niedziela, 01 sierpień 2010 11:08

Lekcja islamu

Napisane przez

Czy można bronić wolności dla niej samej, bez względu na to, czemu ma służyć, do czego ma prowadzić, bez względu na skutki i konsekwencje? Czy warto walczyć o wolność tak absolutnie i dogmatycznie pojmowaną, która prowadzi do skrajności i negacji, wolność, powiedzmy, profanacji, bluźnierstwa, celowej obrazy, niszczenia wartości i symboli ważnych dla całych grup ludzkich w imię tylko owego dogmatu wolności, nakazującego przekraczanie, jak to się określa, wszelkich granic, tabu, zakazów, hierarchii wartości, a w konsekwencji, co nie zostało jeszcze publicznie dopowiedziane, także norm, kodeksów, obyczajów, prawd i praw najbardziej podstawowych? Jeśli uznalibyśmy taką wolność za wartość najwyższą i absolutną, to musielibyśmy zgodzić się na takie nieuniknione konsekwencje. Ale jeśli tak, to i taka wolność nie może stanowić świętości, tabu, dlaczego nie miałaby być przekroczona i zakwestionowana. Także podlega wolności. Powstaje tu błędne koło skrajnego rozumienia i korzystania z wolności, prowadzące do swego rodzaju fatalizmu liberalnego, konieczności wolności, co jest sprzeczne z nią samą. Zatem i liberalizm powinien być wolny od skrajności, bo obala w ten sposób swą fundamentalną wartość.

Te wszystkie pytania powracają po raz kolejny przy okazji głośnych publikacji w prasie zachodniej, a także, niestety, w naszej "Rzeczpospolitej", karykatur antyislamskich, co wywołało gwałtowne reakcje i zamieszki w wielu krajach arabskich. Dyskusje wokół tej sprawy i liczne głosy opinii publicznej podzieliły się na głosy za i przeciw, i znaleźliśmy się więc w swego rodzaju pacie: nie wiadomo, co jest słuszne, czyli co wybrać, jakie są racje, których powinniśmy się trzymać i ich bronić. Przy tej okazji wiele powiedziano o wolności słowa, wyrażania poglądów i przekonań, prawa mediów do nieskrępowanych wypowiedzi. W prasie zachodniej, zwłaszcza francuskiej i niemieckiej, pojawiły się opinie o nieograniczonej, a nawet świętej wolności słowa. Wypowiedzi te pozostają jak zwykle nieokreślone i niekonkretne, poprzestające na haśle podawanym do wierzenia, a nie myślenia. Trzeba więc zapytać, jakie to słowa i dlaczego mają być wyjęte spod kontroli choćby zdrowego rozsądku, skoro wolność może być tak bezwzględna, że obala świętości ? także wolność słowa. Czy logos postawimy na równi z bluźnierstwem, słowo prawdy ze słowem fałszu, słowo konstruktywne ze słowem destrukcyjnej negacji, pochwałę z obrazą i naruszaniem czyichś dóbr. Czy nie potrafimy odróżnić słów oznaczających to, co dobre, od tych, co oznaczają coś złego, czy nie potrafimy rozróżniać i poruszać się w danej nam rzeczywistości według kategorii właściwego wyboru? W postmodernistycznym świecie obłędnej już tolerancji, czyli zrównania wszystkiego, nie będziemy mogli krytycznie odnieść się do wszelkich zjawisk zła i zagrożeń, nie narażając się na zarzut nienawiści.
W tym przypadku chodzi, oczywiście, o sprawy prostsze: szyderstwo z czyjejś wiary religijnej, w konsekwencji naruszenie dóbr nie tylko osobistych, ale i wspólnych dla wyznawców islamu, do przewidzenia bowiem były ich reakcje. Czy po to jednak dokonywano tej akcji w całej Europie, by zamanifestować swą wolność słowa i dowolnych poglądów, w tym wypadku infantylną i nieodpowiedzialną, a jak się okazało, wielce ryzykowną. Wyższym celem mogły tu być zamiary oswajania ludności islamskiej ze standardami zachodniej demokracji i wprowadzania ich w krajach arabskich, co Zachód uważa za swą szczególną misję. Ciekaw jestem, czy inicjatorzy tej akcji, którzy niewątpliwie musieli przewidywać jej skutki, poczuwają się do odpowiedzialności za wypadki śmierci w zamieszkach, w tym za śmierć chrześcijańskiego kapłana. Nie wiem, czy warto umierać za taką wolność tak nadużywanego i zmanipulowanego słowa. Słowa, które jest już tylko karykaturą.
Czy karykatury Mahometa mogą być jakąś sensowną odpowiedzią na terror islamski? Byłaby to odpowiedź właśnie tyleż karykaturalna co głupia. Niepotrzebnie i bezskutecznie drażniąca, budząca niepotrzebne i nieobliczalne reakcje, w istocie przynosząca odwrotne i groźne skutki. Dywagacje o wolności słowa przy tej okazji brzmią także kompromitująco i nieszczerze, bo wolność pozbawiona elementarnego zdrowego rozeznania i przynosząca w skutkach zło jest kpiną z wolności prawdziwej. Jedna z podstawowych wartości cywilizacji zachodniej zamienia się tu w fanaberię, igranie z czyimś dobrem, ślepą i destrukcyjną zabawą. Chyba że mamy do czynienia z grą i prowokacją, w której ktoś chce skłócić strony potencjalnego dialogu, co i tak nie przysparza wiarygodności Europie.
Dlaczego wyszydzanie czyichś wartości, symboli i świętości stało się w ogóle możliwe w Europie szczycącej się swą tolerancją i walką z wszelkimi przejawami nienawiści? Dlatego, że podważono i wyszydzono już własne podstawowe wartości i świętości, własną tradycję religijną, która tworzyła przez tysiąclecia Europę i zadecydowała o tym, kim dziś jesteśmy. Można bezkarnie bezcześcić symbole i wartości chrześcijańskie, niszczyć je i usuwać z życia publicznego, dowodząc sofistycznie, że zagrażają wolności. Można uprawiać bluźnierstwo i prowokację, ubierając to w szaty sztuki, edukacji i misji demokratycznej. Ośmieleni w Europie misjonarze zachodni chcą teraz dokonywać krucjat oświecających islam i nawracać na tak nisko pojmowaną demokrację. Trudno się dziwić, że spotykają się z odpowiedzią, która nie tylko zaskakuje, ale może budzić grozę.
(?)
Marek Klecel

 
Wyświetlony 5623 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.