sobota, 31 lipiec 2010 15:00

Cywilizacja komputerowa

Napisane przez

Wydawałoby się, że niezrealizowane obietnice, którymi karmił nas komunizm (pardon, "realny socjalizm"), mogą się spełnić w erze komputerowej. Poprzez powszechny dostęp do informacji, za pomocą komputera, wszyscy zostali zrównani, a poprzez ogólnoświatową sieć - zjednoczeni, jak owi "proletariusze wszystkich krajów łączcie się". Jesteśmy nawet równiejsi i wspanialej zjednoczeni, niż sobie wymarzyli komunistyczni uszczęśliwiacze, bo łączyć się mogą nie tylko proletariusze, ale również pogardzana przez nich inteligencja i inne warstwy, do szczytnego miana proletariusza nie mogące pretendować.
Na papierze to bardzo ładnie wygląda, ale czy rzeczywiście sprawę równości mamy, mówiąc popularnie, z głowy? Czy przypadkiem nie pojawiła się ante portas nowa jakość nierówności, równie skutecznie rozwarstwiająca społeczeństwo, co systemy poprzednich epok?

 

Złudna równość

Faktem jest, że historia, w kontekście nierówności, ludzi nie rozpieszczała. Było niewolnictwo, byli pańszczyźniani chłopi, byli robotnicy, wyzyskiwani przez podłego kapitalistę. A kto uwierzył w szczytne hasła komunizmu, szybko spuszczał nos na kwintę, gdy stwierdził, że i tutaj rzeczywistość wyglądała podobnie, z tym że wyzyskiwany był cały naród, a uprzywilejowana ? rządząca czerwona kasta. No, chyba że sam był rządzącą czerwoną kastą.
Ludzie nie są tacy sami i nigdy nie będą. Tak jak nie ma dwóch odcisków palców i dwóch kodów DNA jednakowych, tak samo nie ma dwóch takich samych mózgów zamkniętych w takim samym ciele. Różne są zdolności, różne potencjały, role do spełnienia, charaktery, usposobienia i tysiące innych cech. Ale system państwowy może przynajmniej starać się zapewnić wszystkim równy start, zdobycie własnym sumptem środków do życia, ochronę prawną.
Nieraz zastanawiałam się, kogo trzeba będzie "wyrównywać", skoro zabraknie niewolników, chłopów pańszczyźnianych i wyzyskiwanego przez podłego kapitalistę robotnika. Teraz, w erze komputerów, myślę, że tych, których upośledził komputer. Tych, którzy nie nadążają za rozwojem techniki, dla których próg wymaganych umiejętności podstawowych stał się zbyt wysoki.
Nie mówię tutaj o emerytach, chociaż skojarzenie z nimi nasuwa się samo przez się. To im, wieloletnim wychowankom peerelu, najtrudniej jest przystosować się. Problemem staje się nawet korzystanie z bankomatu, o czym świadczył niedawny protest emerytów przeciwko podwyższeniu opłat za pobieranie pieniędzy z konta przy okienku bankowym. Argumenty, że w bankomatach prowizja nie jest pobierana, trafiały jak kulą w płot, bo okazało się, że wielu emerytów woli odstać nawet bardzo długi czas w kolejce do okienka, niż wdać się w ryzykowną zabawę z bankomatem. A co dopiero mówić o nauce obsługi komputera, bo nawet młodsi nie zawsze potrafią nauczyć się sami, czy to z podręczników, czy "na małpę". Ci, zgrzytając ze złości zębami, decydują się na kosztowny kurs. Ale emeryci, jakby powiedział cynik, a przed wypowiedzeniem czego wzdraga się moje pióro (pardon, komputerowa mysz), nie są wieczni.
Poprzeczka została podniesiona, a jej wysokość rozwarstwia społeczeństwo. Są równi i równiejsi. Jedni mają umiejętności komputerowe w małym palcu, a inni nie są w stanie albo zwyczajnie nie chcą się uczyć. Dla jednych to zbyt skomplikowane, innych informatyka po prostu odrzuca, czują do niej wstręt. Mówią, że albo nie lubią czytać z ekranu, albo że wpatrywanie się w monitor upośledza wzrok, bądź że długie siedzenie przed ekranem włazi w krzyż.
Kiedyś, aby móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie, wystarczyło nauczyć się alfabetu. Miał on tę zaletę, że, raz wyuczony, starczał na całe życie. Ale z komputerem jest tak, jak z samochodami, telewizorami czy elektroluksami ? producenci wprowadzają na rynek coraz to nowsze modele, a stare wychodzą z użycia. A klient, jak pies z wywieszonym ozorem, biegnie za tym najnowszym modelem, ciągle sięgając do pończochy po pieniądze, zapisując się na coraz to nowe kursy, w ciągłym strachu, że tak jak nie dość szybki kierowca rajdowy, wypadnie z toru i w najlepszym wypadku wyląduje na poboczu, ocalając życie. Jeżeli ktoś łudzi się, że raz kupiwszy komputer i oprogramowanie, spocznie sobie na laurach na długi czas, myli się. Będzie musiał wymieniać. Może jeszcze nie jutro, ale niechybnie. Już teraz Windows uważany jest za przestarzały i niektórzy prekursorzy zastępują go Lindowsem.
Co na to szary człowiek? Jest zdezorientowany. Ale jeśli spróbuje kopnąć informatykę w odwłok, na pewno na tym nie wygra, a tylko pogorszy swoją sytuację i zostanie zepchnięty na społeczny margines. Zostanie wtłoczony do rzeszy pariasów, coraz bardziej oddalającej się od rzeszy komputerowo wykształconych i tym samym, coraz bogatszych.
To tak jak z bezdomnymi. Jesteśmy nimi zaszokowani, a zwłaszcza przepaścią, jaka oddziela ich od spokojnego sytego mieszczucha, nawet tego nie najzamożniejszego. Z czyjej winy istnieją bezdomni? Z czyjej winy są takimi pariasami, jakimi są? Czy szwankuje opieka społeczna, czy państwo się nie stara, czy tak dużo jest okrutnych ludzi pozbawiających krewnych własnego kąta? Znamienne jest, że duży procent bezdomnych to bezdomni z wyboru ? nie chcą korzystać ze społecznej pomocy i mają ją w nosie. Co najwyżej przyjdą na posiłek do społecznej garkuchni. Ale już z noclegownią jest gorzej. Dlaczego? Czy tylko dlatego, że w noclegowniach nie wolno pić alkoholu? A to przysłowiowe "piwko" zawsze wyproszą za złotówkę u przechodniów na ulicy? A może dlatego, że czują nieuświadomioną potrzebę wolności?
Wolności, może źle rozumianej, od państwa, od społeczeństwa, administracji, "krwiożerczych" banków i wreszcie ? komputerów. Współczesne procedury codziennego życia coraz bardziej się komplikują. Domofony ? w domach osiedlowych, motelach, hotelach ? wymagają zapamiętania czterocyfrowych numerów wejścia. W Bibliotece Narodowej korzystanie z katalogu umożliwia komputer (na szczęście nie wyłącznie, bo można też korzystać ze starych kartotek fiszkowych), coraz więcej dziedzin życia wymaga umiejętności, których wielu ludzi nie potrafi lub nie chce się nauczyć..
A więc w tym kontekście nie ma równości. Chyba że problem ten w następnych pokoleniach rozwiąże szkolnictwo podstawowe i egzaminy z informatyki. A przed szkolnictwem podstawowym ? może żłobek i przedszkole?
(?)
Małgorzata Kosewska

Wyświetlony 3142 razy
Więcej w tej kategorii: « Gra interesów Sanacyjne autostrady »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.