Wydrukuj tę stronę
wtorek, 29 czerwiec 2010 17:32

Palenie albo wolność - wybór należy do ciebie

Napisane przez

Co prawda sytuacja nie jest może aż tak dramatyczna, jak sugeruje tytuł, ale w pewnym sensie sprawy zaszły na tyle daleko, że warto zastanowić się chwilę nad najnowszym projektem ustawy, powstającym pod okiem ministra zdrowia. Chodzi oczywiście o restrykcyjne przepisy wymierzone w palaczy, zgodnie z którymi palenie będzie zabronione już nie tylko w pociągach, restauracjach czy centrach handlowych, ale nawet we własnym samochodzie (jeśli będą w nim niepalący pasażerowie)!

 

Argumentacja pomysłodawców zmian w prawie jest prosta. Po pierwsze, podobno domaga się od nas tego Unia Europejska. Krucjata antynikotynowa szaleje już na całego w wielu państwach na Zachodzie i my musimy się do nich potulnie dostosować. Stwierdzenie takie brzmi dość zabawnie ? szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że projekt ochoczo poparli eurosceptycy z Prawa-i- NiebędzieNiemiecplułnamwtwarz-Sprawiedliwości ? ale warto było je przytoczyć chociażby dla tych, którzy wciąż wierzą, że priorytetowym celem Unii Europejskiej jest promowanie wolności gospodarowania. Wszak nie powinno być wątpliwości, że nowe zakazy uderzą przede wszystkim w prawo przedsiębiorców ? np. właścicieli pubów i restauracji ? do dysponowania swoją własnością. Odtąd bowiem ? z powodu arbitralnej decyzji ustawodawcy ? w prowadzonych przez nich lokalach nie będzie już można palić. Co ciekawe, rygorystycznych przepisów nie będzie można ominąć nawet przez utworzenie lokalu wyłącznie dla palących, gdyż wówczas szkody nie wyrządzałoby się już wprawdzie samym klientom (palaczom), ale za to kelnerom czy barmanom, którzy mogliby sobie nie życzyć przebywania przez kilkanaście godzin w zadymionym pomieszczeniu. Dlaczegóżby więc po prostu nie zatrudnić palącej obsługi? Figa! Na to nie można sobie pozwolić, bo byłaby to dyskryminacja (a czy zatrudnianie na prezesa banku odpowiednio wykwalifikowanego dyrektora też jest dyskryminacją tych mniej wykwalifikowanych?). Swoją drogą ciekawe, że dyskryminacja ? czyli według słownika: prześladowanie poszczególnych osób lub grup społecznych ? dotyczy tylko niepalących i nieposiadających knajp, a nie np. palaczy i właścicieli pubów. No ale czemu tu się właściwie dziwić ? zakaz palenia wyszedł z tej samej instytucji, która chciała regulować wielkość pomidorów...

Drugi argument za ograniczeniem palenia jest nieco bardziej wysublimowany. Chodzi mianowicie o to, że ? i tu wielka niespodzianka! ? palenie szkodzi. Wdychanie substancji smolistych może wywołać raka, którego leczenie wiąże się z ogromnymi kosztami, pokrywanymi z kasy państwa. Argument ten mógłby więc właściwie brzmieć tak: obywatelom nie wolno palić (czynnie ani biernie), bo potem chorują i państwo musi ich leczyć, a to przecież kosztuje. Cóż, jednego politykom odmówić nie można: mogą nie mieć matury z matematyki i nie potrafić sklecić sensownie jednego zdania w języku ojczystym, ale liczenie pieniędzy opanowali niemal do perfekcji (paradoksalnie chyba tylko to nas chroni przed całkowitą prohibicją nikotynową, która zredukowałaby do zera państwowe przychody z papierosowej akcyzy). Tylko cóż nam, biednym obywatelom, z tej ich arytmetycznej biegłości? Antypapierosową kampanię zapewne skalkulowali tak, żeby wyjść "na swoje", ale sposób jej uzasadnienia wyraźnie zdradza albo wyjątkowe wyrachowanie, albo niebywałą głupotę.
Pozornie wszystko wydaje się oczywiste: państwo bierze na siebie odpowiedzialność finansową za zdrowie obywateli, więc ma prawo wymagać, aby ci nie narażali go bez potrzeby. Jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo cóż miałoby znaczyć owo tajemnicze "bez potrzeby"? Niby wszyscy wiedzą, że złamanie kręgosłupa po skoku z trzeciego piętra wykonanym po to, by sprawdzić, jak długo będzie się leciało, to nie to samo co białaczka, ale przecież życie pisze rozmaite scenariusze. Czy na przykład otyły i prowadzący siedzący tryb życia menedżer naraża swoje zdrowie bardziej niepotrzebnie niż górnik? Wydawać by się mogło, że menedżer mógłby wykonywać swoją pracę straciwszy parę kilogramów i poprawiwszy kondycję fizyczną, więc to on właśnie niepotrzebnie nadweręża swoje zdrowie. No ale przecież także górnik mógłby uczynić swoją pracę znacznie bezpieczniejszą, nawet prozdrowotną, tyle tylko, że kosztowałoby to z pewnością majątek ? dokładnie tak samo jak dodatkowym kosztem byłoby odchudzanie się dla managera. Wniosek z tego jeden: trudno powiedzieć, co jest, a co nie jest narażaniem zdrowia "bez potrzeby".
Wiadomo przy tym na pewno, że zdrowie naraża się na szwank przez palenie. Z pewnością jednak nie tylko przez to. Inne przykłady nasuwają się zresztą same: jedzenie pączków, hamburgerów i pizzy oraz picie alkoholu i coca-coli, zarywanie nocy, oglądanie w telewizji polskich polityków, wychodzenie w dziesięciostopniowy mróz z domu bez czapki, czytanie przy kiepskim świetle, a także ? pardon wszystkich Ślązaków ? mieszkanie w Katowicach. W związku z tym, jeśli sprawy dalej będą szły w kierunku, w jakim idą teraz, należałoby oczekiwać, że złe odżywianie się, zarywanie nocy, mieszkanie w Katowicach i wiele, wiele innych czynności lub stanów może zostać niebawem zakazanych ze względu na pogarszanie stanu zdrowia obywateli, o który przecież troszczy się państwo. Ale i to zapewne nie rozwiązałoby problemu. Tylko patrzeć, jak niewdzięczni obywatele odkrywaliby kolejne niezdrowe sposoby na życie i z lubością bezczelnie im się oddawali. W takiej sytuacji państwu pozostałoby chyba tylko pozamykać obywateli w specjalnych kombinezonach, podłączonych do rozmaitych przewodów i kroplówek, w których bezpieczni, odseparowani od siebie ludzie wiedliby swoje sterylne, nienagannie zdrowe żywoty. To byłby dopiero Nowy Wspaniały Świat!
(?)
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 5763 razy
Juliusz Jabłecki

Najnowsze od Juliusz Jabłecki

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.