sobota, 31 lipiec 2010 12:55

Powiedzmy, Baltazar

Napisane przez

Oto dobry temat na powieść: znany pisarz zapada w milczenie, traci mowę na skutek choroby, czy też niechęci do świata.

Przestaje rozmawiać, traci też pamięć, znajomość języka, tożsamość, poniekąd zdolność bycia pisarzem. Znany był dotąd ze skłonności do udawania, szyderstwa, karykatury, do gry z innymi jako komediopisarz i satyryk. Czy to kolejna jego poza, gra czy rzeczywista choroba? Czy staje się naprawdę kimś innym, to znaczy milknie ten poprzedni, a pojawia się ktoś nowy, czy następuje jakaś przemiana, "umiera stary człowiek" rodzi się nowy, a zatem i tamto milczenie jest jakoś symboliczne, czy też to naprawdę choroba, "postępowy paraliż", dekompozycja postaci i osoby?
Ten pomysł powieściowy nie jest całkiem wyimaginowany, to poniekąd przypadek ostatniej książki Sławomira Mrożka. Ale jego książka to nie żadna fikcja literacka, tylko najbardziej realistyczny z jego utworów ? autobiografia. Zupełnie regularna autobiografia, przedstawiająca w porządku chronologicznym dzieciństwo, młodość i lata dojrzałe autora, wieś podkrakowską, z której pochodził, najbliższą rodzinę, lata wojny, szkołę w Krakowie, pierwsze lata PRL, początki kariery pisarskiej, pierwsze wyjazdy zagraniczne, wybór emigracji i pobyt na Zachodzie. Byłaby to całkiem zwyczajna autobiografia, gdyby nie okoliczności jej powstania i pewne, dość zagadkowe w niej momenty, wskazujące na inne jeszcze znaczenie tej książki. Nie powstała ona bowiem ze zwykłego zamiaru rekapitulacji przeszłości, naturalnej w pewnym wieku decyzji spisywania wspomnień, lecz właśnie z powodu choroby, która dotknęła Mrożka kilka lat temu, udaru mózgu, afazji, utraty pamięci, a więc i zdolności bycia pisarzem, tym, kim był dotąd. Po dłuższej i udanej terapii udało się jednak przezwyciężyć chorobę, a jednym ze sposobów leczenia było uczenie się na nowo języka, mowy, ćwiczenia pamięci przez spisywanie wspomnień, z czego powstała ta właśnie książka.
Pytanie jednak, kto ją właściwie napisał, czy to ten sam Mrożek, który był autorem "Policji", "Tanga", "Emigrantów"? Otóż autor zaznaczył w jednym miejscu, że jakiś czas po wydobyciu się z afazji miał sen, w którym nieznany głos powiedział mu, że odtąd będzie się nazywał Baltazar. Z tym nazwiskiem odbędzie daleką podróż i spełnią się jego wszystkie życzenia, pod warunkiem, że nie będzie używał poprzedniego nazwiska. Mamy tu wskazówkę, jak należy czytać tę książkę, a też sugestię zmiany stosunku autora do siebie. Przemawia z niej już nie Mrożek, a ktoś inny, zagadkowy Baltazar. Więc to nie Mrożek spisuje autobiografię, być może tamten Mrożek nigdy by jej nie napisał, to niejaki Baltazar pisze biografię znanego pisarza Sławomira Mrożka, pisarza, który wyszedł z podkrakowskiej wsi i zrobił światową karierę, ale pisarza, którego już nie ma. Obiit Mrożek, natus est Baltazar? Czy to imię pada przypadkowo, czy ma jakieś jednak znaczenie? Może to aluzja do biblijnego ostatniego króla Babilonu, który widział znaki końca jego królestwa, czy też nawiązanie do jednego z trzech króli, zmierzających do Betlejem, gdzie narodziła się nowa, "dobra nowina".
Można by podejrzewać autora znów o jakiś wybieg czy zabieg literacki, nową grę z czytelnikiem, gdyby nie faktyczna choroba i bliskość śmierci. Zbyt często Mrożek stawał ostatnio na granicy życia i śmierci, by powątpiewać teraz w szczerość jego słów, nie musi grać i udawać, nie musi być tym pisarzem, który zabiega o laury i chce się spełnić w oczach innych. Dochodzi do granicy, za którą jest się już rzeczywiście zupełnie kimś innym, za którą nie ma nic do powiedzenia.
W tej dwuznaczności postawy Mrożka i Baltazara wyraża się więc pewien paradoks ludzkiej egzystencji, na który człowiek nic nie może poradzić, paradoks istnienia i jego ciągłości, rozpoznawany zawsze zbyt późno, u kresu, przy jej zerwaniu, paradoks tożsamości i samowiedzy, jej kształt odbity w lustrze świadomości, w twarzach innych, w postaciach i maskach ludzi grających tak w życiu, jak w sztuce i teatrze.
Tematy całego pisarstwa Mrożka ? konwencjonalność, sztuczność różnych form i przejawów ludzkiego bycia w świecie, wśród innych ludzi, w zachowaniach społecznych, w instytucjach i rozmaitych strukturach, a także w ludzkich pojęciach i wyobrażeniach, w stanowionych zasadach i prawach. Mrożek był więc ostatnim pisarzem, który miałby powód szczerze napisać autobiografię. Ukrywał się przecież, kamuflował w swym pisarstwie, za swoimi postaciami, maskami, teatrem. Jednak życie skierowało go, widać, w stronę autentyzmu i szczerości, bez której trudno sobie wyobrazić prawdziwe pisarstwo. Gdyby nie choroba, choć zabrzmi to może zbyt prosto, nie napisałby zapewne tej autobiografii. Sam jednak wyraża tę myśl w końcu swej książki: Niespodziewanie "na pomoc" przyszła mi afazja. Podziałała na mnie jak samobójstwo, które się nie udało, ale pozostawiło nieznaczne ślady i nie można już ich usunąć. Ale ja, zmieniając nazwisko i podpisując się "Baltazar", przyznaję się otwarcie do niedoskonałości. Odtąd nie można mnie chwalić ani ganić za nic, co napisałem przed afazją, ponieważ tamten człowiek nie istnieje.
Jeśli serio potraktować jego słowa, to można tyle dodać, że dopiero teraz mógł Mrożek opowiedzieć o Mrożku bez skrępowania, dystansu, bez nadmiernych emocji i uwiązania wewnętrznego, obiektywnie obejrzeć się "chłodnym okiem", mówić o sobie jak o kimś innym, niemal obcym, zadziwiająco odległym od siebie sprzed lat. Dlatego, choć to opowieść z dystansem do siebie, jest to jednak rodzaj wyznania, choć jego przedmiotem nie są dzieje duszy, jej wzloty i upadki, a biografia całkiem zewnętrzna, zwyczajna, a nawet banalna, dzieje "bohatera swoich czasów", niemal anonimowe w swej typowości. Nie ma tam bowiem żadnych opisów wewnętrznego życia pisarza czy zwierzeń na temat twórczości. To surowy zapis wydarzeń jego wczesnej biografii, typowej dla pokolenia wchodzącego po wojnie w czas powstawania PRL, budowy systemu komunistycznego w Polsce, którego Mrożek był na początku biernym uczestnikiem i dopiero powoli, samodzielnie się z niego wydobywał, aż go odrzucił ostatecznie, decydując się na wyjazd z kraju. Opowieść Mrożka czy też Baltazara jest zdawkowa i oszczędna, autor nie rozwodzi się nad wydarzeniami, poprzestaje na wyborze najważniejszych: to sukces sztuki "Policja", który upewnia go w pisarskim powołaniu, odkrycie Zachodu, które daje mu poczucie wyzwolenia z absurdu systemu komunistycznego, ale i dystans do wielu spraw polskich. Tu najważniejsze są opisy jego pobytów we Francji, w Stanach Zjednoczonych, we Włoszech. Późniejsze życie Mrożka ujęte jest już bardzo skrótowo. Końcowe strony książki są już wyznaniem wprost, w ostatnim jej fragmencie autor mówi to, czego jeszcze nigdy dotąd nie powiedział. Brzmi to śmiertelnie poważnie, trudno mu zatem nie uwierzyć: Druga sprawa to moja przynależność do Polski. Cokolwiek jeszcze napiszę, nie będzie wątpliwości, że przynależę do Polski. A jeszcze niedawno bywało różnie. Przyzwyczajony do swobody i będąc w pełni sił, nie mogłem się oswoić z myślą, że Polska jest moim przeznaczeniem. A teraz mogę mówić i pisać tylko po polsku i odczuwam ulgę jak ktoś, kto po długiej wędrówce zawitał do domu rodzinnego.
Kto powraca do domu, cokolwiek by to znaczyło? Syn marnotrawny, Baltazar, Odyseusz, Bloom? Chyba jednak Sławomir Mrożek. Gra na tym skończona. Comoedia finita. D.O.M.

Sławomir Mrożek, Baltazar, Autobiografia, Noir sur Blanc, Warszawa 2006
Marek Klecel
Wyświetlony 3445 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.