza nie męczyć i nie wymagać od niego zbyt długiego zatrzymywania uwagi na jednym problemie. Chodzi o to, aby rzucić jedną czym drugą informację, jakieś niezbyt długie zdanie, powiedzieć mu coś, co on i tak już wie z innego programu, i pozostawić go w błogim poczuciu, że wykonał ważne zadanie zastanowienia się nad tym, co tą Polską właściwie jest. To właśnie robi Lis w prowadzonych przez siebie telewizyjnych programach i, jak twierdzą specjaliści, ponoć robi to całkiem dobrze. Więc może by przy tym pozostał? Mawiało się kiedyś: "Takie ładne dziewczę, po co jeszcze pisze wiersze?". No właśnie.

Tomasz Lis, Polska, głupcze!, Świat Książki, Warszawa 2006, s. 256.
Wyświetlony 4061 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.