sobota, 31 lipiec 2010 11:19

Ku przyszłości

Napisał

Jak się okazuje, najpoważniejszym problemem w okresie przedkanikułowym okazali się maszerujący pederaści, a dokładnie reprezentująca ich rzekomo frakcja określająca się mianem "gejów", czyli wesołych chłopaczków.

Tzw. problem gejowski przyćmił wszystkie inne kontrowersyjne tematy, z Kodem Da Vinci włącznie, i tylko patrzeć, jak jego kontynuacja w sezonie ogórkowym wyprze poczciwe, tradycyjne tematy w rodzaju potwora z Loch-Ness czy kobiety zgwałconej przez kosmitów. Zwłaszcza że całe to gejowanie powoli wpisuje się w naszą tradycję, rzecz jasna świecką, choć w sposób zapewne odległy od intencji samych zainteresowanych. Wychodzi bowiem na to, że wysyp gejów stanie się nową, postępową oznaką nadchodzącego lata. Tak jak spadające liście zapowiadają jesień, pierwsze śniegi ? zimę, a przylot bocianów ? wiosnę, tak też od ubiegłego roku i pamiętnej zakazanej parady w Warszawie wiadomo już, że kiedy geje wylegają na ulice (albo wylegania się domagają), rychło przyjdzie lato. W związku z tym jacyś zaangażowani poeci ? a dziś prawie wszyscy są zaangażowani, bo co warte wiersze o kwiatkach czy chmurkach ? powinni zająć się tworzeniem ludowych przysłów, które by ten przyrodniczy fenomen opisały. Odtąd starzy górale mogliby do swojej skarbnicy mądrości dołączyć nowe porzekadła, które stanowiłyby namacalny dowód, że we froncie walki o postęp zajmujemy czołowe miejsce. I zamiast reakcyjnego powiedzenia: Gdy na dzwony wielkanocne pada, suchość nam przez całe lato włada, mówiłoby się, na przykład: Frunie gejów stado, już niedługo lato albo Fruną geje z Niemiec, chłodny będzie czerwiec czy też Gejów tłum na mieście, lato przyjdzie wcześnie bądź Geje paradują, widać lato czują. W tej sytuacji nie tylko nie będziemy już narażeni na karcące spojrzenia Europy, ale staniemy się dla niej wzorem, jako pierwszy kraj, który wprowadził gejowe przysłowia. Zresztą temat ten można rozwijać i śmiało uprawiać postępowe przysłowiotwórstwo, gdyż biorąc pod uwagę nieuchronność postępu, wiadomo, że na gejach się nie skończy. W kolejce po tolerancję czekają już inne orientacje, z których o wielu nie śniło się filozofom.

Jeśli już przy Europie jesteśmy, warto zauważyć, że w tym roku elita europejskiej pederastii postanowiła wysłać swoich reprezentantów na warszawskie paradowanie w celu zacieśnienia rozwiązłych więzów i poparcia jedynego słusznego programu tolerancji dla "inności". Najwięcej popieraczy dojechało z Niemiec, państwa słynącego od wieków z tolerancji, które może uchodzić za wzór tego, jak krzywo nie patrzeć na bliźniego. Tę nadreprezentację germańskiego gejostwa nietrudno wytłumaczyć: po pierwsze, mieli najbliżej, po drugie, musieli na pewien czas ewakuować się z ojczyzny, którą, z okazji mundialu, nawiedziły dziesiątki tysięcy polskich homofobów. Należy jednak dostrzec głębsze przyczyny tego polsko-niemieckiego homoseksualnego sojuszu ponad podziałami. Otóż w kręgach lewicy wszelkich frakcji powtarza się jak zaklęcie hasło, że Roman Giertych i jego kumple to "faszyści", "naziści" i w prostej linii kontynuatorzy Hitlera. Takie opinie można oczywiście zbyć wzruszeniem ramion, dla lewicowca bowiem faszystą jest każdy, kto ma inne niż on poglądy, a tego typu reakcje mają długą tradycję ? czyż to nie Ziutek słoneczko jako jeden z pierwszych wzywał do rozprawienia się z faszyzmem i imperializmem? Jednak w tym wypadku na głosy o faszystowskim pochodzeniu LPR można spojrzeć inaczej. Bo jeśli Giertych i inni są spadkobiercami Hitlera, to Biedroń i reszta ani chybi kontynuują linię Ernsta Röhma i jego blondwłosych kochasiów z SA. Nic więc dziwnego, że na wszelki wypadek chcą oddalić od siebie kolejną noc długich noży. Kto wie, czy właśnie tak na to nie należałoby spojrzeć, a wówczas spór między LPR a gejami okazałby się pospolitą kłótnią w jednej socjalistycznej rodzinie, gdzie jedna z frakcji miałaby skrzywienie internacjonalistyczne, a druga odchylenie narodowe.
Kiedy więc narodowi socjaliści zapowiedzieli "pałowanie", internacjonaliści narobili szumu w parlamencie europejskim, który w krótkim czasie podjął decyzję o wysmażeniu jakiejś uchwały potępiającej całe to zło. Ponieważ, jak twierdzą niektórzy, geje i podobni im poszukiwacze ciekawostek, stali się dla współczesnej lewicy substytutem proletariatu, można podejrzewać, że Bruksela odgrywać odtąd będzie rolę zastępczej Moskwy, z której rozlewać będzie się po świecie fala tęczowego socjalizmu. Co prawda, zastąpienie prola homoseksualistą wymaga zastosowania przez mózgi lewicy pewnych teoretycznych łamańców uzasadniających całą tę hecę, ale z tym akurat nie powinno być problemu. Lewicowi mędrcy nie takich cudów dokonywali. Sporo z nich w krótkim czasie zdążyło już być stalinistami i antystalinistami, dogmatycznymi marksistami i antydogmatycznymi postmodernistami, niektórzy nawet próbowali krzyżować marksizm z liberalną demokracją, więc podstawienie jednej "mniejszości" za drugą nie powinno sprawić im specjalnych kłopotów, zwłaszcza że ich wyznawcy i tak wierzą im na słowo jako "autorytetom". A z autorytetami jest tak jak z wódką: wódki ci u nas dostatek ? i dla ojców i dla matek. Poza tym czego właściwie lewica miałaby się dziś chwytać? O społeczeństwo bezklasowe mogą walczyć jeszcze jakieś naiwne dzieciaki podpuszczane przez antyglobalistów, ale pielęgnujący tłuste brzuchy przedstawiciele lewicowego establishmentu dawno w te bajki nie wierzą, chodzi tutaj bowiem o to, co zawsze: o władzę i kasę. Całe to gadanie o równości i wolności można rozbić o kant stołu, podobnie jak prodemokratyczne tyrady. Od czasów Lenina niewiele się zmieniło: ciemne masy mają fałszywą świadomość a prawda jest w posiadaniu Partii. Dziś Partia stawia na mniejszości seksualne, wie dobrze bowiem, że aby zdobyć rząd dusz, trzeba wzbudzić w ludziach dwa uczucia: złość i współczucie. A czy może złościć się amerykański robotnik, popijający piwo we własnym domu na przedmieściach bądź lecący na wakacje na Hawajach? Już Marcuse to przewidział. Z proli pożytku nie będzie. Czy mogą budzić współczucie? Żeby im jeszcze maszyny ręce odrywały, a dzieci umierały stadnie w czworakach, no... wtedy... może jakiś inteligent w rodzaju Żeromskiego otarłby ukradkiem łzę i pomyślał o szklanej chacie. Ale dziś ? nie ma mowy. Co innego mniejszości seksualne, które, jak się dowiadujemy, są prześladowane i dyskryminowane. Złość i współczucie w jednym. Pojechać na nich do władzy nie jest głupim pomysłem, trzeba tylko ludziom wmówić, że coś takiego jak "mniejszość seksualna" rzeczywiście istnieje, jest prześladowana i od jej wyzwolenia należy szczęście i dobrobyt całej ludzkości (a może i wszystkich organizmów żywych). Ciekawe kiedy geje, tak jak wcześniej robotnicy, zorientują się, że nie są celem, lecz jedynie środkiem do celu.
(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 4172 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.