wtorek, 29 czerwiec 2010 12:06

Saga rodu Kisielewskich

Napisane przez

Jedną z niewielu myśli Karola Marksa, które można, przynajmniej po części, uznać za słuszne, jest stwierdzenie, iż "byt kształtuje świadomość". Z kim się przystaje, takim się staje. A że pierwszym środowiskiem, w którym obraca się człowiek, jest rodzina, okazuje się, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Ta prawda wyziera niemal z każdej stronicy "Kisielewskich" Mariusza Urbanka. Książka traktuje o czterech wybitnych przedstawicielach tego zacnego rodu. Pierwszy, o którym autor snuje swoją opowieść, Jan August, był określany jako najbłyskotliwszy meteor polskiego teatru. Gdyby nie sukces jaki osiągnął, być może jego brat Zygmunt, który zazdrościł mu kariery, nigdy nie zostałby pisarzem i wziętym publicystą. Owszem, brałby udział w PPS-owskich akcjach i od czasu do czasu publikowałby na łamach "Robotnika", jednak nie byłoby to zapewne jego jedyne i podstawowe zajęcie. Trudno też powiedzieć, czy z natury przekorny Stefan zostałby antysocjalistą (bo o to, czy być liberałem czy konserwatystą, jeszcze wiele lat będą kręcić się jego zarówno wolnościowi, jak i zachowawczy apologeci), gdyby nie ideowe i partyjne zaangażowanie ojca. A czy talent muzyczny jego pierworodnego Wacka rozwinąłby się w takim stopniu, gdyby nie wzrastał pod skrzydłami autora Danse vive?
Losy bohaterów tej multibiografii luźno splatają się ze sobą, rozdziały zatytułowane każdorazowo imionami głównych postaci w nich występujących pozwalają czytelnikowi odczuć rzeczywistą więź między młodopolskim dramaturgiem, przed- i międzywojennym pisarzem i publicystą, "nadwornym błaznem PRL" oraz współótwórcą duetu pianistycznego Marek i Vacek, który podbił serca europejskiej (przede wszystkim niemieckojęzycznej) publiki. Autor ukazuje swych bohaterów obiektywnie, bez pompy, postaci przez niego rysowane są barwne i żywe. I tak dowiadujemy się np., że Stefan nie przypomina sobie zbytnio sławnego stryja, a jedyne co zostało w jego pamięci, to spotkanie z nim, w trakcie którego jego uwagę przykuła najbardziej ogromna wesz, spacerująca beztrosko po Janie Auguście. Szczególnie przykre staje się poznawanie nieodpowiedzialnego charakteru Wacka, zamiłowania do hazardu i alkoholu ? zwłaszcza w kontekście jego tragicznej śmierci. Dzięki opisowi zarówno dobrych cech, jak i wad, otrzymujemy trójwymiarowy obraz żywych bohaterów.
Książka ma według mnie, indywidualnego czytelnika, jeszcze jedną bardzo ważną zaletą. Otóż przed lekturą tego dzieła obawiałem się nieco, iż będzie to kolejna pozycja na temat Kisiela. Jako że Mariusz Urbanek jest autorem już jednej biografii mojego imiennika, miałem jeszcze większe obawy, czy nie pokusił się o zwykłe przekopiowanie treści z jednej pozycji do drugiej. Na szczęście moje niepokoje okazały się nieuzasadnione. Ani Jan August, Zygmunt i Wacek nie stanowią dodatku do Stefana, ani autor nie podgrzewa starego kotleta w postaci wciąż tych samych anegdot o felietoniście "Tygodnika Powszechnego" (choć oczywiście, część się pokrywa). Świeże dzieło pisarza jest autonomiczną historią, którą warto przeczytać w celu poznania życia wszystkich czterech Kisielewskich.

Mariusz Urbanek, Kisielewscy. Jan August, Zygmunt, Stefan, Wacek, Iskry, Warszawa 2006
Stefan Sękowski
Wyświetlony 3077 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.