sobota, 31 lipiec 2010 12:57

Scholastycy z Salamanki

Napisane przez

Dobra w rękach prywatnych będą pomnażane. Kiedy natomiast byłyby w powszechnym władaniu, całkiem coś przeciwnego byłoby prawdą. Dominik de Soto

 

Na ufundowanym w 1218 roku Uniwersytecie w Salamance zrodziła się w epoce późnych scholastyków nowożytna, naukowa myśl ekonomiczna. Począwszy od roku 1536, gdy dominikanin Franciszek de Vitoria zapoczątkował działalność scholastycznej szkoły salamanckiej, zajmowano się tam szczegółową analizą mechanizmów rynkowych i rolą państwa w gospodarce. W tekście tym postaram się przybliżyć najważniejsze tezy stawiane przez XVI- i XVII-wiecznych dominikanów i jezuitów.
Zacznijmy od teorii wartości ? jednego z fundamentów salamanckiej myśli ekonomicznej, będącego ogniwem łączącym hiszpańskich badaczy z tzw. szkołą austriacką. Wartość dobra nie zależy od jego natury, ale od oceny przypisywanej mu przez człowieka, nawet jeśli ta ocena jest głupia ? pisał dominikanin Jakub de Covarrubias y Leiva. Scholastycy uznawali, że wartość jakiegokolwiek dobra nie jest pochodną jego własności czy też nakładów poniesionych na produkcję i dystrybucję. Decyduje o niej to, jak traktują dany towar (lub usługę) konsumenci ? jest więc ona wynikiem indywidualnych impresji, co czyni ją czymś zupełnie subiektywnym.
Takie rozumienie wartości powoduje oczywisty opór wobec idei, wedle której jakakolwiek strona trzecia mogłaby narzucać ceny, wtrącać się w dobrowolną transakcję. De Vitoria pisał: gdzie jest wielu sprzedawców i kupców, nie powinno się brać pod uwagę natury rzeczy ani też kosztów jej powstania, (...) powinno się sprzedawać zgodnie z powszechną wyceną rynkową. Wtórował mu jezuita Ludwik de Molina: sprawiedliwa cena dowolnego towaru zależy zasadniczo od powszechnej oceny jego wartości przez ludzi mieszkających na danym terytorium. Kiedy jakieś dobro w pewnym regionie sprzedawane jest po jakiejś cenie, to cenę taką należy uznać jako zasadę i miarę wartości towaru. (...) Cenę uznajemy za sprawiedliwą lub niesprawiedliwą nie dlatego, że taka jest natura rzeczy, ale dlatego, że za daną cenę dobra mają zdolność zaspokajania potrzeb człowieka.
Scholastycy z Salamanki uważali, że twierdzenia o sprawiedliwej wycenie rynku nie tyczą się tylko dóbr materialnych. Uznali, że rynkowym prawom w równym stopniu poddane są relacje pracodawca-pracownik. W opozycji do poglądu dominującego w dzisiejszej nauce społecznej Kościoła, stali oni twardo na stanowisku, że praca jest towarem ? o jej wartości decyduje "nabywca". Jeżeli nie chcesz służyć za taką zapłatę, odejdź ? radził robotnikom dominikanin Dominik de Soto. Pisał też: nie może być niesprawiedliwości w sytuacji, kiedy obie strony godziły się na pracę w danych warunkach. Nie należy jednak oskarżać scholastyków o brak współczucia dla biednych. Rozumieli oni po prostu, że interwencja w prawa rynku, choćby motywowana najlepszymi chęciami, zawsze skończy się źle dla pracowników (jak np. praca minimalna powodująca bezrobocie). Szansę na poprawienie doli robotników widzieli hiszpańscy duchowni w niskich podatkach oraz popieraniu przedsiębiorczości i handlu. Wobec tych zaś, którzy do pracy byli niezdolni, zalecali osobiste, chrześcijańskie miłosierdzie (któremu do pomocy państwo wcale nie jest potrzebne).
Wspomniałem już na początku, że uczeni z Salamanki dużo uwagi poświęcali zagadnieniom związanym z funkcjonowaniem państwa. Jak wielką mądrość można dostrzec dziś, po tylu latach, w ich nawoływaniu do zbalansowania budżetu! Jezuita Jan de Mariana pisał: naszą główną troską musi być zbalansowanie przychodów z wydatkami, tak, aby państwo nie było uwikłane w większe zło z racji niemożności spłacenia zadłużenia. Jeśli wydatki Korony wzrastają przewyższając podatki, zło będzie nieuniknione. Dodawał również, że ratowanie budżetu powinno zaczynać się od zredukowania wszystkich zbytecznych wydatków i nałożenia umiarkowanych podatków. W podobnym tonie wypowiadał się de Soto: wielkie zagrożenia dla republiki wypływają z finansowego wyczerpania, ludność cierpi niedostatek i jest wielce uciskana poprzez codzienny wzrost podatków. W kwestii podatków wypowiadał się każdy chyba znaczący scholastyk hiszpański ? i wszystkie ich twierdzenia były ze sobą zgodne. Kapelan królewski, Piotr Fernandez Navarrete pisał: powodem biedy są wysokie podatki. W ciągłym lęku przed poborcami farmerzy wolą porzucić swą ziemię, aby uniknąć przykrości. (...) Ten, kto nakłada wysokie podatki, otrzymuje je od bardzo nielicznych. Najlepiej chyba podsumował wszystko Jakub de Saavedra Fajardo: władza jest szaleństwem i musi być opanowana poprzez ekonomiczną rozwagę.
(?)
Daniel Nogal
Wyświetlony 9545 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.