niedziela, 01 sierpień 2010 11:54

Film kontra Szatan

Napisane przez

Jest rzeczą nie podlegającą dyskusji, iż w okresie ostatnich lat film osiągnął wszechwładne znaczenie jako jedna z nowoczesnych form rozrywki ? pisał Pius XI w encyklice Vigilanti cura, jedynej w historii papiestwa poświęconej wyłącznie kinematografii. Dokument ów opublikowano 29 czerwca 1936 roku, w dzień świętych Piotra i Pawła, co w sposób pośredni podkreśla wielką wagę, jaką Ojciec święty przywiązywał do siły perswazyjnej i potencjału apostolskiego, tkwiących w sztuce filmowej.

Choć od ukazania się Vigilanti cura minie niedługo równo 70 lat, wszystkie zawarte w niej nadzieje i obawy pozostają aktualne, z tym że nadziei jest już dzisiaj znacznie mniej, obaw zaś znacznie więcej. W toku swego rozwoju kino udowodniło bowiem ponad wszelką wątpliwość, że znakomicie nadaje się do propagandy rozmaitych rodzajów zła. Dobro natomiast, przetłumaczone na język ruchomych obrazów, często stacza się do poziomu banału lub kiczu, a jeśli bywa atrakcyjne, to nierzadko za cenę ustępstw na rzecz przemocy, okrucieństwa i pornografii.
Zło wpisane w filmową fabułę co jakiś czas lubi ujawniać własne źródło i swoją "czystą" postać, czyli ? pisząc bez ogródek ? Szatana. Zjawisko to bardzo przybrało na sile od drugiej połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a korkiem, który uwolnił dżinna z butelki stał się film Romana Polańskiego Dziecko Rosemary. Jak na ironię, ekranowe manifestacje Szatana zyskały na częstotliwości wówczas, gdy wiara w jego istnienie znacznie osłabła. Panujący w naszych czasach kult techniki i wiedzy przyrodniczej oraz wywodzące się od Kartezjusza i tzw. Oświecenia style myślenia, dominujące w świecie nauki i mediów, zepchnęły Lucyfera i jego kompanów na poziom teologicznego symbolu, archaicznego mitu lub poetyckiej personifikacji abstrakcyjnego zła
Niestety, trzeba również ze smutkiem skonstatować, że nawet w Kościele katolickim w ostatnich dziesięcioleciach wiara w istnienie diabła i piekła stała się chwiejna, a nierzadko wręcz została utożsamiona ze średniowiecznym zabobonem, który należy zredefiniować zgodnie z "duchem czasu". Na fali reform liturgicznych skrócono egzorcyzmy w obrzędzie chrztu, odrzucono odmawianą po Mszy św. modlitwę papieża Leona XIII do świętego Michała Archanioła, a w formacji kapłańskiej zniesiono święcenia egzorcystatu. Na to nałożyły się nowe prądy w teologii, w myśl których Szatan to tylko literackie uosobienie bezosobowego zła, a jego obecność w Ewangeliach jest wynikiem niskiego poziomu umysłowego ludzi żyjących dwa tysiące lat temu. Sporą popularność zyskała też tzw. apokatastaza, czyli heretycka idea "pustego piekła", głosząca, że kiedyś absolutnie wszyscy, łącznie z Lucyferem zostaną zbawieni. W efekcie w obrębie dzisiejszej, stojącej na krawędzi zagłady, cywilizacji łacińskiej stosunkowo niewiele osób, nie wyłączając kleru katolickiego, wierzy w rzeczywiste istnienie Szatana, piekła i wiecznego potępienia. Posługa egzorcysty otaczana jest niechęcią, sceptycyzmem, a nierzadko pogardą, mimo że egzorcyzmy z powodzeniem odprawiał sam papież Jan Paweł II. Przerażającym znakiem czasu stały się przeprowadzone kilka miesięcy temu w Szkocji badania, z których wynika, że zaledwie 1/3 tamtejszego duchowieństwa chrześcijańskiego (nie tylko katolickiego) wierzy w istnienie piekła jako realnej kary za grzechy. U przeprowadzającego ankietę wykładowcy teologii praktycznej wywołało to zgorszenie, ale ? uwaga! ? nie dlatego, że 2/3 nie wierzy, a dlatego, że 1/3 ciągle wierzy! Tymczasem według rzeczonego dra Erica Stoddarta pojmowanie piekła jako pewnej rzeczywistości powinno zniknąć z oświeconych umysłów wraz z przekonaniem, że Ziemia jest płaska.
Ociera się już o banał stwierdzenie, że największym triumfem Szatana jest ugruntowanie w ludziach przekonania o jego nieistnieniu. Gdy taki pogląd się upowszechni, przenika do kultury, która zaczyna na masową skalę dokonywać swoistych fałszywych egzorcyzmów, przekształcając realne osobowe Zło w postać z kręgu szeroko pojętej fantastyki. Diabeł jest naprawdę straszny jedynie dla tych, którzy w niego wierzą. Ci jednak niechętnie oglądają horrory sataniczne, gdyż podświadomie czują, że poddanie się takim "klimatom" może stać się źródłem, nieraz dość poważnych, duchowych niepokojów. Ci natomiast, dla których Szatan i piekło to co najwyżej elementy zmitologizowanej literackiej fikcji z dawnych opowieści Dantego i Miltona, zwykli się w satanicznych horrorach doszukiwać mrocznych metafor i psychoanalitycznych odniesień. Dla jeszcze innych zaś filmy tego typu stają się namiastką autentycznego metafizycznego "dreszczu", egzystencjalną podnietą, która nadaje ich życiu wprawdzie chory, ale jednak smak. Kariera satanizmu i okultyzmu na Zachodzie pokazuje dowodnie, że w kulturze moralnego relatywizmu i znudzenia nieograniczoną wolnością "urok" odwróconego krzyża i pentagramu na wielu, zwłaszcza młodych, ludzi działa jak magnes na opiłki żelaza. Tym bardziej że kino od wielu lat przedstawia Szatana jako, wprawdzie podłego, ale jednak zwycięzcę i triumfatora.
Mimo prób walki i oporu ze strony ludzi "książę tego świata" zawsze osiąga swój cel. Tak rzecz ujmują najgłośniejsze horrory sataniczne ostatniego czterdziestolecia, czyli Dziecko Rosemary (1968), Omen (1976), Harry Angel (1987) czy najsłynniejszy z nich ? Egzorcysta (1973), w którym nieczysty duch wprawdzie opuszcza opętaną dziewczynkę, lecz nie dzięki skutecznemu egzorcyzmowi, a po prostu na własne życzenie. Wie, co robi. Zamiast dręczyć jedną osobę, przyczynia się do śmierci dwóch, w tym ? szczególnie "lukratywnego" ? samobójczego zgonu księdza, przechodzącego kryzys wiary.
Analogicznie sytuacja wygląda w nowszych produkcjach: Dziewiątych wrotach (1999), I stanie się koniec (1999) czy Adwokacie diabła (1997). W tych dwóch ostatnich wprawdzie Szatanowi nie udaje się ziścić swoich złowrogich zamiarów, ale dzieje się to za cenę samobójstw głównych bohaterów, co ? jak wynika z Katechizmu Kościoła Katolickiego ? stawia ich zbawienie pod znakiem zapytania. W rezultacie zwycięstwo człowieka (nawet gdyby nazwać je pyrrusowym) nad osobowym Złem jest dość problematyczne.
Dlaczego w horrorach satanicznych "książę tego świata" nieodmiennie wygrywa z człowiekiem? Czy jest to wynik jego potęgi, czy raczej ludzkiej słabości? W filmie Polańskiego nieszczęsna Rosemary próbuje uciec z zaciskającego się wokół niej kręgu zła, lecz jest całkowicie zagubiona i samotna (nawet mąż ? w sensie duchowym ? ją zdradza), jej wolę paraliżują lęk, wahania i wątpliwości. W Egzorcyście obydwaj kapłani próbujący wypędzić nieczystego ducha również są ludźmi słabymi. Pierwszy, choć mocny wewnętrznie, ma już swoje lata, więc jego serce nie wytrzymuje kolejnej morderczej walki z Szatanem. Drugi natomiast przechodzi kryzys wiary po śmierci matki. Dręczony przez rozterki i rozpacz szuka ratunku nie w modlitwie i umartwieniu, lecz w alkoholu. Trawiony poczuciem bezradności oddaje siebie Złemu w miejsce dręczonej dziewczynki, a następnie rzuca się z okna (zgodnie z teologią katolicką diabeł nie ma pozwolenia na zabicie człowieka, może go co najwyżej skłonić do samozagłady). Z kolei w filmie Alana Parkera tytułowy prywatny detektyw Harry Angel stara się wyplątać z sieci zła dzięki własnemu sprytowi i inteligencji. Wszystko na próżno. W finale okazuje się, że przez cały czas był wodzony za nos przez demonicznego Louisa Cyphera.
(?)
Marek Łazarowicz

 
Wyświetlony 5003 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.