niedziela, 01 sierpień 2010 11:11

Legalizm, czy nieposłuszeństwo obywatelskie?

Napisane przez

Wielu konserwatystów uważa, że prawa należy bezwzględnie przestrzegać. Posłuszeństwo wobec państwowych regulacji wydaje się dla nich jednym z wyznaczników konserwatyzmu, a łamanie prawa - przejawem anarchizmu. Co więcej, do tego chóru często przyłączają się przedstawiciele hierarchii kościelnej, piętnując wszelkie przejawy łamania prawa i traktując je jako grzech.

Hołdując legalizmowi, stajemy w szeregu razem z wszelkimi zwolennikami pozytywizmu prawniczego, ergo stajemy się przeciwnikami prawa naturalnego. Główna teza pozytywizmu prawniczego brzmi, że prawem jest nakaz lub zakaz określonego zachowania się, któremu władza nada sankcję (głównym przedstawicielem tego nurtu prawniczego był John Austin). Skrajny pozytywizm prawniczy może przerodzić się w ponurą wulgaryzację i prymitywizację prawa, której emanacją był polityczny decyzjonizm, doktryna opracowana przez prof. Carla Schmitta (postać apologizowana przez wielu konserwatystów, m.in. Adama Wielomskiego). Według Schmitta sytuacja polityczna określa zachowanie suwerena (wodza). Takie pojęcie prawa doprowadziło do tragicznego w skutkach uznania, że wódz ma zawszę rację (Der Führer hat immer Recht), gdyż wódz, jako suweren, jest w stanie odczytać potrzeby i poczucie prawa społeczeństwa narodowo- socjalistycznego.
Oderwanie prawa od porządku naturalnego może nieść ze sobą opłakane w skutkach konsekwencje i jest nie do pogodzenia z jakąkolwiek moralnością. Legalizm to nic innego jak wywyższanie przepisów stworzonych przez człowieka ponad Boga i może oznaczać konieczność podporządkowania się przepisom niezgodnym ze społecznym poczuciem prawa, godzącym w wolność i godność człowieka. Nie można pogodzić serwilizmu i bezkrytyczności wobec władzy państwowej z nauką płynącą z Biblii: A był tam człowiek, który miał uschłą rękę. I zapytali go, mówiąc: Czy wolno w sabat uzdrawiać? Chcieli go bowiem oskarżyć. A On im rzekł: Któż z was, mając jedną owcę, gdyby mu ta w sabat do dołu wpadła, to czy jej nie pochwyci i nie wyciągnie? O ileż więcej wart jest człowiek, niż owca! (Mat. 12,10-12); Lecz dawniej, gdy nie znaliście Boga, służyliście tym, którzy z natury bogami nie są; teraz jednak, kiedy poznaliście Boga, a raczej, kiedy zostaliście przez Boga poznani, czemuż znowu zawracacie do słabych i nędznych żywiołów, którym ponownie, jak dawniej służyć chcecie? (Gal. 4,8-9)
Prawo naturalne, wbrew temu, co sądzi wielu "postępowych" prawników, nie jest średniowiecznym przeżytkiem, nie jest także wymysłem zaślepionych dewotów. W obronie prawa naturalnego stają nie tylko chrześcijanie, lecz także libertarianie ze swoją fundamentalną zasadą, że istnieje jedna podstawowa reguła sprawiedliwości w stosunkach międzyludzkich: żadnej osobie ani grupie ludzi nie wolno pozbawiać człowieka należącej do niego wartości przy użyciu siły fizycznej, za pomocą groźby użycia takiej siły, lub za pomocą środków pokrewnych użyciu siły (takich jak oszustwo)1.
Swoistym punctum saliens dla wyznawców pozytywizmu prawniczego były czasy zbrodniczego komunizmu i nazizmu, czasy, które uświadomiły wielu intelektualistom, jak może się skończyć wiara w mądrość władców i ich prikazów. W owym czasie dokonał się swego rodzaju renesans prawa naturalnego za sprawą wybitnego prawnika, prof. Gustawa Radbrucha, który dobitnie twierdził, że: Pozytywizm uczynił nas o tyle bezbronnymi wobec bezprawia, o ile przykładał wagę tylko do formy ustawy. Musieliśmy zrozumieć, że istnieje bezprawie w formie ustawy ? "Ustawowe bezprawie" (gesetzliches Unrecht) ? i że jedynie miarą prawa ponadustawowego możemy określać, czym jest prawo, bez względu na to, czy to prawo ponad wszelkimi ustawami nazwiemy prawem natury, prawem boskim czy prawem rozumu. Także to prawo ponadustawowe może przybrać formę ustaw2.
Kończąc rozważania filozoficzno- prawnicze, chciałbym przejść do szarej polskiej rzeczywistości, gdzie bardzo często mamy do czynienia z rzeczonym "ustawowym bezprawiem". Na początek chciałbym przytoczyć sprawę prywatnej poczty w Rybniku ? sprawę, która spotkała się z zupełną obojętnością mediów.
Działalność Miejskiej Poczty Doręczeniowej, obejmującej swoim zasięgiem Rybnik, Gliwice, Jastrzębie Zdrój, Żory, Wodzisław i ościenne gminy, nie spodobała się Urzędowi Regulacji Telekomunikacji i Poczty, który uznał, że poczta działa niezgodnie z prawem, gdyż Poczta Polska ma monopol na doręczanie przesyłek do 350 g, chyba że ? jak stanowią przepisy Prawa pocztowego ? jej konkurent ustali na swoje usługi ok. trzykrotnie wyższą cenę niż narodowy operator. Niech mi ktoś wyjaśni, jakim prawem przedsiębiorczy obywatel tego kraju nie może zarabiać pieniędzy dzięki działalności pocztowej? Tylko dlatego, że tak wymyślili jajogłowi posłowie i ministrowie? W mojej głowie się to po prostu nie mieści. Tak samo nie mogę zrozumieć, że ludzie uwierzyli w istnienie czegoś tak absurdalnego i oksymoronicznego jak nielegalna praca.
___________
1 L. i M. Tannenhill, Rynek i Wolność, Fijorr Publishing, Warszawa 2005, s. 199.
2 G. Radbruch, Ustawa i prawo, Ius et Lex nr 1, 2002, s. 157.
(?)
Krzysztof Nestor Kuźnik
Wyświetlony 5793 razy
Więcej w tej kategorii: « Pacta sunt servanda Dzielny akwizytor »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.