sobota, 31 lipiec 2010 15:30

Islandzka Wolna Wspólnota

Napisane przez

Islandia znana jest jako ziemia wulkanów, gejzerów i lodowców. W nie mniejszym stopniu powinna ona także zainteresować badacza historii jako miejsce narodzin znakomitej poezji i prozy; jest Islandia także ojczyzną ludu, który przez wiele wieków utrzymał wysoki poziom rozwoju intelektualnego. Jest to kraj stanowiący prawie jedyny przykład społeczności, której kultura i moc twórcza rozkwitły niezależnie od jakichkolwiek sprzyjających warunków materialnych, a wręcz przeciwnie ? w warunkach niezwykle niekorzystnych.
Jakub Bryce

 

Z początkiem dziejów wielu narodów i wielu państw wiążą się losy wielkich przywódców ? jako przykłady wymienić można takie postacie jak Jerzy Waszyngton, Karol Wielki czy Szy Huang Di1. W przypadku Islandii było, w pewnym sensie, podobnie. Dlaczego "w pewnym sensie"? Otóż, u zarania dziejów Islandii również staje potężny władca ? tyle że norweski. Powstanie islandzkiej wspólnoty nigdy zaś nie było ani jego celem, ani sukcesem ? raczej niepożądanym efektem ubocznym innych działań. Poznajmy więc historię króla Haralda.

Był on władcą jednego z licznych skandynawskich księstw. Odrzucony przez księżniczkę Gythę, która poślubić chciała prawdziwego, potężnego króla, nie zaś pana malutkiej krainy, poprzysiągł, że zasiądzie na tronie całej Norwegii. A że postanowił do tego czasu nie myć i nie czesać włosów, szybko zyskał sobie miano Haralda Kołtuna. Jednak na szczęście dla niego zaplanowany podbój został dokonany (po dziesięciu latach...). Jego nowy, zdumiewający ? bo jakże odmienny ? wygląd przyniósł mu przydomek, pod którym przeszedł do historii: Pięknowłosy. Zostawmy jednak prywatne sprawy króla i przejdźmy do rzeczy ważniejszych. Otóż Harald nie ustawał w ciągłym wzmacnianiu swej władzy i potęgi. Kontrola i ucisk, na jaki skazywał swych poddanych, doprowadziły do eksodusu więcej niż dziesiątej części mieszkańców królestwa, którzy na swe słynne długie łodzie wikingów powsadzali rodziny oraz trzodę i odbili od brzegów, by na zawsze opuścić domenę Haralda. Wielu z nich wyruszyło do odkrytej niedawno Islandii.
Osiedlanie się na wyspie rozpoczęto w latach siedemdziesiątych IX wieku, pierwszą osadą był zaś Reykjavik, założony przez Ingolfa Arnarsona2. Epoka osadnictwa trwała około sześćdziesięciu lat, do roku 930 (jak zapisane jest w średniowiecznej Księdze o Zasiedleniu). Wtedy też zwołano althing, czyli zgromadzenie wszystkich wolnych mieszkańców, i przyjęto na nim system prawny powszechny dla całej wyspy. Oparty był on na tradycji przywiezionej z Norwegii ? jednakże z jednym, dość zasadniczym wyjątkiem. Jak napisał XI-wieczny kronikarz Adam z Bremy: nie było wśród Islandczyków innego króla poza prawem.
Najistotniejszymi ogniwami tego systemu byli godhi ? naczelnicy, których rolę pierwotnie sprawowali przede wszystkim kapłani pogańskich bóstw. Godhord (zestaw praw ustanawiających naczelnictwo) był własnością prywatną ? można go było sprzedać, odziedziczyć, a nawet pożyczyć! Tym samym terminem określano również grupę ludzi związanych z danym naczelnikiem. By dowiedzieć się więcej o wspomnianych prawach, sięgnijmy do słów Dawida Friedmana (Mechanizmy Wolności: Przewodnik po prawdziwym kapitalizmie): Pierwsze i być może najważniejsze to prawo bycia łącznikiem, poprzez który zwykli ludzie podlegali systemowi prawa. Jeśli ktoś chciał podać do sądu inną osobę, najpierw pytał, któremu naczelnikowi ta osoba podlega. Odpowiedź na to pytanie określała, w którym sądzie dana sprawa miała być rozpatrywana. Podobną sytuację mamy obecnie w USA. Stan, z którego pochodzimy, wyznacza sąd, w którym toczy się nasze postępowanie. Każdy musiał podlegać jakiemuś naczelnikowi, żeby mógł stanowić część systemu prawnego. Jednakże powiązanie pomiędzy naczelnikiem a jego podwładnymi było sprawą dobrowolną; naczelnik, przeciwnie niż pan feudalny, nie miał prawa do ziemi swojego podwładnego. Podwładny mógł swobodnie zmieniać poddaństwo i przechodzić pod władzę innego naczelnika, który zechciał go przyjąć. Dodajmy jeszcze tylko, że zmiana taka nie niosła ze sobą konieczności przeprowadzki do innego okręgu! Inne prawa zawarte w godhord to możliwość głosowania, jeżeli chodzi o ciało ustawodawcze oraz wybór sędziów. Otóż przy althingu, jak pisze Bernard Piotrowski (XI wieków państwa islandzkiego), istniał trzydziestosześcioosobowy zespół sędziów, a wydanie orzeczenia sądowego wymagało jednomyślności, dopiero po roku 1000 można było podejmować decyzję większością głosów.
W islandzkim systemie prawnym przyjętym w roku 930 zatrudniano... jednego pracownika! W dodatku ? dorywczo! Był nim prawny mówca, wybierany na okres trzech lat, w drodze losowania. Jego najważniejszym obowiązkiem było zapamiętywanie prawa (całego! W dzisiejszej Polsce byłoby mu ciężko...) i coroczne recytowanie go podczas althingu. Jeżeli podczas recytacji zapomniał o czymś, a nie zwrócono mu na to uwagi, pominięta część prawa ginęła.
Pojawić się może pytanie: co z władzą wykonawczą, czy rzeczywiście nie było ani jednego pracownika "rządowego"? Odpowiedź brzmi: nie, nie było! Jak więc egzekwowano wyroki? Zapoznajmy się z przykładem przytoczonym przez Dawida Friedmana: ty i ja jesteśmy Islandczykami. Jest rok 1050. Ściąłeś drzewo w moim lesie. Podaję cię do sądu. Wygrywam sprawę, a sąd nakazuje ci zapłacić dziesięć uncji srebra w ramach odszkodowania. Lekceważysz wyrok. Oddaję sprawę ponownie do sądu i przedstawiam dowody, że odmówiłeś zadośćuczynienia poprzedniej decyzji sądu. Sąd ogłasza cię banitą, a zatem pozostaje ci kilka tygodni do opuszczenia Islandii. Po upływie tego czasu mam prawo zabić cię i nie poniosę z tego tytułu żadnych konsekwencji prawnych. Jeśli twoi przyjaciele spróbują cię bronić, łamią prawo, i oni z kolei mogą być oddani do sądu.
Może się jednak pojawić pewna wątpliwość ? co dzieje się, gdy ktoś bardzo silny (majętny, posiadający licznych sprzymierzeńców) wyrządzi krzywdę osobie nieporównywalnie słabszej. Jak w takiej sytuacji może ona dochodzić swych praw? Otóż, istniało rozwiązanie. W Islandii możliwość odwetu i uzyskania odszkodowania była towarem rynkowym! Można ją było oddać, odsprzedać, dzielić się nią itp. Ktoś odpowiednio silny dochodził prawa w celu osiągnięcia materialnego zysku i budowania swej reputacji na wyspie. Ofiara, oczywiście, stracić mogła w ten sposób część lub czasem i całość odszkodowania, wykazywała jednakże, że nie można bezkarnie jej krzywdzić.
(?)
Daniel Nogal

Wyświetlony 7534 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.