niedziela, 01 sierpień 2010 20:32

Afrykańskie obrazki

Napisane przez

I już po świętach, chociaż tutaj święta to nie święta. Nie ma Wigilii, nie ma śniegu, kościoły puste, bo ludzie jadą na pola do swoich świętych krów. Nie ma szalonych zakupów. Żłóbek (jeśli jest) jakiś pustawy i bez "Przybieżeli do Betlejem". I ktoś może powiedzieć, że to prawdziwe, że się można zbliżyć do Istoty, do opuszczonego i zmarzniętego Boga w stajence. No i dobrze i niech tak mówią. A mnie tego klimatu brakuje.

 

Siedzę i podliczam rok w parafii, także finansowo: jest tragicznie, ale nie jest beznadziejnie. Długi jak stąd do Białegostoku, ale jeśli odpali parę pomysłów, to od stycznia powinno być lepiej.

Zadzwonił telefon:
? Father, przyjedź do kościoła.
No to jadę i mam prezent pod choinkę: włamali się, ukradli te wszystkie elektryczne przełączniki i zegary i co tam jeszcze. Przez rok na to nie uzbieramy. No to będzie rok bez światła, no i Pasterka przy świecach. Czyż to nie urocze? Więc świętujemy!!!! Nie martwiąc się za bardzo, bo co to da. Po afrykańsku. No i się okazała rano niespodzianka, ZESA (ci goście od słupów elektrycznych, liczników i napięć) w przypadku kradzieży (po zgłoszeniu na policji) sami ZA ZUPEŁNĄ DARMOCHĘ wymieniają skradziony sprzęt.
No to ryczymy na całe gardła "BÓG SIĘ ROOODZI, MOC TRUCHLEEEJE!!!!!". Aż niesie po sawannach! Co prawda, wymienią już po świętach, ale to już tylko 5,23% problemu.
I kolejna niespodzianka. W wigilię rano ZESA zajeżdża pod kościół. Będzie prąd!!!!! I tak z minitragedii zrobiła nam się wielka przypowieść świąteczna, że Pan Bóg wszechmogący nawet w Afryce potrafi miejscową biurokrację zaczarować, stworzyć świat w sześć dni i zmusić urzędnika, by w wigilię pracował i w świąteczną sobotę rano do Emganwini zasuwał.

 

Przed świętami, by nie zapomnieć, gdzie mieszkamy, kraj został wyczyszczony z wrogiego elementu ? genialna akcja polityczna. Teoretycznie czyścili kraj z brudnych targowisk, nielegalnego handlu pomidorami i nielegalnej zabudowy, a praktycznie usunęli z głów opozycji i weteranów wojennych (teoretycznych sojuszników, którzy domagali się więcej i więcej) sen o potędze. Jeden tu rządzi i ma na imię Robert. By nikt nie zapomniał.
Zostało po akcji 700 tys. bezdomnych, a tysiące dostały zakwaterowanie w celach. Świat cały się dowiedział, nic nie powiedział...
Ogólnie chodziło o to, żeby ewentualne zaplecze opozycji rozbić dosłownie. Ale po co jednej babci w naszej parafii rozwalili szopę, w której mieszkała? A parę innych babć już nie może sprzedawać cebuli z ogródka (jedyna szansa, żeby uciułać parę groszy na wychowanie osieroconych wnuków, którymi się zajmują). Jak to w socjalizmie: jeden jest pan życia i śmierci w Zimbabwe. Ma na imię Robert i nikt nie może być od niego niezależny. I co? I nic!
Opowiadała mi znajoma policjantka, że wracali policyjną suką z czyszczenia Harare do Bulawayo. I zachciało się im pomarańczy (zawsze można kupić przy drodze), ale co się zatrzymali, żeby kupić ? sprzedający uciekali do buszu. I nie pomagały wykrzykiwane zapewnienia w stylu: "Nie bójcie się, nic wam nie zrobimy!".
Koło naszego kościoła zbudowali targowisko. Ogrodzili kawał ziemi, ludzie porobili dachy z folii i różnych drutów i chińszczyzna poszła w ruch. Ale w ramach czyszczenia kraju policja spaliła targowisko. Ludzie po paru dniach wrócili i odbudowali. Wtedy wróciła też policja i spaliła wszystko ponownie. Potem znowu wrócili ludzie. Ale policja już nie wróciła, bo skończyła się akcja oczyszczania (w Plumtree policja była tak gorliwa i przekonana o słuszności akcji wodza ? Roberta, że zaczęli oczyszczanie miasta od wyburzenia własnych, nielegalnie zbudowanych zabudowań. Jak już akcję odwołano, okazało się, że tylko swoje wyburzyli).
Za to przed świętami wizyta boga: ROBERT PRZYJECHAŁ!!!! Normalnie (z tysiącem policjantów zakamuflowanych w krzakach) i parch jeden się zjawił na targowisku. Że niby oficjalne re-otwarcie nowego i lepszego. Zatrzęsło mnie, że mi na terenie parafii takie cyrki odstawiają i nikt nawet się nie zapyta, co o tym sądzę. Na moim terenie!
Potem rozmawiałem z naszym ambasadorem. To są rozmowy!!! No i kolejna ciekawostka (po spotkaniu korpusu dyplomatycznego z prezydentem): okazało się, ze Robert wie, kto to jest Jaruzelski ("ten co Polskę od sowieckiego najazdu obronił, skrzywdzono go potem i choruje, więc mu może leki wysłać jakieś?") i ma pomysł następujący: Polska to duży kraj europejski, wiec pewnie liczą się z wami w EU? To niech ten odchodzący Kwaśniewski pogada z Blairem, żeby ten zaczął ze mną rozmawiać. No i potem Robercik, w kółko golony, pojechał do Rzymu na obchody czegoś tam (oczywiście, miał zakaz wyjazdu z domu, ale ludzie od Human Rights kopią go albo głaszczą na zmianę. Więc teraz go pogłaskali i pojechał). I powiedział, że Bush i Blair to remake z tandemu Hitler-Mussolini. Teraz go pewnie kopną. Ale znowu lekko i na krótko.

 

No, niby nic szczególnego (dla księdza).
Za chwilę pan młody ma obiecać (powtarzając za mną), że miłował będzie po grób.
? Teraz patrz na swoją przyszłą żonę ? konieczne takie wprowadzenie, czasem nawet głowę trzeba przejętemu młodemu przekręcić, bo zawsze się patrzą na księdza ? i powtarzaj za mną: Mina Zygmunt, ngiyakuthembisa lawe Krystyno... Cisza.
? Powtarzaj za mną: Mina Zygmunt...
Cisza.
? PO-WTA-RZAJ: MI-NA ZY-GMUNT...
? Mówisz coś do mnie? Ja głuchy jestem i muszę ci patrzeć na usta.
I tak oto kolejny przystojny Zimbabwiańczyk, z oczami mokrymi od łez wzruszenia wyznał mi miłość i pojął za żonę. No, niby nic szczególnego (dla księdza).
(?)
Maciej Malicki SVD

Wyświetlony 2707 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.