sobota, 31 lipiec 2010 15:06

Jak wywołać baby boom, czyli w oczekiwaniu na wysyp niemowlaków

Napisane przez

Obecnie problemy demograficzne dostrzegają już wszystkie środowiska, niezależnie od ich politycznych korzeni. Wymieranie wielu zachodnich społeczności stało się faktem. Co sprawia, że dziś tak trudno zdecydować się na dziecko, a jeszcze trudniej na kilkoro? Co można zrobić, by zmienić tę niekorzystną passę?

Między innymi te pytania zadały sobie i specjalistom z kilku dziedzin redaktorki książki "Życie, gdzie jesteś?" Maria Środoń i Maria Halska. Jest to próba zdiagnozowania problemu, który wciąż jeszcze wymyka się naukowym opisom i nazbyt często wykorzystywany jest instrumentalnie w ideologicznych dyskusjach. Czytając, uświadamiamy sobie złożoność problemu obejmującego tak różne płaszczyzny wymagające zmiany, jak ekonomia, prawo, podatki, a także polityka zdrowotna.
Nasze prawo podatkowe zdaje się nie zauważać dzieci. A przecież inaczej powinna być traktowana osoba samotna, inaczej rodzina z jednym, a jeszcze inaczej z kilkorgiem dzieci. Dlaczego? Każde dziecko to kolejny konsument dostarczający, poprzez vat, sporych pieniędzy państwu. Uczciwie byłoby więc zwrócić poniesione koszty rodzinie, która ma przecież w związku z wychowaniem dzieci spore finansowe obciążenia. Kiedyś odpowiedziano by na to: w takim razie po co dzieci? Lepiej ich nie mieć i uniknąć tym samym kosztów? Pytanie tylko, jak będzie wyglądała przyszłość, nasza przyszłość, w sytuacji kiedy zabraknie osób pracujących na emerytury. Obecnie system jest wyjątkowo niesprawiedliwy. Kobieta, która urodzi czworo dzieci, w wieku emerytalnym potraktowana będzie na równi z tą, która choćby dla własnej wygody wolała macierzyństwa uniknąć. Oczywiście, że decyzji o rodzicielstwie nie podejmuje się na zasadzie prostej kalkulacji i opłacalności, nikogo nie przekonają górnolotnie brzmiące hasła o dobru ojczyzny. To bardzo osobista decyzja dwojga ludzi. Mimo to ważne jest widzenie problemu także z tej szerszej perspektywy, by wspomóc prawidłowe tendencje, kreować właściwe postawy i równocześnie diagnozować problemy, zapobiegać i nieść pomoc tam, gdzie jest ona potrzebna.
Jednym z autorów książki jest profesor Bogdan Chazan, do niedawna konsultant krajowy ds. ginekologii i położnictwa, kierujący obecnie jednym z warszawskich szpitali. Zwraca on uwagę na brak właściwie pojętej profilaktyki problemów rozrodczości. Ma to swoje odzwierciedlenie w rozwiązaniach dotyczących niepłodności. Kiedy wiadomo, jakie są przyczyny, jak można zapobiegać, pompuje się spore środki w rozwiązywanie już zaistniałych problemów. Tak prowadzona polityka z definicji jest bardzo kosztowna i zarazem mało wydajna. Każdy wie, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlaczego więc nie- łatwo przeforsować lepsze, skuteczniejsze rozwiązania?
Pierwszą przyczyną może być właśnie ideologizacja problemów demograficznych. To przykre, że kwestia posiadania dzieci w Polsce stała się polem bitwy między prawicą i lewicą, gdy tymczasem problem dotyczy wszystkich na równi, powinien więc łączyć, zmuszać do wspólnych decyzji, polityki opartej na faktach i prawdzie. Wiadomo jednak, że za problemem dzietności kryją się szersze kwestie kulturowe. Książka "Życie, gdzie jesteś?" stara się dotrzeć do tego, co w istocie tkwi u źródeł kryzysu. Niezwykle ważną rolę odgrywa model rodziny wykreowany w pewnym momencie, dominujący w mediach, funkcjonujący w zapisach prawnych i w dyskursie publicznym. Jeśli rodzina wielodzietna traktowana jest w polskim prawie na równi z rodziną patologiczną, jedna i druga wymieniane są w przepisach ciurkiem, to nic dziwnego, że niewiele osób będzie miało ochotę założyć taką rodzinę. W dzisiejszym, rynkowym świecie wszystko wymaga odpowiedniej promocji.
Świadomie kształtując obraz rodziny w mediach, zachęcając do wielodzietności poprzez ulgi podatkowe i inne systemowe rozwiązania, z pewnością osiągnie się sukces. Efekty takiej działalności widać we Francji. Przeciętna francuska rodzina ma obecnie czwórkę dzieci. Wielodzietność jest tam w modzie, odkąd zmieniono politykę podatkową. Przykładem odwrotnym są Niemcy ? kraj świadczący bodaj najwyższą pomoc społeczną i zarazem zmagający się z dramatycznie spadającą dzietnością. Przykłady te powinny dać do myślenia także polskim prawodawcom. Okazuje się bowiem, że nie wystarczy doraźna finansowa pomoc, że trzeba zmodernizować prawo, dostosować podatki, bo opłacać się powinno nie tylko urodzenie dziecka, ale rodzicielstwo w ogóle.
Trzeba także porzucić schematy myślenia o rodzinie. Dziś aktywni mama i tata na urlopie wychowawczym nie powinni nikogo dziwić. Będąc w trzeciej ciąży, słyszałam niejednokrotnie przestrogi, że to się bardzo negatywnie odbije na moim zdrowiu, zęby mi wypadną, utyję, a na starość czeka mnie co najmniej osteoporoza. Dlaczego w świadomości Polaków, a szczególnie Polek, macierzyństwo to wciąż jeszcze strata i poświęcenie, gdy tymczasem francuska mama czwórki dzieci cieszy się dobrym zdrowiem, zadbana i elegancka. Żeby młodzi ludzie w naszym kraju chcieli mieć dzieci, potrzebna jest ogromna zmiana mentalności, zmiana kulturowa. Rodzicielstwo nie jako cierpienie i poświęcenie, ale jako fascynująca przygoda z pewnością okaże się bardziej atrakcyjne.

"Życie, gdzie jesteś?", red. Maria Halska i Maria Środoń, wyd. Fundacja "Pomoc Rodzinie", Warszawa 2005.
Joanna Drużycka
Wyświetlony 2836 razy

Najnowsze od Joanna Sarnecka-Drużycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.