sobota, 31 lipiec 2010 11:33

Mundo Sovietici - albo rządy agentury

Napisane przez

Działanie agentów w obcym obozie jest najbardziej sensacyjnym elementem polityki. Ale także z czysto intelektualnego punktu widzenia frapujący jest fenomen jednostki, która tylko mocą intelektu i własnej osobowości zdobywa przewagę nad nagą siłą wroga. Najstarsza znana historia pojedynczej osoby, która zmieniła bieg polityki, to ? obchodzony jako święto Jom Kippur ? wyczyn Esthery, faworyty króla Babilonu, zamierzającego wytracić Żydów. Przekonała ona władcę, by odstąpił od swych planów i zwróciła jego gniew przeciw pierwszemu antysemicie: Hamanowi (Co ciekawe, także Haman pełnił tu rolę takiego samodzielnego "agenta" ? chciał się bowiem zemścić za swoich rodaków Amalekitów, niegdyś eksterminowanych przez Judejczyków na rozkaz ich groźnego Jahwe).

 

"Agent" to potocznie także szpieg, winniśmy więc od razu rozróżnić, że nie będziemy się tu zajmować wywiadowcami wojskowymi, choć niektórym zdarzało się odegrać przełomową rolę w historii ? wystarczy tylko wspomnieć dwóch Ryszardów: Sorgego i Kuklińskiego. Także polityczni wywiadowcy przerzuceni za granicę (często nie do odróżnienia od wojskowych) nie będą nas tu zajmować ? także z tego powodu, że znaczenie danych wywiadowczych zależy zawsze od ich odbiorcy. Wywiad sowiecki w czasie II wojny światowej był świetny, ale przyczynił się do klęsk w 1941 r., gdyż informacje, że Hitler i jego fagasy (Jodl i Keitel) nie poczynili żadnych przygotowań do kampanii zimowej przekonały Stalina, że Niemcy nie planują ataku. Zbyt nonszalanckie podejście Pentagonu do meldunków tajnych służb walnie przyczyniło się do Pearl Harbour. Wielkie sukcesy wywiadu polskiego podczas tej wojny nie przydały się Polsce na nic, bo były przekazywane władzom brytyjskim, gdzie przyjaciół sprawy polskiej po 1941 r. praktycznie nie było. Jak pisze Jan Nowak-Jeziorański: Brytyjskie służby wywiadowcze widziały w Polakach niebezpiecznego rywala w tytule do zasług. Dopływ informacji od polskich agentów był bowiem nieproporcjonalnie wielki w stosunku do tych, jakie dostarczał wywiad Anglii. W świetle dostępnych dokumentów nie ulega wątpliwości, że archiwa polskiego wkładu do zwycięstwa nad Niemcami zniszczono przez Anglików celowo i w taki sposób, by nie pozostał po nich żaden ślad1.

Agentami byli nierzadko wybitni pisarze, artyści i naukowcy: z racji kontaktów mieli większe niż inni możliwości zbierania informacji, a jednocześnie żywy umysł i głód mocnych wrażeń skłaniały ich do przyjęcia takiej misji. Rubens, Wolter, Beumarchais ? to tylko największe nazwiska. W XVIII w. zresztą trudno o ścisłą definicję agenta; można powiedzieć, że Wolter i Diderot, w zamian za prezenty od Katarzyny II usprawiedliwiający jej politykę, sami z siebie uważali, że Polska i Litwa to kraje pogrążone w anarchii, którym przyda się oświecony absolutyzm ? byli więc agentami jedynie "okazyjnie". Beumarchais oczekiwał pieniędzy w zamian za swoje bezcenne przysługi dla zbuntowanego Kongresu w Filadelfii, ale ponieważ szczerze sprzyjał sprawie wolności Stanów, nie domagał się ich zbyt uparcie ? i w rezultacie ich nie otrzymał. Jeszcze bardziej skomplikowana jest sprawa z arystokratami polskimi służącymi carycy. Niektórzy (ci najgłupsi) wierzyli, że reformy są szkodliwe dla Rzeczypospolitej; inni, jak Stanisław August, brali pieniądze, ale szarpali się na tej smyczy i dwór w Petersburgu nie miał do nich zaufania.
To stulecie nie wykształciło jeszcze w pełni uczuć narodowych, a ponieważ najdroższa agentura i tak była tańsza od najkrótszej wojny, więc wszystkie dwory opłacały swoje jawne stronnictwa w cudzych stolicach. Podobnie było w sporach wewnętrznych. Kpt. Choderlos Laclos, autor "Niebezpiecznych związków", był sekretarzem ks. Filipa Orleańskiego, stryjecznego brata Ludwika XVI. Książę, marząc o koronie, zgodził się, by Laclos sfinansował "spontaniczne" wywiezienie przez lud pary królewskiej z Wersalu i zamknięcie jej w Tuileries. Był to kres monarchii absolutnej.
Ale wiek XIX przyniósł tu przemianę. Romantyzm domagał się szczerości: sprzedający się po kolei wszystkim Talleyrand stał się obiektem wzgardy, choć bardzo przysłużył się Francji na Kongresie Wiedeńskim. Z drugiej strony tajemniczość i niebezpieczeństwo łączące się ze szpiegostwem wojskowym frapowały romantyków ? uważa się, że powieść amerykańska zaczyna się wraz z "Pilotem" Jamesa Fenimore Coopera: opowieści o agencie amerykańskim działającym wśród Brytyjczyków. Sam autor także był postacią jakby z powieści: mało kto wie, że wybrał się do Polski w czasie Powstania Listopadowego i był lekarzem w powstańczym szpitalu.
To naturalnie nie znaczy, by inni romantycy byli równie konsekwentni. Mickiewicz po trzech miesiącach raczej luksusowego więzienia podpisał zgodę na współpracę z Ochraną i wyjechał robić karierę w salonach Petersburga. Skąd właściwie miał środki na to wygodne życie, jak to się stało, że cenzura przepuściła "Konrada Wallenroda", za co potem podróżował po Europie ? historycy jakoś nie dociekali. W tym wypadku poeta przechytrzył swoich nadzorców, bo "Wallenrod" pozwolił wielu młodym czytelnikom zachować poczucie polskości mimo służby u obcych ? zresztą trudno powiedzieć, jaki Rosjanie mogli mieć pożytek z autora "Dziadów", "Reduty Ordona" i "Do Matki Polki". Co prawda, potem nastąpił paruletni epizod więzi z Andrzejem Towiańskim, na 95% agentem III Oddziału Kancelarii Cesarskiej ? ale adherenci Towiańskiego prawie natychmiast stracili wpływy polityczne.
W Odessie Mickiewicz przeżył krótki namiętny romans z kobietą, której znaczenie dla władz było bez porównania większe: Karoliną Sobańską, złowrogą agentką, która zinfiltrowała i rozbiła aż dwie (!) polskie organizacje konspiracyjne. Z portretów, jakie zostawili ci, co ją znali, wyłania się jednak nie postać demoniczna, a jedynie trochę próżna, trochę znudzona piękność ? która oczarowanych nią konspiratorów traktuje jak pionki lub naiwne kukiełki, gdyż po prostu nie rozumie uczuć wyższych niż dbałość o własną wygodę. W tej zasmucającej i zawstydzającej sprawie znalazła odbicie słaba strona romantyzmu; jego pubertalna tęsknota, by piękno ujawniło się w urodzie; by potrzeb estetycznych nie trzeba było porzucać dla pryncypiów etyki; by symbol był czymś więcej niż tylko symbolem...
Najgorsze, że to doświadczenie nie zostawiło śladu w "anielskiej duszy" Polaków. Sobańską zastąpił hr. Alfred Potocki vel Julian Bałaszewicz. Przez ćwierć wieku działał pośród emigracji (donosząc też dla Francuzów). Odegrał złowieszczą rolę w czasie Powstania Styczniowego, gdyż przez jego ręce przechodziła większość korespondencji z Rządem Narodowym: nie tylko przekazywał jej treść Rosjanom, ale fałszował listy, a nawet zlecenia i rozkazy! Zmarł jako osoba czcigodna... (Jego sekretarz Butkowski parę razy wygadał się – ale po pijanemu, więc nikt nie potraktował go serio).
___________
1 "Gwiazda Polarna", 28 VIII 1999.
(?)
Piotr Skórzynski

Wyświetlony 2743 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.