Wydrukuj tę stronę
wtorek, 03 sierpień 2010 11:32

Polski Grudzień 1970

Napisane przez

Ostatnie dwa i pół tygodnia grudnia 1970 r., Święta, Sylwester i Nowy Rok, upływały w Polsce w ponurym nastroju. Zapoczątkowany 14 grudnia tegoż roku robotniczy zryw Wybrzeża był najbardziej bodaj dramatycznym przejawem walki społeczeństwa polskiego z dyktaturą komunistyczną w ciągu całej historii PRL-u. Powstanie objęło głównie Gdańsk, Gdynię i Szczecin, ale do antykomunistycznych wystąpień dochodziło też w Słupsku, Elblągu oraz gdzieniegdzie w głębi kraju. Pełna lista ofiar śmiertelnych jest dotąd nieznana, mówiło się nawet o kilkuset. Największym szokiem dla ludzi było to, że "władza ludowa" kazała strzelać do robotników, co pokazało jej prawdziwe oblicze...

 

Z opublikowanych niedawno dokumentów Biura Politycznego KC PZPR jednoznacznie wynika, że to W. Gomułka wydał wyraźny rozkaz strzelania. Sekundował mu dzielnie jego najbliższy współpracownik Zenon Kliszko, osobiście kierujący "sztabem kryzysowym" na Wybrzeżu, które odcięto od świata, aby zataić zbrodnię przed opinią publiczną. Ale świat rychło poznał prawdę, a z pamięci o "rozstrzelanym Grudniu" zrodziła się 10 lat później "Solidarność". W grudniu 1980 r. przed stocznią w Gdańsku stanął Pomnik Poległych Stoczniowców, gdzie składali potem kwiaty Ojciec Święty Jan Paweł II, kolejni prezydenci USA i przywódcy największych mocarstw świata.

W tym roku mija już 35 lat od tamtych wydarzeń. Choć badacze ustalili większość zasadniczych faktów, jednak wciąż nie wszystko wiemy o kulisach Grudnia' 70. Wspomniane już wyżej tajne akta PZPR pokazują ogromną determinację ludności Wybrzeża w walce z komuną oraz znaczną skalę zamieszek w całej Polsce. Władze obawiały się nawet wybuchu w samej Warszawie. W stan gotowości postawiono niemal wszystkie wojska lądowe. Panika władz była tym większa, że "wielki brat" z Kremla nie zamierzał interweniować i nalegał na "polityczne" rozładowanie konfliktu.
Niestety, robotniczy ruch opozycyjny poniósł znaczącą porażkę. Był bowiem żywiołowy, spontaniczny, brakowało planów działania i centrów kierowniczych. Liderzy robotniczy nie znali nawet podstawowych metod prowadzenia strajku. Na domiar złego, inteligencja de facto odcięła się od powstania, a przynajmniej reagowała biernie; nie było łączności z resztą Polski. Sytuacja była odwrotna niż wiosną 1968 r., gdy inteligenckie protesty antyreżimowe nie znalazły z kolei odzewu w obrębie "świata pracy".
Wszystko zaczęło się właściwie nagle, od ogłoszenia podwyżki cen przez Gomułkę w telewizyjnym przemówieniu, wieczorem 12 grudnia. Decyzja ogłoszona na kilkanaście dni przed Świętami doprowadziła umęczone gomułkowskim "zaciskaniem pasa" społeczeństwo do wściekłości. Wielu nie było stać nie tylko na tradycyjnego karpia, ale po prostu na chleb, mleko i ziemniaki. Już 14 grudnia zastrajkowały wydziały S-3 i S-4 stoczni w Gdańsku. Wkrótce stanęła cała stocznia. Robotnicy wołali: "chcemy chleba" oraz "suche bułki dla Gomułki". Potem wylegli na ulice, śpiewając hymn narodowy, "Rotę" Konopnickiej, "Boże, coś Polskę" oraz... "Międzynarodówkę".
Po drodze masowo przyłączali się przechodnie. Tłum podążał pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Nikt spośród miejscowych kacyków partyjnych nie był łaskaw wyjść do ludzi, pojawiła się natomiast milicja z pałami i gazem. Padli pierwsi ranni. Byli aresztowani. Tłum urósł wszak niemal do 10 tysięcy i przeszedł do samoobrony. Posypały się kamienie i śruby, butelki z benzyną, łomy i cegły. Tymczasem partyjni bonzowie w Warszawie prezentowali bezduszną arogancję. Uważali, że podwyżki trzeba utrzymać, a ludzie i tak jakoś przywykną. Tow. Wiesław wysłał nad Bałtyk swych najbliższych współpracowników: wicepremiera St. Kociołka, gen. Grzegorza Korczyńskiego, Z. Kliszkę oraz I. Logę-Sowińskiego.
14 grudnia nie było jeszcze mowy o użyciu broni. 15 grudnia Gdańsk i Gdynia ogłosiły strajk generalny. Młodzież wyszła na ulice. W Gdańsku podpalono budynek KW. Ludzie byli oburzeni arogancją władz. Nie wysuwali przecież żadnych postulatów politycznych, a jedynie stricte ekonomiczno-socjalne. Mimo to padły pierwsze strzały. Rozgrywały się dantejskie sceny. MO pałowała i rzucała petardy, ale tłum był silniejszy, zmuszając "stróżów porządku" do ucieczki. Karetki pogotowia pracowały na pełnych obrotach. W takiej sytuacji w Warszawie zapadła decyzja użycia broni przez armię. Autorem pomysłu był najprawdopodobniej gen. Korczyński, a decydentem sam Gomułka, przy braku sprzeciwu ze strony Politbiura.
16 grudnia 1970 r. doszło do tragedii przed Stocznią Gdańską. Wojsko otoczyło zakład. Zebrani wewnątrz robotnicy chcieli wyjść na miasto, nie wierząc, że polski żołnierz będzie do nich strzelał. Doszło, niestety, do masakry. Krew zalała plac przed stocznią, tam gdzie dziś stoi pomnik. Jednocześnie w Gdyni zdradziecko aresztowano komitet strajkowy. Tegoż dnia pojawiły się oficjalne komunikaty PAP-owskie o "zajściach ulicznych", sprowokowanych rzekomo przez "elementy kontrrewolucyjne". Były to kłamliwe ogólniki, gdy tymczasem strajkowały już Elbląg, Pruszcz, Słupsk i Tczew.
(?)
Tomasz Serwatka

Wyświetlony 4246 razy
Tomasz Serwatka

Najnowsze od Tomasz Serwatka

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.