wtorek, 29 czerwiec 2010 17:14

Filantrop i filozof

Napisane przez

Każdy bogaty powinien dążyć do tego, aby umieszczono mu na nagrobku napis taki, jaki istnieje na nagrobku Pitta ? żył bez wystawności, umarł biedny ? napisał w swej książce "Jak zostać bogatym?" Andrew Carnegie, bogacz i filantrop, który na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w historii Ameryki i biznesu.

 

W Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sčvres pod Paryżem znajduje się irydowo-platynowy wzorzec metra, co do którego są poważne wątpliwości, czy dokładnie odpowiada definicji metra. Jednak w przypadku pewnego Szkota, który w roku 1848 przebył z ojcem i matką podróż przez ocean w poszukiwaniu lepszego życia i został najbogatszym człowiekiem w Ameryce i na świecie, nie ma żadnych wątpliwości: jest on wzorcem człowieka sukcesu, wzorcem self-made-mana, a do tego wzorem filantropa, który myśli nie tylko, jak bogactwo rozmnożyć, ale i jak sprawiedliwie je podzielić.

Szkot w Ameryce

25 listopada 1835 roku przychodzi na świat w Dunfermline niejaki Andrew Carnegie, syn Williama (związanego z czartystami) i Margaret. Jego ojciec posiada cztery warsztaty tkackie. Rodzina ta ma pecha, gdyż mechanizacja tkactwa pociąga za sobą plajtę tych warsztatów. Pecha, a może wręcz odwrotnie: szczęście? Przecież Carnegie napisze później w eseju "Jak używać bogactwa?", cytując prezydenta Garfielda, że najbogatszym dziedzictwem, do jakiego młody człowiek może być przeznaczony, jest ubóstwo, wskazując, że to właśnie bieda jest najlepszym motorem napędzającym przedsiębiorcze działania człowieka. Za chlebem wyjeżdża więc na nowy, wielki i bogacący się kontynent, o którym wszyscy mówią jak o Ziemi Obiecanej.
Na początku mały Andy pracuje za dolara i 25 centów tygodniowo w przędzalni. Nie bez powodu napisze później w eseju "Droga do powodzenia w interesie", że zawsze najlepiej, gdy młodzi ludzie zaczynają od początku, tj. od zajęć najniższych, gdyż to hartuje ich na drodze do powodzenia materialnego, a jednocześnie w przyszłości sprawi, że np. jako właściciele przedsiębiorstwa nie będą mieli oporów przed zamiataniem podłogi we własnej firmie.
Jednak los uśmiecha się do niego i znajduje pracę w fabryce przyrządów telegraficznych. Następnie zdobywa stanowisko chłopca roznoszącego depesze i tak bardzo chce utrzymać się na tym, lepiej płatnym stanowisku, że uczy się na pamięć całego przewodnika adresowego Pittsburgha, by docierać na miejsce szybciej niż konkurenci.
Przełożeni dostrzegają jego chęć do pracy i do samokształcenia ? zostaje telegrafistą. Szczęśliwy zbieg okoliczności powoduje, że podczas pracy obserwuje go Tomasz Scott, potentat Kolei Pensylwańskiej, i oferuje mu podobne stanowisko pracy u siebie w firmie za niebagatelną sumę 35 dolarów miesięcznie. Ten sam człowiek namówi Carnegiego w 1856 r. do pierwszej poważnej inwestycji w życiu: do zainwestowania 500 dolarów w Towarzystwo Ekspresowe Adamsa, zajmujące się dostarczaniem dużych przesyłek pocztowych. Od tamtej pory Carnegie inwestował w udziały i akcje, które np. w roku 1863 przyniosły mu aż 42 tys. dolarów dywidendy (dla porównania: prezydent Stanów Zjednoczonych zarabiał wtedy 25 tys. rocznie)!
Tuż po zakończeniu wojny secesyjnej, podczas której Carnegie był zarządcą linii telegraficznej po stronie unionistów, ubija interes z niejakim Woodruffem, który przedstawił mu intrygujący projekt wagonów sypialnych. Pierwsze na świecie wagony z łóżkami w środku miała więc kolej pensylwańska za sprawą Carnegiego.
Kolejnym interesem Carnegiego było wejście do spółki i zakupienie źródła nafty za 40 tys. dolarów. Był to złoty interes, gdyż po kilku latach sprzedano ją za 5 milionów dolarów.
Za pieniądze uzyskane z tej transakcji założył w 1864 r. fabrykę mostów żelaznych w Homestead. Interes szedł tak dobrze, że gdy sprzedawał firmę Carnegie Steel trustowi fabrykantów żelaza i stali pod wodzą J.P. Morgana, uzyskał za nią 480 milionów dolarów. Nic dziwnego, skoro wytwarzała 1/4 stali na kontynencie, a o 650 tys. ton więcej niż cała Wielka Brytania!
Była to w tamtych latach tak ogromna kwota, że Carnegie do końca życia mógł pławić się w luksusie, nie podejmując żadnej pracy ani specjalnie nie dbając o pomnażanie majątku.

Filantrop z Ameryki
Wielu, posiadając taki majątek, myślałoby tylko o tym, jak by go pomnożyć (ci bardziej rezolutni) lub jak wydać go na przyjemności (hedoniści i lekkoduchy). Jednak Andrew Carnegie był człowiekiem w każdym calu niezwykłym i wybrał rozwiązanie chyba najmniej popularne: rozpoczął działalność charytatywną i filantropijną, gdyż, jak sam pisał, Bogactwo powinno być traktowane jako święty depozyt, zarządzany przez pracodawcę, do rąk którego spływa ku najwyższemu dobru ludu.
Carnegie w eseju "Jak używać bogactwa?" wskazuje, że milionerzy szkodzą swoim dzieciom, zostawiając im ogromne majątki, a także popełniają błąd, jeśli zapisują pieniądze w spadku instytucjom, gdyż kapitał ten może zostać potem zmarnotrawiony. Radzi: Milioner powinien wiedzieć, że jedynym sposobem wytworzenia pożytku trwałego przez rozdawnictwo wielkich sum jest czuwanie nad ich rozdawnictwem tak, jak czuwał nad ich zgromadzeniem.
Sam tak robił. Za życia rozdał 9/10 swego majątku. Najchętniej finansował biblioteki, gdyż wychodził z założenia, że dostęp do wiedzy ukrytej w książkach powinien być powszechny i bezpłatny tak, by najzdolniejsi z najbiedniejszych mieli szanse podnieść się o własnych siłach. Pod koniec XIX wieku było w USA zaledwie 900 bibliotek. W 1899 r. ofiarował więc 25 mln dolarów na założenie bibliotek w 21 miastach Stanów Zjednoczonych, w 1900 roku 1 mln dolarów na bibliotekę w Nowym Jorku. Łącznie wybudowano za jego pieniądze 2811 takich obiektów.
Wybudował też muzeum, bibliotekę i salę konferencyjno-widowiskową w Pittsburghu za łączną sumę 1 mln dolarów, a za kolejne 10 milionów założył Uniwersytet w Edynburgu, ale jego sponsoring był obwarowany pewnym warunkiem: studenci zawsze mieli się na nim uczyć za darmo. Był też głównym sponsorem budowy słynnej Carnegie Hall w Nowym Jorku.
Do dziś świetnie działają założone przez niego fundacje: U.S. Steel & Carnegie Pension Fund, Teacher's Insurance and Annuity Association-College Retirement Equities Fund oraz słynna na cały świat Carnegie Corporation of New York, dofinsansowująca najzdolniejszych studentów i naukowców z Ameryki i państw Commonwealthu.
Oprócz bibliotek i fundacji "konikiem" Carnegie'ego były też... kościelne organy, których ufundował gigantyczną liczbę: dokładnie 7 689!
(?)
Piotr Rosik


 

Wyświetlony 2900 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.