sobota, 31 lipiec 2010 13:28

Szmaragdowy sukces w Europie

Napisane przez

Gdy schłodzisz wodę poniżej zera, zamieni się w lód, który z kolei roztopi się po podgrzaniu. A powstała woda wyparuje, gdy temperatura przekroczy sto stopni. To czysta fizyka. Czy to kogoś dziwi? Analogiczne rzeczy występują w gospodarce. I dokładnie je widać, gdy, mając w pamięci polskie doświadczenia, wyjedzie się na wystarczająco długo tam, gdzie wolnego rynku jest więcej niż u nas. Na przykład do Irlandii. Bezrobocie 3%, niskie podatki i ubezpieczenia (niestety, przymusowe), ludzie raczej wydający niż oszczędzający pieniądze, cieszący się chwilą. Rodzina rozumiana konserwatywnie, z dziećmi, bez problemu starzejącego się społeczeństwa, uczniowie w szkołach w jednolitych mundurkach i...

Celowo przedstawiony obraz ma charakter mało naukowy. Bo taki ma być poniższy szkic. Precyzyjne wskaźniki ekonomiczne i obliczenia można znaleźć gdzie indziej. Tu zastanówmy się ? wcale nie bezkrytycznie ? dlaczego o Irlandii można by powiedzieć: wyjątek w socjalnej Europie. Ale bez udziwnionych nazw. Przecież mamy przed sobą kilka prostych refleksji o życiu w tamtejszych realiach.

Pierwszą różnicą, widoczną po przybyciu do Irlandii, są drogi. Takie, z jakimi mamy do czynienia w Polsce ? często nie są to drogi tylko kolekcje asfaltowych łat ? wywołałyby u Irlandczyka zdziwienie i niedowierzanie. Może nie pogardę, bo są bardziej opanowani i nieskłonni do ostrych reakcji.
We wstępie logiczne jest poczynić spostrzeżenie o irlandzkiej naturze. Może jej zrozumienie stanowi istotny klucz do uchwycenia różnic pomiędzy naszymi krajami. Po pierwsze, mieszkańcy Szmaragdowej Wyspy są bardziej zdystansowani do rzeczywistości. Żyją wolniej, są z natury cierpliwi, co z pewnością ułatwia życie ekonomicznym emigrantom pracującym w handlu bądź w usługach, a spośród przybyłych takich jest zapewne większość. Po wtóre, należy docenić irlandzki optymizm i pogodne nastawienie. Przyzwyczajenie do ciągłego doskonalenia procedur widocznych w codziennych sytuacjach może nie zachęcać do kreatywności, ale za to służy rozwojowi dobrych zachowań i tendencji do ich doskonalenia. Jest to pochodną prostego spostrzeżenia: jeśli coś nie działa, należy to zmienić.
Następnym ważnym elementem w kulturze irlandzkiej jest stosunek do rodziny. Ujmując rzecz w najprostsze słowa: ludzi popychających wózki z małymi dziećmi jest dużo. Często w takiej sytuacji widzimy młode dziewczyny będące w okolicach dwudziestki. Zachowanie takie to efekt konserwatywnej tradycji, stosunku do religii, rozwijającej się gospodarki lub ? najpewniej ? wszystkich tych czynników po trochu. Kościoły są raczej pełne ludzi, może w trochę mniejszym niż w Polsce stopniu, może średnia wieku jest nieco wyższa, wreszcie msze zaczynają się nieco później, aby odespać późny wieczór poprzedniego dnia, niemniej jednak frekwencja jest wysoka. Sklepy ? poza centrami handlowymi ? zamykają się o szóstej po południu, z wyjątkiem czwartków lub piątków, kiedy to pozostają otwarte dwie godziny dłużej. Te czynne jeszcze później raczej nie są obsługiwane przez rodowitych Irlandczyków. Z punktu widzenia klienta to pewna ułomność. Niemniej jednak wczesny koniec pracy oznacza czas dla rodziny lub znajomych w pubie. Jedno wcale nie musi wykluczać drugiego. Pomimo pracowitości Irlandczyków obfity napływ pracowników z zewnątrz ułatwia życie na wyspie. Nie muszą się bardzo poświęcać, bowiem wielu przybyszów wykona za nich cięższe prace (budowy) lub żmudne (supermarkety). W takich warunkach rodowici mieszkańcy stają się bardziej selektywni w szukaniu pracy, a gospodarka ma się dobrze. Wszystko to bez sztucznych barier w dostępie do rynku pracy.
Irlandczyków cechuje prosty i praktyczny ogląd spraw, pewien pragmatyzm. Stosunek do Unii Europejskiej jest tu dobrym przykładem. Wyraża się raczej na tak, ale przeciętny mieszkaniec zielonej wyspy widzi namacalne efekty członkostwa: nowy most czy skrzyżowanie, ulicę, postawiony lub odmalowany budynek, autobusy. Nie zaprząta sobie głowy ideologią. Pyta, co ma z tego zwykły człowiek. I wystarczy. Może, oczywiście, kryć się za tym podatność na propagandę, którą również da się zauważyć, niemniej gadki o jedności europejskiej czy życiu we wspólnym domu nie wychodzą na pierwszy plan dyskusji. I jeszcze jedno. Ludzie są tam z natury mniej elitarni, nie tak przywiązani do manifestowania swego statusu. Przykład ? pierwszy z brzegu, wcale nie najważniejszy ? menadżer w dużej sieci detalicznej pobiera tygodniowe wages, a nie miesięczne salaries i nie ma w tym nic dziwnego.
Gospodarka to temat rzeka. Być może, w dużej części jest to efekt wspomnianej praktyczności. Ale też z pewnością i niższych kosztów pracy. Wszak, jak spostrzegł Bastiat, w świecie gospodarki mamy do czynienia z wypadkową zjawisk, a nie ich pojedynczością. W Irlandii są dwie skale podatkowe 20% i 40%, z dużą kwotą wolną (jak pamięcią sięgnę, około 180 euro tygodniowo). Informacja o wysokości tzw. ubezpieczeń społecznych w Polsce: 45% zarobków, wywoływała nieskrywane zdziwienie i pytanie: ile? Taka reakcja nie jest niczym dziwnym, jeśli porówna się tę wielkość w Irlandii, która wynosi... 4%! Skoro dotykamy tematu tak zabawnego, jak ZUS, ichniejsze urzędy nie wyglądają może jak pałacyki ? zresztą zabudowa, szczególnie publiczna, jest o wiele skromniejsza ? ale dużo spraw da się załatwić w ciągu kilku dni lub telefonicznie. Na przykład, rzecz podstawową: numer PPS, Personal Public Service Number, potrzebny, by w ogóle zacząć legalną pracę (w pewnym przybliżeniu jest to odpowiednik naszego NIP-u i numeru ubezpieczenia w jednym).
Praktyczny charakter Irlandczyków oraz realne traktowanie spraw są efektem obserwacji i wyciągania odpowiednich wniosków w dłuższej perspektywie czasowej. Wszak zarobkowi goście ze wschodniej Europy to zjawisko względnie nowe, przynajmniej w takiej liczbie. Ale jest też inne spostrzeżenie. Łatwiej jest dokonywać dobrych wyborów, jeśli w programie szkolnym są nauki biznesowe: jak prowadzi się firmę, co to jest księgowość, jakie dokumenty są przydatne i tak dalej. Trudniej jest wmówić tak przygotowanym ludziom bajki o "wilczym kapitalizmie", odpowiedzialnym za dowolne nieszczęścia. Z drugiej jednak strony, etatystyczne myślenie w od dawna upublicznionych grupach zawodowych jest również ponętne. A kiedy wkoło dostatek, wymagania socjalne rosną. Sprzyja temu również fakt, że publiczne służby starają się jednak działać znośnie, a ludzie mają wyższe wymagania. Z czasem przyzwyczaili się do pewnej jakości, a i prywatna konkurencja podniosła poprzeczkę. Nie wyklucza to jednak faktu, że decyzje w sektorach publicznych podejmowane są w drodze głosowania, a nie prostego rachunku ekonomicznego. Rzecz jasna, pociąga to wiadome konsekwencje. Wywóz śmieci jest tu najlepszym przykładem. Usługa ta jest prawie w pełni w gestii lokalnych samorządów, przez co jest albo nieefektywna (śmieci wywożone zbyt rzadko), albo za droga (na początku roku prawdziwą burzę wywołały zapowiedzi znacznych podwyżek). Dlatego słyszy się już o korzystaniu z usług firm prywatnych. Jednak w takich przypadkach przywiązanie odgrywa swoją negatywną rolę. Przypuszczam, że gdyby zaproponować myśl, iż pewne sektory powinny być raczej prywatne (szkolnictwo, szpitale itp.), wywołałoby to takie samo zdziwienie, jak w szerokich kręgach w naszym kraju. Być może, jest to efektem dobrego statusu materialnego w Irlandii. Nie muszą robić oszczędności.
(?)
Marek Janik

Wyświetlony 3381 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.