wtorek, 29 czerwiec 2010 16:37

Wspólny interes i historyczne podziały

Napisał

Jerzy Giedroyc i Zbigniew Brzeziński powtarzali jednym głosem: Niepodległa Ukraina jest dla Polski ważniejsza, niż przynależność do NATO. Książka Anny Strońskiej zawiera argumenty prowadzące do podobnego wniosku. Autorka wskazuje jednak, że nie jest do końca pewne, jaką rolę odegra w przyszłości nasz nowy sąsiad. Wątłe są podstawy jego tradycji, piętrzą się problemy wewnętrzne, a przyjęta polityka historyczna i model budowanej tożsamości – mogą budzić niepokój.

Strońska stwierdza jednoznacznie ? Polacy wielokrotnie nie byli w porządku wobec Ukraińców. Na krzywdzie ruskich chłopów rosły latyfundia magnaterii. Nie raz Kozacy przechylali na naszą stronę szalę zwycięstwa w czasach turecko-tatarskich najazdów, za co odpłacaliśmy im niedotrzymywaniem zobowiązań, a nawet próbami narzucenia feudalnej zależności. Za II Rzeczpospolitej bywało, że stosując zasadę zbiorowej odpowiedzialności ukraińskich wieśniaków, w środku zimy, pod policyjnymi pałkami pędzono przez Zbrucz. Zapomina się o zasługach wojsk Petlury w wojnie polsko-bolszewickiej, choć strzelcy siczowi odegrali w niej ważną rolę. Byli naszymi sojusznikami, nie szczędzili krwi, gdy w 1920 walczyli wraz z naszymi ojcami ramię w ramię. I jeśli nawet pokój zawarty z Sowietami w Rydze nie był wobec Ukraińców jednoznaczną zdradą, to nie był też z naszej strony popisem szlachetności.
Pamiętać też jednak trzeba, że w dobie staropolskiej grzeszyli nie tylko Polacy. Agresje Imperium Osmańskiego bywały reakcjami na kozackie wyprawy łupieskie, boleśnie dotykające nawet Turków ze stołecznego Stambułu. Także w świetle dzisiejszych międzynarodowych konwencji ? dawały one obcemu mocarstwu prawo do zaatakowania Polski, gdyż inicjalne, kozackie napady następowały z terenu Rzeczypospolitej.
Dopóki milczy Ukraina jest wypowiedzią o dużym ładunku empatii. Autorka zauważa, że nasi pobratymcy mieli w swej przeszłości jeszcze mniej szczęścia, niż my i popełniali równie tragiczne w skutkach błędy. W 1654 r., decydując się na związek z Rosją, wykonali krok w kierunku ucisku o nieznanej im wcześniej skali i de facto ? nieomal narodowego samobójstwa. W XIX w. doczekali się rusyfikacji w wydaniu bardziej bezwzględnym od kursu zmierzającego do wyniszczenia polskości. Zaznali zakazu druku w języku ojczystym czegokolwiek, nawet literatury opiewającej wielkość Rosji. Pod koniec pierwszej wojny światowej nie zdołali wykrzesać z siebie sił niezbędnych do utworzenia własnej państwowości. W czasie drugiej ? część Ukraińców zhańbiła się udziałem w zbrodniczych i bezmyślnie kolaborujących z hitlerowcami organizacjach OUN czy UPA.
Ciemną stroną dzisiejszej Ukrainy jest budowanie narodowej tożsamości w oparciu o przeszłość formacji, które zapisały się w historii przede wszystkim potwornymi rzeziami ? męczeńską śmiercią co najmniej 120 tys. Polaków. Ukraina znajdowała się pod okupacją niemiecką i zagrażał jej powrót dominacji sowieckiej. Siepacze Bandery swój oręż wymierzyli jednak głównie przeciw polskim rodzinom, których Stalin nie zdążył wywieźć na Syberię. Za jakie zasługi stawia się dziś pomniki Stepanowi Banderze? Za taki właśnie polityczny pomyślunek czy za dziesiątki tysięcy porąbanych siekierami dzieci? Już od lat czterdziestych budowany jest jednak całkowicie inny i niemający żadnego związku z rzeczywistością mit przywódcy ukraińskich nacjonalistów. Zadbała o to potężna kanadyjska diaspora, której medialna ekspansja jest zupełnie niewspółmierna do działań naszej Polonii. Potępiając akcję "Wisła", argumentów dostarczył też polski Senat. Deportacja mieszkańców Bieszczad, w porównaniu z terrorem upowców, była represją o skali nieskończenie mniejszej. Znów to jednak Polska przeprasza, choć to ona jest ofiarą i znów przeprosiny te nie służą żadnemu dobremu celowi. Przeciwnie ? są konsekwentnie wykorzystywane jako dowód rzekomej winy. Nie służą pojednaniu, ale budowie następnych pięter historycznego fałszerstwa ? nagłaśnianego kolejnymi, produkowanymi w Ameryce serialami, ukazującymi rzekome polskie zbrodnie i całkowicie przemilczającymi masakry, dokonane przez OUN i UPA przy użyciu skrajnie okrutnych metod, w masowej skali i w zorganizowany sposób. Jesteśmy dziś świadkami prób postawienia, również przez polskich polityków, znaku równości między działaniami broniących życia swych rodzin Polaków i banderowców. De facto Polska ugina się dziś też przed żądaniami stawiania pomników członkom formacji, które drogą rzezi na cywilnej ludności wyrąbywały "samostojatielną Ukrainę" pod Przemyślem i Sanokiem.
Zbliżenie z południowo-wschodnim sąsiadem jest bardzo potrzebne. Nie zbudujemy jednak prawdziwej przyjaźni drogą akceptacji do cna zakłamanej wersji tragicznych zdarzeń z lat ostatniej wojny. Niczego dobrego nie osiągniemy godząc się na gloryfikację oprawców i depcząc pamięć rzeczywistych ofiar. W znacznej mierze Ukraina błądzi dziś, budując swą tożsamość na gruzach sowieckiego imperium, pośród poplątanych i nie zawsze chwalebnych ścieżek przeszłości. Może nie trzeba naszych pobratymców ponaglać do przyjmowania oczywistej a bolesnej prawdy? Może potrzebny jest wytrwały i spokojny dialog, który powinien trwać jeszcze długie dziesięciolecia? Czas ten nie musi być stracony dla wspólnych działań gospodarczych czy politycznych. Świadectwa przeszłości są wstrząsające ? wśród rodaków sprawców zbrodni powodują reakcję wyparcia. We wspomnieniach ocalałych Polaków jakże często przewija się jednak motyw tych Ukraińców, którzy z narażeniem życia nieśli przeznaczonym do zagłady polskim rodzinom ostrzeżenie i pomoc. I wreszcie zawsze podkreślać trzeba, że OUN i UPA to tylko część ukraińskiej przeszłości. Trzeba pamiętać o niej, ale też o innej ? wspólnej obronie przed bolszewicką nawałą w 1920 czy choćby o bitwie pod Chocimiem, kiedy to gdybyśmy nie mieli Kozaków u swego boku ? mogłoby być z nami krucho. Niech znana będzie dobra i zła przeszłość. Obawy o możliwość budowy mostów, pomimo świadomości ciężkich win, Polacy rozwiali już dwa lata temu, kiedy nikt rodzącej się nad Dnieprem wolności nie poparł tak powszechnie, szczerze i bezwarunkowo, jak my.

Anna Strońska, Dopóki milczy Ukraina, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2006
Artur Adamski
Wyświetlony 2802 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.