wtorek, 29 czerwiec 2010 12:29

Narodowe Siły Zbrojne

Napisane przez

Szliśmy na południe, żeby potem zawrócić na wschód. To była jedyna szansa. Tam można było znaleźć czerwonych partyzantów. AK nie przyjmowało Żydów. (...) Szliśmy nocami, było nas 5 osób. (...) Wpadliśmy w zasadzkę Narodowych Sił Zbrojnych1.

 

Ten zaskakujący fragment powieści Czesława Miłosza "Zdobycie władzy" wydanej na emigracji w roku 1952, wybrałem jako początek tego artykułu o Narodowych Siłach Zbrojnych i niezwykle dziwnym zjawisku jakie trwa po dziś dzień: fałszowaniu historii tej organizacji, której żołnierze w walce z dwoma wrogami Polski płacili cenę najwyższą. Wręcz niewiarygodnie brzmi w powyższym cytacie, zdanie o "czerwonych partyzantach" ? chodzi tu najpewniej o Armię Ludową ? mających być ratunkiem dla bohatera występującego w powieści Miłosza, osobnika narodowości żydowskiej, uciekiniera z getta, ukrywającego się przed hitlerowcami. Osobnik ten zarzuca Narodowym Siłom Zbrojnym współpracę z Niemcami, nieco łagodniej traktuje AK. Jego ocena NSZ jest miażdżąca, aczkolwiek z gruntu nieprawdziwa: (...) W praktyce działalność ich oddziałów polegała na czyszczeniu kraju z Żydów i komunistów. (...) Ich obława wyganiała nas z lasu na pola, gdzie czekali niemieccy żandarmi (...)2.

Cytat z wypowiedzi głównego bohatera zawiera wszelkie cechy komunistycznej propagandy, serwowanej przez 45 lat, a której echa brzmią do dziś. Dziwi tylko, skąd w dziele naszego noblisty taka gloryfikacja czerwonych partyzantów, wypowiadana ustami bohatera literackiego, z jednoczesnym szkalowaniem NSZ. W propagowaniu czarnej legendy podziemia niepodległościowego wykorzystywano wszelkie metody i szeroki wachlarz epitetów, NSZ nie oskarżono tylko o ludożerstwo, zapewne przez niedopatrzenie. Bohater powieści Miłosza, szukający ratunku w komunistycznym oddziale (dziwne jest również twierdzenie, że AK nie przyjmowała Żydów) mógłby się srodze rozczarować. W rzeczywistości spotkanie z komunistami najpewniej zakończyłoby się tragicznie dla niego i jego towarzyszy. Wiadomo dzisiaj, że komunistyczne oddziały partyzanckie będące często niczym więcej, jak zbieraniną rabusiów i kryminalistów, mordowały ukrywających się Żydów z całą bezwzględnością, najczęściej z pobudek czysto rabunkowych. Józef Światło, dyrektor Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, po swej ucieczce do Berlina Zachodniego w roku 1953, opisywał, jak Armia Ludowa rozprawiała się z żydowskimi oddziałami partyzanckimi: (...) Niektóre bojówki AL były dla gestapo bezcennym partnerem krwawej i masowej likwidacji żydowskich oddziałów partyzanckich walczących z okupantem niemieckim. (...) W lasach Janowskich na Lubelszczyźnie działały dwa żydowskie oddziały partyzanckie. Jeden z nich miał we wsi Ludmiłówka swą siedzibę. Powstały one z Żydów, którzy w okresie likwidowania getta zbiegli z obozów niemieckich i getta warszawskiego. Z polecenia Jóźwiaka (dowódcy Armii Ludowej. Przyp. moje ? AK) gen. Korczyński komendant AL w Lubelskiem, nawiązał łączność z tymi oddziałami i obiecał je zaopatrzyć w broń pod warunkiem, że broń kupią za własne pieniądze. (...) Oba oddziały partyzantów żydowskich zebrały poważne sumy pieniędzy, które Korczyński zabrał i wyjechał z nimi, rzekomo po to, aby zakupić broń. Korczyński udał się do Warszawy i przekazał pieniądze Jóźwiakowi. Po czym wrócił w Lubelskie z instrukcjami Jóźwiaka i Findera, nakazującymi zlikwidowanie oddziałów. (...) Jednym słowem, broń rzeczywiście przywieźli i natychmiast zrobili z niej użytek. Bezbronnych ludzi zebranych w lesie wystrzelali salwami z karabinów maszynowych. Ofiarami mordu padły również kobiety i dzieci, które były przy swoich mężach i ojcach. (...)
W Pruszkowie działał mały żydowski oddziałek partyzancki, ośmiu czy dziewięciu ludzi. Eksterminację tego oddziałku przeprowadził osobiście Beck na polecenie Chełchowskiego. Odbyło się to w następujący sposób: Beck umówił się z oddziałem rzekomo na akcję, ruszył też razem z oddziałem, z tym, że wraz ze swoim pomocnikiem z tyłu. I z tyłu wybił cały oddziałek co do nogi ogniem z karabinu maszynowego. Po czym natychmiast razem z pomocnikiem obrabował trupy doszczętnie, zdzierając nawet buty. (...)3 Egzekucję przeprowadzili: Bolesław Koźmierak alias Cień-Kowalski i Grończewski alias Przepiórka4.
W praktyce i w rzeczywistości działalność NSZ polegała na walce z dwoma wrogami: okupantem niemieckim oraz oddziałami Armii Ludowej, będącej agenturą nadciągającej nowej okupacji sowieckiej. Wspomniany Bolesław Koźmierak alias "Cień" to dowódca jednego z najbardziej walecznych oddziałów AL, którego walka polegała głównie na napadach rabunkowych i mordowaniu żołnierzy podziemia niepodległościowego.
4 maja 1944 roku oddział "Cienia" dokonał podstępem, ohydnej zbrodni na wydzielonym oddziale 3 kompanii 15 pułku piechoty AK pod dowództwem por. Mieczysława Zielińskiego "Moczar". Tego dnia około stu członków AL wraz z grupą partyzantów sowieckich pod dowództwem "Wani" NN, zaatakowało oddział AK pod dowództwem por. "Moczara" liczący około 47 żołnierzy. Atak komunistów nie przyniósł oczekiwanego rezultatu, Akowcy nie pozwolili się zaskoczyć, odpowiadając ogniem, zabijając i raniąc kilku napastników. Widząc nieskuteczność swojego ataku, "Cień" postanowił użyć "fortelu". Prosząc o przerwanie ognia alowcy wmaszerowali do wsi Owczarnia. "Cień" tłumaczył się, że zaszła pomyłka ? myślał, że we wsi kwaterują Niemcy. Oba oddziały ustawiły się dwójkami równolegle do siebie, jednak miast oddania honorów wojskowych "Cień" wypalił "Moczarowi" prosto w głowę, co było sygnałem dla reszty alowców, ostrzelali zdezorientowanych żołnierzy AK, zabijając 18, a raniąc 135. W pościg za sprawcami mordu, który odbił się szerokim echem, budząc powszechne oburzenie, wyruszyła około 30-osobowa grupa żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem mjr. Leonarda Zub-Zdanowicza ("Ząb"), którego o mordzie zawiadomił porucznik AK Hieronim Dekutowski ("Zapora"). Do starcia z oddziałem "Cienia" doszło 12 maja 1944 r., kiedy to około 40-osobowy oddział NSZ pod dowództwem "Zęba" zaatakował dwukrotnie silniejszą liczebnie grupę "Cienia". Do walki z komunistami przyłączyli się żołnierze AK z placówki Dębina oraz kompania szkoleniowa NSZ podporucznika Brunona Sychalskiego ("Juhas"). "Cień" wycofał swoich ludzi z pola walki, tracąc według meldunków AK: 15 zabitych i 14 rannych6 oraz paląc 15 zagród chłopskich i zabijając 4 gospodarzy, straty niepodległościowców: dwóch zabitych i dwóch rannych7.
Jest to zaledwie jeden z epizodów "bratobójczej" walki toczącej się rzekomo w latach 1942-1944. Grupa "Cienia", która dokonała masakry we wsi Owczarnia, nie doczekała się "sławy" tych, którzy rozpoczęli "wojnę domową". Synonimem rozpoczęcia "bratobójczych" walk jest po dziś dzień dla apologetów "władzy ludowej" likwidacja komunistycznego oddziału Gwardii Ludowej pod dowództwem Stefana Skrzypka w Borowie 9 sierpnia 1943 r. przez oddział NSZ por. Henryka Figurskiego ("Step"). Borów, nieduża wieś będąca bazą NSZ oddziału "Stepa" ugościła początkiem sierpnia 1943 r. wspomniany oddział GL. Początkowo dowódca NSZ tolerował swoich nieproszonych sąsiadów, członkowie GL odwiedzili nawet obóz NSZ-etowców. Prawdopodobnie wizyta oddziału GL w rejonie, w którym dominowała partyzantka niepodległościowa, nie była przypadkowa, wiadomo z całą pewnością, że oddział ten składał się m.in. z ludzi mających na swym sumieniu szereg morderstw popełnionych na żołnierzach AK i NSZ, jak również wielu kryminalistów poszukiwanych przez AK8. Dowództwo NSZ postanowiło zareagować, kiedy otrzymano sygnały o szerzeniu przez członków GL komunistycznej propagandy wśród partyzantów NSZ. Żołnierze NSZ szybko opanowali obozowisko GL, rozbrajając wszystkich komunistycznych partyzantów. Pojmanych GL-owców postawiono przed sądem polowym, skazując na śmierć. Rozstrzelano 26 członków GL, w tym czterech łączników. Zadziwiające, jak wielu historyków posługuje się po dziś dzień "mordem w Borowie" jako symbolicznym początkiem "wojny domowej". Ten niewątpliwie mały epizod po dziś dzień tkwi w podręcznikach historii, jako symbol agresywnych działań NSZ, wobec komunistycznej partyzantki9, która z całą pewnością pod wieloma względami stanowiła wielkie zagrożenie dla społeczeństwa polskiego. Jako agentura sowiecka miała do wykonania jedno z zadań, jakim było rozpalenie wojny partyzanckiej, bez liczenia się z ofiarami po stronie ludności cywilnej. Szef Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego Pantielejmon Ponomarienko pisał w roku 1943:
(...) W Polsce trzeba koniecznie rozpalić wojnę partyzancką. Oprócz efektu wojskowego spowoduje to pożądane wydatki (straty ? przyp. mój, AK) ludności polskiej na dzieło walki z niemieckimi okupantami i spowoduje, że Polakom nie uda zachować swoich sił (...)10
(...) Przypisy:
1 Czesław Miłosz, Zdobycie władzy, Kraków 1999 r., Wydawnictwo "Znak", s. 29.
2 Tamże.
3 Zbigniew Błażyński, Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii. Warszawa 2003, tom opracowany na podstawie wydania pierwszego Polskiej Fundacji Kulturalnej, Londyn 1985 r., s 122- 124.
4 Tamże, s. 123; patrz również: Paweł Wieczorkiewicz, Historia Polityczna Polski 1935-1945, Warszawa 2005, s. 334: (...) Zawadiacki watażka Kilianowicz (Korczyński) zajmował się bardziej eksterminowaniem grup żydowskich zbiegów z gett niźli niebezpiecznymi walkami z Niemcami. W Ludmiłowce i okolicach, w grudniu 1942 r. na tle wewnętrznych porachunków jego oddział wymordował wielu ukrywających się Żydów, przeważnie kobiet i dzieci (...).
5 Marek Jan Chodakiewicz, Narodowe Siły Zbrojne. "Ząb" przeciw dwu wrogom, Warszawa 1999, s. 168; zob. również: Jerzy Ślaski, Polska Walcząca, t. III, Warszawa 1999, s. 1044. 6 Marek Jan Chodakiewicz, op. cit., s. 170-171.
7 Tamże, s. 171.
8 Jerzy Ślaski, op. cit., s 1036; patrz również: "Biuletyn IPN" nr 3-4, marzec-kwiecień 2006, s. 19-20. Według historyka IPN Piotra Gontarczyka, w raporcie NSZ po wykonanej akcji, nie padły motywy polityczne, a jedynie kryminalne.
9 Patrz: Andrzej Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, s. 83: (...) Uznano, że jednym z głównych celów programowych [NSZ] jest zwalczanie partyzantki komunistycznej oraz coraz liczniejszych radzieckich grup dywersyjnych. Działania takie podjęły jednostki Akcji Specjalnej (NSZ) i doszło do lokalnych potyczek. Najgłośniejszym z tych starć było rozstrzelanie 9 sierpnia 1943 r. pod Borowem 26 członków jednego z oddziałów GL (...) Andrzej Paczkowski pisze o działaniach NSZ jak o tych, którzy sprowokowali starcia z komunistami, co jest z gruntu nieprawdą. Dalej, na str. 88 pisze: (...) Komendant Główny AK mógł potępić antykomunistyczne ekscesy NSZ [sic!]. Ale ani on, ani Delegat Rządu nie byli w stanie postawić ich przed sądem. Za cóż to miano stawiać przed sądem żołnierzy NSZ? Za walkę z sowiecką agenturą?
10 Paweł Wieczorkiewicz, op. cit., s. 334.
Andrzej Krzystyniak

Wyświetlony 4946 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.