wtorek, 03 sierpień 2010 08:05

Ś.P. Karol Aleksander GŁOGOWSKI (1933-2005)

Napisane przez

Wiecznie w biegu, na nogach, sylwetka lekko pochylona; ze spotkania na spotkanie, uczestnik wydarzeń, sprawdzający na własne oczy i uszy, jaka jest prawda o naszej rzeczywistości.

Ci, którzy czynili mu zarzut, że nie utrwala swoich działań, i którzy podjęli kroki, by jego dorobek nie zaginął, mówili, ze trzeba wielu lat pracy i współuczestnictwa Karola, by tego dokonać, żeby przekopać się przez pisma, wystąpienia, opracowania i bezmiar zapisków porozrzucanych w różnych miejscach i wychodzących wraz z książkami z pokoju, który zajmował. A i książki pełne są uwag i komentarzy. Karol śmiał się z tego i mówił: Nie lękajcie się! Róbcie co do was należy, bo ja zrobiłem i robię to, co należy do mnie.
Urodził się l lipca 1933 roku w Gowarczowie, jako najstarszy syn Jana ? piekarza i Feliksy Heleny z d. Kupis. To właśnie w Gowarczowie trafił na osobę, która nadała mu pierwszy impuls wyzwalający w nim szczególny rodzaj powołania i misji. Był nim przeniesiony z Końskich po wybuchu wojny, dla ukrycia, ks. dr Stanisław Krasa, późniejszy członek Sądu Biskupiego diecezji sandomierskiej, który w małym chłopcu, ministrancie, rozpoznał iskrę Bożą. Zaprzyjaźnili się na sposób, jaki może to uczynić wychowawca z uczniem, mistrz z uczniem. Ta przyjaźń przetrwała aż do śmierci nauczyciela i powiernika. Mimo upływu dziesiątków lat Karol wracał do tej postaci w rozmowie, tak była dla niego ważna.
W 1946/7 roku Głogowscy przenieśli się do Łodzi. Było głodno i chłodno, ale była nadzieja. Karol ukończył Liceum dla Pracujących, w którym nastąpił debiut polityczny, kiedy to na masowce mającej uchwalić deklarację potępiającą wtrącanie się imperialistów w wewnętrzne sprawy Polski, z powodu uchwalenia przez Kongres USA śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej (wrzesień 1951 roku) w odruchu serca "wyskoczył" przeciwko manipulacji i z żądaniem, by Polacy sami zadbali o prawdę. Mówił: nie musimy dowiadywać się prawdy od kogokolwiek, bo my ją znamy, tylko boimy się do niej przyznać, a tak naród żyć nie może. Prawdę o Katyniu znał z niemieckiej "szczekaczki", która co tydzień pojawiała się na rynku w Gowarczowie. Od ks. Krasy i od ojca, który był związany z AK, dowiedział się wielu innych rzeczy.
W wieku 18 lat ożenił się z Anną, co ks. Krasa skwitował uśmiechając się i kręcąc głową: nie sądziłem, że taką wolę Bożą poczujesz. Z tego związku zrodziły się dzieci: Dariusz (1951) i Małgorzata (1954). Karol podjął studia dzienne na Wydziale Prawa UŁ i, by utrzymać rodzinę, pracował jako księgowy w Zakładzie Farb i Lakierów. W "Anilanie" na Widzewie, prowadził Zakładowy Dom Kultury.
W październiku 1956 r. odbyła się Jego w pełni świadoma inicjacja polityczna. Na słynnym wiecu w WiM-ie, w atmosferze pełnego napięcia, z napływającymi informacjami, że oddziały wierne Rokossowskiemu maszerują na Warszawę, a te w drodze na Łódź są już w Gałkówku, był tym, który ogólny entuzjazm przekształcił w program polityczny. W przemówieniu domagał się rozliczenia winnych wypadków poznańskich, odwołania z Wojska Polskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego wraz z doradcami i dowódcami radzieckimi, zwolnienia z uwięzienia prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego.
Jego postulaty znalazły się w uchwalonej przez wielotysięczny tłum rezolucji, a Karol Głogowski żądaniem zgromadzonych znalazł się w delegacji, która miała je przedstawić w KC PZPR. Na zjezdzie delegacji z całej Polski w KC nie dopuścił do "ukrycia prawdy pod korcem", kiedy do delegacji zaczęto mówić, a nie słuchać ich. Przerwał tę manipulację i mimo sprzeciwu przedstawił postulaty łódzkie. Jak wspominał, wydawało się, że za chwilę gmach partii runie, a wokoło mnie zrobiła się pustka.
Taki był zawsze; szukał prawdy i bronił jej, nie licząc się ani z instytucjami, ani z tytułami. Był wszakże wyznawcą Chrystusa i wierzył, że prawda nas wyzwoli.
Od tego czasu jest stale w zainteresowaniu SB. W 1956 r. tworzy i staje się liderem Związku Młodych Demokratów, który tworzą jego rówieśnicy, członkowie antykomunistycznych organizacji, w 1956 roku wychodzący z więzień. Jak Piłsudski Austrię, tak On wybiera Stronnictwo Demokratyczne ? ? najsłabsze ogniwo w układzie partyjnym PRL, jako nośnik i zaplecze ZMD. Ale po trzech miesiącach "zagrożone" SD odcina się od ZMD, a wiadome organy nakazują jego rozwiązanie.
Karol kończy studia i dostaje, ku swemu zaskoczeniu, nakaz pracy do adwokatury, to wielkie wydarzenie dla niego samego i rodziny. Po ZMD zostają grupy koleżeńskie, nieformalne kontakty i działanie w rozproszeniu. Jego zaangażowanie społeczne i odwaga zwracają uwagę. Na drugim roku aplikacji z rekomendacji mec. Jackowskiego i prof. Tadeusza Kotarbińskiego zostaje członkiem Towarzystwa Kultury Moralnej i członkiem Zarządu Głównego. Walczy o apolityczność TKM wobec prób podporządkowania stowarzyszenia PZPR, dochodzi do rozłamu i wykluczenia Karola. Jest zatrzymywany przez SB, mieszkanie jest przeszukiwane, ale nie ma punktu zaczepienia, by go aresztować. Dostaje anonimy z pogróżkami.
W 1964 r. SB dokonuje zatrzymania wszystkich zgromadzonych w czasie spotkania. Podczas rewizji w mieszkaniu Karola Głogowskiego funkcjonariusze "znajdują" w książce leżącej na stole, list od inż. Zawistowskiego z Gdańska, byłego członka TKM, będący fragmentem jego Tez Programowych dla Polski. Na marginesach listu są uwagi i polemiki. Zostaje aresztowany pod zarzutem rozpowszechniania treści antysocjalistycznych. Proces trwa pięć lat.
W trakcie procesu umiera żona. Sam wychowuje dzieci. Nie może podjąć pracy, bo wiązałoby się to z wykluczeniem z zawodu. Spotyka się z pomocą ludzi znanych i nieznanych. Po rozpoczęciu procesu wiceminister Sprawiedliwości zwraca się do Rady Adwokackiej w Łodzi, czy Karol Głogowski ma prawo być członkiem społeczności adwokackiej, skoro ciążą na nim zarzuty i trwa proces? W odpowiedzi Rada Adwokacka w głosowaniu tajnym siedmioma głosami postanawia skreślić Go z listy adwokatów. Sześciu adwokatów jest przeciwko skreśleniu, a dwóch spośród nich na piśmie składa swój sprzeciw do protokołu. Był wdzięczny tym sześciu sprawiedliwym. Nigdy nie sądził ludzi, lecz ich czyny. Rozumiał ich słabości, pomagał dźwigać się, próbował ratować.
W 1965 roku, po słynnym liście biskupów polskich do biskupów niemieckich, w niewielkiej grupie osób został przyjęty przez Prymasa Tysiąclecia. W słowie powitania ksiądz prymas, nie kryjąc wzruszenia, powiedział m.in. dziękuję panom, żeście się odważyli spotkać z zadżumionym.
Zstaje skazany, a fakt, że jest jedynym żywicielem rodziny sprawia, że czas aresztowania zaliczony zostaje na poczet wyroku. Ima się różnych zajęć: pracuje w przedsiębiorstwach i w rzemiośle; nie zaprzestaje działalności. Występuje przeciwko zamiarowi wprowadzenia przez PZPR 9 maja jako święta państwowego ? zostaje za to zwolniony z Zakładów im. 9 Maja.
W 1973 roku zawiera związek małżeński z Haliną Niemczak, która stanie się dla niego silnym oparciem i aktywną pomocą dla jego działania.
Angażuje się w powstanie Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz w tworzenie Zespołów Inicjatyw Obywatelskich pomocnych w oddolnej budowie państwa obywatelskiego. Zakłada Obywatelski Komitet ratowania Panoramy Racławickiej, która pozostaje w areszcie, w piwnicach Technikum Gastronomicznego we Wrocławiu. Oskarża Ministra Kultury o naruszanie ustawy o ochronie dóbr narodowych. Z pomocą przyjaciół uruchamia społeczności i władze Wrocławia i Krakowa.
Wielokrotne zatrzymywania i rewizje mieszkania to stałe elementy życia jego rodziny. Nigdy się nie uskarżał, nie występował z roszczeniami Uważał, że jest to cena świadomego ryzyka, które należy podejmować, by nie skarleć i by nie dopuścić, aby dziedzictwo wzięli cisi, ciemni, mali ludzie (Mickiewicz). Czuł się spadkobiercą Czarnieckiego, Rejtana i myśli Andrzeja Frycza Modrzewskiego.
Nie zgadzał się, by tamte czasy oceniać z dzisiejszej perspektywy, gdy można bezkarnie głosić, co się chce, i licytować się w odwadze. Widział sprawy ludzkie i zdarzenia w całym ich uwikłaniu wewnętrznym i zewnętrznym. Miał do tego prawo, bo tych odważnych nie było tak wielu jak dzisiaj.
Był współtwórcą i liderem Ruchu Wolnych Demokratów. Sprzeciwiał się próbie zmiany Konstytucji legalizującej kierownictwo PZPR w państwie. Został internowany na tzw. ćwiczeniach wojskowych, wraz z innymi politycznie podejrzanymi.
Odmówił złożenia przysięgi na socjalizm i wierność sojuszu z ZSRR. Zabierał głos w sprawach ważnych dla państwa polskiego. Kultywował pamięć o odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku i roli Konstytucji 3 Maja. Domagał się z przyjaciółmi przywrócenia pierwotnych nazw ulic, w miejsce tych, które były przejawem zniewolenia politycznego i umysłowego Polaków. To on wprowadził rozróżnienie pojęć suwerenności i niepodległości, by opisać rzeczywisty stan Polski w czasach PRL.
Po strajkach 1980 r. został doradcą ZR NSZZ "Solidarność", mimo że nie wstąpił do niej z powodów ideowych ? uznania kierowniczej roli PZPR. Był doradcą strajkujących studentów domagających się rejestracji NZS. Podczas tego strajku zapadł na zdrowiu; w ostatniej chwili wycięto zakażoną nerkę ? pamiątkę z młodości, kiedy uprawiał boks i biegi. Po 17 latach, w 1981 roku wrócił do adwokatury. Był wielokrotnie delegatem na Krajowy Zjazd Adwokatury. Był członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej, zaangażowany w sprawy środowiska zawodowego. Napominał i przypominał o potrzebie obrony Człowieka i Obywatela, Prawa i Sprawiedliwości, Narodu i Państwa. Przez pewien czas był chorążym sztandaru adwokatury. Nigdy nie przyjął żadnego odznaczenia, bo jego zdaniem nastąpiło zrównanie kata i ofiary. W teczkach gromadzonych o nim przez SB, do których uzyskał dostęp po czterech latach starań i po dwóch procesach przeciwko IPN, znalazł, ku swemu zaskoczeniu, tytuł ? kryptonim, jaki Mu nadała policja polityczna PRL ? TWÓRCA. Przejrzał 55 teczek, z których wynikało, że prowadzono przeciwko niemu jeszcze jakieś sprawy pod tym kryptonimem. Teczek tych i innych nie otrzymał. Ile tego jeszcze jest?
W III RP stawał w obronie wielu, którzy jak mówiono "samozwańczo" stawali w obronie wartości ważnych dla życia narodu. W 2003 r., w wieku 70 lat ? pełen żywotności ? choć odczuwający zmęczenie, rozstał się z adwokaturą. Odejście z czynnego życia zawodowego zwieńczył, przemierzając pieszo, w obie strony, szlak pielgrzymi na Jasną Górę. U tronu Matki Boskiej Częstochowskiej złożył podziękowanie za przeżyte lata. Wnosił prośby w intencji Rodziny, Narodu i Kościoła ? wnosił modły, aby Komunia Świętą dla wiernych była pełna.
Nie sposób w pełni opisać życia Karola Aleksandra Głogowskiego. Każdy, kto choć tylko śledził Jego losy, musiał zadawać sobie pytania, a żyjący bliżej stawiali je wprost: Jak można było to wytrzymać, gdy człowiek tak bardzo chce bezpiecznie i wygodnie żyć? Jak można było być tak upartym? Jakimi trzeba kierować się racjami, by skazywać się na osamotnienie, kiedy tak bardzo chce się być razem?
Odpoczywaj w pokoju wiecznym...
 
Czesław Cieślak
(Redakcja dokonała skrótów w tekście)


Wyświetlony 2982 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.