wtorek, 03 sierpień 2010 10:48

Jak być kochaną

Napisane przez

Z tegorocznego, majowego spotkania "opcyjnego" w Sadkowie wracałem przez część drogi ze znajomym autorem pisma. Podczas podróży, jak to zwykle, rozmawialiśmy na różne tematy. W pewnym momencie zaczął ostro złorzeczyć Ameryce.

 

Zapewne kilka, a na pewno kilkanaście lat temu wpatrywał się w Stany Zjednoczone z szacunkiem i nadzieją. Podobne zmiany postaw zauważyłem wcześniej i później u wielu osób. Co się stało?

Próbę odpowiedzi na to pytanie znaleźć można w książce Jima Garrisona Ameryka jako imperium. Nie tylko to wyjaśnienie, ale ? co ważniejsze ? czym stają się, lub już się stały, Stany Zjednoczone. Oto z państwa zamieniają się w imperium, a ta zmiana pociąga drugą: stosunek świata do Ameryki. Odszedł świat wielobiegunowy i jedynym praktycznie mocarstwem zostały USA. Mocarstwem, które zaczyna być imperium. W tym momencie autor stawia kwestię, czy będzie to kolejne imperium w dziejach, czy też stanie się świadomym przywódcą dla zbudowania świata globalnego pozbawionego imperiów. Wyraża te wątpliwości podtytuł książki: Przywódca świata czy bandycka potęga?
Państwo, wyjaśnia Garrison, to struktura taka, jak w innych krajach. Nawet jako mocarstwo. Dominuje nad innymi, lecz musi liczyć się z nimi, zawierać sojusze i koalicje. Natomiast istotę imperium stanowi kontrola nad innymi państwami. Nie chodzi tu o kontrolę militarną, gdyż dziś można ją sprawować równie efektywnie innymi środkami, głównie ekonomicznymi, ale też i kulturowymi, acz wojsko musi być w odwodzie. Ameryka staje więc przed dylematem, czy iść w kierunku nagiej dominacji realizowanej rozmaitymi środkami, lecz bezwzględnie, dla zapewnienia swojej władzy nad światem, czy też powinna samoograniczać się, by przywództwo sprawować, aby skierować świat na dobre drogi.
Bardzo ciekawa jest analiza istoty pojęcia imperium i historyczny przegląd imperiów, począwszy od starożytności (Babilonia, Asyria, Rzym), przez XIX-wieczne imperia brytyjskie, francuskie, rosyjskie, niemieckie, aż do obecnej roli USA. Także uwagą, że w każdym imperium jest centrum i są peryferia, przyczyną ich upadku staje się zaś nieunikniony konflikt między centrum a peryferiami, które, im bardziej rozległe, tym trudniej kontrolować.
Równie interesujące są spostrzeżenia, dlaczego Europa utraciła rozpęd imperialny. Bo nie ma w niej aktualnie poparcia publicznego i politycznego dla konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi. Po prostu silniejszy (Europa) stał się słabszym, a słabszy (Ameryka) silniejszym. Kiedy Europa była silna, gloryfikowała swoją przewagę militarną i swoją władzę, natomiast Ameryka odwoływała się do moralności i prawa międzynarodowego. Teraz to się odwróciło, Europejczycy mogą być łagodni i tolerancyjni pod ochroną Stanów Zjednoczonych i pod tą ochroną mogą zażywać bezpieczeństwa i spokoju oraz używać życia. W tym momencie rozchodzą się moje drogi z Garrisonem. Rozleniwiona Europa straciła wigor, odwagę i odpowiedzialność nawet za samą siebie. Wygodnictwo każe jej narzekać na amerykańskiego "ochroniarza", który oczekuje ? gdy trzeba ? wsparcia politycznego i militarnego. Zamiast tego spotyka się z niechęcią, że wyrywa Europę z błogostanu. To może wyjaśniać ową sygnalizowaną na początku niechęć do Ameryki. Niechęć ta może być również rekompensatą psychiczną: kiedyś byliśmy silni, a teraz Amerykanie nas prześcignęli, więc przynajmniej możemy na nich wieszać psy. Inaczej też widzę rolę Franklina Delano Roosevelta ? nie zasługuje na idealizację, jak czyni to autor.
Wydaje mi się, że alternatywa Garrisona: "przywódca świata" czy "bandycka potęga", jest niewłaściwa. Historia, wbrew temu co pisał Fukuyama, nie skończyła się; trwa. Jedynie Ameryka jest w stanie bronić naszej zachodniej cywilizacji. Irak to nie ? jak chce Garrison ? bandycka wyprawa, lecz próba zaprowadzenia demokracji i stabilizacji w tym regionie świata; a przecież do zaprowadzenia na świecie demokracji i stabilizacji pod przywództwem USA wzywa autor.
Książka to zbyt bogata w wątki, w dodatku ze sobą splątane, by móc je nawet pokrótce omówić. Warto samemu po nią sięgnąć i zastanowić się nad przyszłością naszego świata.

Jim Garrison, Ameryka jako imperium. Przywódca świata czy bandycka potęga?, Wyd. von borowiecky, Warszawa 2005.
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 4100 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.