sobota, 31 lipiec 2010 15:05

Na szańcach Obozu Świętych

Napisane przez

Ostatnimi czasy publiczne przyznawanie się do dumy z własnej rasy, kultury lub religii ? szczególnie jeśli jest to akurat rasa biała, kultura zachodnia i religia katolicka ? jest raczej źle widziane. Grzechem tym wobec europejskich salonów skalał się, z pełną zresztą premedytacją, w swej wydanej po raz pierwszy w 1973 r. powieści "Obóz Świętych" wyśmienity francuski pisarz i podróżnik, Jean Raspail. A jednak jego hołd złożony zachodniej cywilizacji nie przypomina sztubackich okrzyków młodzieżówek prawicowych, jest raczej pełną smutku i zrezygnowania refleksją nad słabością współczesnego białego człowieka. Refleksją tym bardziej przygnębiającą, że chyba wciąż aktualną.

 

Akcja powieści rozgrywa się w niedalekiej przyszłości i przedstawia świat zachodni, a przede wszystkim Francję, do szpiku kości przesiąkniętą lewicową ideologią. Z wierzchu wszystko wydaje się piękne i szlachetne. Z ust dziennikarzy i polityków, a za nimi także i zwykłych, szarych obywateli, wylewają się podniosłe hasła. Mówi się o wielokulturowości, otwartości, litości, solidarności, powszechnym współczuciu itp., lecz za tymi tandetnymi wzruszeniami nie kryje się nic prócz pogardy dla samych siebie oraz dla własnej cywilizacji. To swoiste "masochistyczne szaleństwo" ogarnęło niestety również Kościół katolicki, którego najwięksi hierarchowie ? na czele z papieżem ? gestem śmiesznym z punktu widzenia wieczności wrzucili wszystko w przepaść bez dna, przekazując całe swe majątki na walkę z anonimowym ubóstwem. Kropla, niestety, szybko utonęła w morzu potrzeb, a kraje Trzeciego Świata przyjęły papieski gest z moralnego punktu widzenia jedynie jako kolejny dowód zachodniego bogactwa.
I taki oto wiarołomny, słaby świat Zachodu musi stawić czoła wyzwaniu, które rzuca mu milion Hindusów z doliny Gangesu. Pod wpływem quasi-religijnych nawoływań ateistycznego filozofa z Europy jak zahipnotyzowani rzucają się oni do łodzi, statków, promów, barek ? wszystkiego co tylko pływa ? i wyruszają "do nowego raju", czyli na Zachód. Z czasem precyzuje się kurs tej armady ostatniej szansy, jak nazwały ją francuskie media, i zaczyna być jasne, że to Lazurowe Wybrzeże jest ostatecznym celem podróży. We Francji jednak nikt, poza kilkoma dysydentami, zdaje się nie dostrzegać zagrożenia, które niesie za sobą otwarcie granic dla miliona wygłodzonych imigrantów. Przeciwnie, idealiści z barów, campusów i zakrystii zgodnym chórem pokrzykują: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu!, domagając się przyjęcia przybyszów po bratersku i podzielenia się z nimi materialnym bogactwem "ojczyzny równości". W miarę jednak zbliżania się flotylli społeczeństwo francuskie coraz bardziej się polaryzuje. Mieszkańcy Prowansji, którzy niedawno jeszcze ubóstwiali słuchać łzawych komentarzy o "światowej solidarności", nagle, zostawiając cały swój dobytek, masowo uciekają na północ kraju. Z kolei grupy młodych ludzi z całej Francji, których tylko górnolotne hasła na transparentach odróżniają od pospolitej chuliganerii, ciągną na Południe, aby przywitać braci Hindusów i wprowadzić ich do nieswoich domów, ubrać w nieswoje ubrania i nakarmić nieswoim jedzeniem. Przed nastaniem kompletnej anarchii państwo mogłaby uratować tylko zdecydowana postawa rządu francuskiego, ten jednak wydaje się kompletnie niezdolny do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. A tymczasem "armada ostatniej szansy" powoli, acz konsekwentnie zbliża do brzegu...
"Obóz Świętych" jest powieścią symboliczną, w której czas i miejsce akcji są tylko umowne. To, co przydarza się Francji, mogłoby równie dobrze spotkać jakiekolwiek inne państwo zachodnie, a błyskawiczny rozwój sytuacji ? w ciągu trzech dni Świąt Wielkanocnych ? jest w rzeczywistości procesem rozciągniętym w czasie na całe dekady. Napisana przeszło 30 lat temu i początkowo uznana za kasandryczny bełkot w złym guście, powieść Raspaila teraz nosi już znamiona spełniającego się proroctwa, szczególnie jeśli pomyśleć choćby o niedawnych rozruchach arabskiej mniejszości we Francji. Dziś każde zachodnie państwo musi zastanowić się, co zrobiłoby z milionem wygłodzonych Hindusów szturmujących jego granice. Czy powinno się, czy w ogóle wolno, wpuścić ich do kraju? W powieści Raspaila tragedia Zachodu polega na tym, że owładnięty pacyfistycznymi mrzonkami zapomniał, że trwa wojna, która z płaszczyzny duchowej przeniosła się w postaci miliona imigrantów do świata rzeczywistego. Z wojny jednak nie można wyjść zwycięsko zatraciwszy ducha. A to właśnie zdarzyło się Francji, która wstydzi się swego bogactwa, historii i kultury, a przez to świadczy sama przeciw sobie. Czują to płynący na Lazurowe Wybrzeże Hindusi, którzy odtrącają jałmużnę, wszystkie zachodnie próby nawiązania znajomości, wyciągnięte przyjacielsko dłonie. "Ludzie znad Gangesu" nie okazują uczuć, nie pragną rozlewu krwi, nie pałają nawet nienawiścią ? po prostu z uporem płyną naprzód. Zachodnia opinia publiczna widzi ich słabymi, nagimi i bezbronnymi, ale dziś to oni są bezwzględnymi najeźdźcami, którzy wyczuwają, że ich przeciwnik zatracił już ducha i nie będzie w stanie obronić nawet swych najcenniejszych skarbów, po które wystarczy tylko sięgnąć ręką. Rząd francuski boi się zadziałać, boi się posłać żołnierzy do walki, bo byłoby to przecież ludobójstwo. Ale to tragiczne nieporozumienie, do ludobójstwa bowiem dojdzie i tak, tyle że to mieszkańcy Francji będą jego ofiarami.
W "Obozie Świętych" Raspail ubolewa nad Zachodem, dla którego brak przelewu krwi stał się kryterium moralności i godności. Taki Zachód musi zginąć, bo jego wrogowie ? choć gorzej uzbrojeni ? nie mają żadnych skrupułów. Co wobec tego należy robić? Jak ratować cywilizację, której wszyscy zawdzięczamy życie i dostatek? Książka nie daje na te pytania jasnych odpowiedzi, bo autor jest przecież pisarzem, a nie politykiem czy ideologiem. Jednak, jak sam napisał w przedmowie, widzi jedną tylko alternatywę: musimy albo nauczyć się tej zrezygnowanej odwagi bycia biednym, albo znów odnaleźć w sobie tę nieugiętą odwagę bycia bogatym. W obydwu przypadkach miłosierdzie zwane chrześcijańskim okaże się bezsilne. "Obóz Świętych" jest wyśmienitą, głęboką i skłaniającą do myślenia powieścią, która napawa autentyczną dumą z wielkiego dorobku Zachodu i białego człowieka ? białego nie tyle w sensie koloru skóry, co stanu ducha.

Jean Raspail, "Obóz Świętych", Klub Książki Katolickiej, Warszawa 2005.
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 6317 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.