wtorek, 03 sierpień 2010 08:16

Niebo w piekle

Napisane przez

Znajomy Indianin zabrał mnie kiedyś na pustynię. Wędrowaliśmy po ziemi bez jakichkolwiek śladów życia. Ani jednego kaktusa, nawet najlichszej trawki, nie mówiąc o skorpionach czy owadach. Martwa pustka. Środowisko zredukowane do samej tylko topografii. Na dalekim horyzoncie widać było blady grzebyk gór. Za nimi czekały na nas konie i powrót do domu. Ale to dopiero za kilka dni.

 

 

Żar dnia i chłody nocy przez miliony lat kruszyły tutejszą ziemię jak potężne żarna. Wszystko dookoła, także i te góry w oddali, pokrywał chrzęszczący pył. Chrzęścił wszędzie: pod butami i pod powiekami, w zębach, we włosach, za kołnierzem. Wyglądał jak drobniutka sól, tymczasem zrobiony był z najczystszego szkła ? kwarcu bez domieszek ? wszystkie inne pierwiastki wywiał wiatr.
Na kwarcu nic nie chce rosnąć, a gdzie nie ma roślin, nie ma też zwierząt ? to była najbardziej pustynna pustynia, jaką widziałem. Prawdziwy wzór pustynności. Po prostu jedno wielkie ".............".
***
 
A Indianin twierdził na odwrót ? że wokół nas jest bardzo tłoczono, bo to Kraina Duchów. Coś jak Mekka Zmarłych. Metropolia Dusz, które sprowadzały się tu wkrótce po śmierci i wówczas na pustyni przybywało kolejne białe ziarenko piasku.
Na pierwszy rzut oka był to raczej kolejny indiański zabobon.
Z drugiej strony naukowcy od dawna twierdzą, że inteligentne formy życia wcale nie muszą być zbudowane w oparciu o białko ? kwarc jest równie dobry. Przynajmniej teoretycznie. Więc może dusza po śmierci nie idzie do nieba tylko do piachu?
A może to chodzi o jakąś formę przejściową: w drodze do Nieba? Może te dusze uwięzione w ziarenkach piasku przechodzą właśnie przez swój Czyściec? Pustynia jako namiastka Piekła. Po jakimś czasie każde, nawet najdrobniejsze ziarenko ulega erozji, pęka i uwalnia duszę do Nieba. Dobry model? Pasuje nawet do teologii chrześcijańskiej ? oczyszczające cierpienia.
Na średniowiecznych obrazach Czyściec przedstawiano jako miejsce pełne postaci zakopanych do połowy w ziemi. Od pasa w dół ich ciała trawiły płomienie piekielne, od góry zaś było już Niebo. Trochę za wysoko, by go dosięgnąć, ale jednak doskonale widoczne i prawie dostępne. Wystarczyło, by aniołowie podali nam ręce i podciągnęli w chmury. Zbawienie było kwestią czasu ? usilnych próśb zanoszonych do Nieba i odrobiny pomocy jego mieszkańców. A od spodu diabły przypalały.
Potknąłem się i gwałtownie wróciłem myślami na pustynię.
***
 
Indianin opowiadał właśnie, że wszelkie przemieszczanie się ziarenek piasku dookoła nas, na przykład, ich osypywanie się po zboczu wydmy, a nawet kurz lecący w powietrzu, to nic innego jak migracje Dusz. Takie ich odwiedziny u znajomych, przeprowadzki, poszukiwanie wcześniej zmarłych członków rodziny albo jakieś tajemnicze wzajemne konszachty.
Myślałem o tym wieczorem wytrzepując garstkę Duchów z moich skarpetek: Zabłąkali się przypadkowo, czy podróżują na gapę?
? A burza piaskowa to ich wojna plemienna czy karnawał? ? zażartowałem na głos.
Indianin nie chwycił żartu. Dla niego świat duchów był rzeczywistością, wprawdzie nienamacalną, ale realną i moje pytanie miało głębszy sens.
? Kiedy wiatr wieje prosto i piasek naciera na jakąś wydmę, to wojna, a kiedy robi się trąba powietrzna, to znaczy, że duchy świętują; tańczą dookoła niewidzialnych ognisk i śpiewają. Można nawet zrozumieć, o czym, trzeba tylko pamiętać, że duchy śpiewają gęściej niż ludzie. Więc trzeba ich gęściej słuchać.
Nie pytałem, co miał na myśli, mówiąc gęściej. Pewnie i tak nie potrafiłby mi tego wytłumaczyć ? takie sformułowania albo się rozumie od razu, albo nigdy.
***
 
O tym, że w przestronnej pustce wokół nas tłoczą się duchy, przypominał mi po kilka razy na dzień. Powtarzał z powagą (ześlizgującą się czasami niebezpiecznie blisko granicy groźby):
? Pamiętaj, idź dokładnie po moich śladach. Jak zboczysz ze szlaku, możesz zobaczyć coś, czego absolutnie nie chcesz oglądać. To się czasami przytrafia. Wy, Biali, mówicie wtedy, że człowiek dostał udaru. Boli głowa, ma się sny i brednie. A bywa i tak, że Duchy porywają ludzi do siebie. Tych, co widzieli zbyt wiele i mogliby wygadać jakieś tajemnice. Wtedy ciało błąka się między żywymi, bo jeszcze nie nadszedł jego czas, a dusza błąka się już pośród Duchów i nie umie stamtąd wrócić. Wy, Biali, mówicie o takich ludziach "obłąkani". Pamiętaj, idź dokładnie po moim śladzie, żebyś się nie zabłąkał.
***
 
Szedłem.
Tuż za nim. Ze spuszczoną głową i wzrokiem utkwionym w jego pięty.
Coraz wolniej. I coraz bardziej suchy.
Miałem wrażenie, że przeceniłem swoje siły. On także. Ale teraz już nie było odwrotu ? ? pozostał nam tylko powrót. Musieliśmy dotrzeć do gór! Tam była jego wioska. I nasz ratunek.
***
 
Wreszcie stanęliśmy nad brzegiem głębokiego kanionu, który Indianie uważają za koniec pustyni. Na jego dnie, pod rumowiskiem otoczaków, sączył się cienki strumyczek; w porze deszczów rwąca rzeka. Godzinę, może półtorej ? a może było to tylko kilka chwil, za to bardzo długich ? odgarnialiśmy kamienie, żeby zaczerpnąć pierwszy od dwóch dni łyk gorzkiej wody.
Wieczorem dotarliśmy do wioski.
***
 
Indianin jak zwykle wisiał w hamaku. Patrzył w ognisko i od dłuższego czasu nic nie mówił. Rozmyślał? Raczej nie ? po prostu cieszył się chwilą. Ja, tuż obok, przycupnięty na ciepłym kamieniu, układałem opowieść o pustyni. Dałem jej tytuł "Tydzień w piekle". Trochę pretensjonalny, przyznaję, ale wówczas najlepiej oddawał moje wrażenia.
W pewnej chwili zapytałem go o to, jak właściwie wygląda indiański raj? Odpowiedział coś melodyjnie w swoim języku. Łatwo było poznać, że to fragment Opowieści ? wyuczone na pamięć słowa, przekazywane z pokolenia na pokolenie; coś jak indiańskie wersety Koranu. Potem mi to przełożył na hiszpański:
Raj to białe pustkowia rozpalone słońcem (pauza).
Są tam głębokie kaniony wyorane pazurami starych rzek. Rzek, które darły skały na drobne kawałki, a potem wynosiły je ziarnko po ziarnku, ku odległym oceanom (pauza).
W oceanach, z tych ziarenek urodziło się życie (pauza). Dlatego jedni mówią, że człowiek pochodzi z raju, ulepiony z ziemi, inni, że wyszedł z wody ? jedni i drudzy mają rację. (pauza).
Raj jest pełen starych samotnych gór o wierzchołkach płaskich jak brzuchy dziewic. Jest też pełen światła, które zwykłego śmiertelnika parzy i oślepia (pauza).
Raj jest olśniewająco biały. Czasem, kiedy człowiek jest na progu śmierci, widzi tę biel...
 
Uśmiechnąłem się w duchu ? zdałem sobie sprawę, że będę musiał zmienić tytuł mojej opowieści na "Tydzień w raju".
Ale właściwie po co? Przecież dwoje ludzi patrzących na to samo, może widzieć coś zupełnie innego.
 
Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl
Wyświetlony 3657 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.