piątek, 20 sierpień 2010 11:34

Wstęp do typologii komuchów

Napisane przez

Pragnąc zapełnić bolesną lukę dotyczącą typologii komuchów, spieszymy całą mocą i oddaniem, by za pomocą narzędzi psychologii społecznej zapełnić tę smutną pustkę w ludzkiej wiedzy.

 

Ktoś mógłby zapytać: "a na co komu taka typologia?" i tu odpowiedź jest prosta: jest to przykład czystej sztuki samej w sobie ? wiecznego dialogu formy i treści. Psychologia jako sztuka koncepcyjna... hm. Nie można do końca wykluczyć, że typologia, z jaką będziemy mieli przyjemność was zapoznać, ma też pewną wartość poznawczą, oświetlającą mrok historii, ale nie nam to oceniać.

Kim jest komuch? Komuch to mniej czy bardziej świadomy wyznawca i propagator komunizmu. Niegdyś posiadał ? jak czekista ? czapkę i nagan przy boku i za jego pomocą (oraz niewyczerpanych źródeł żaru ideowego) trudnił się proliferacją jedynie słusznego i naukowego ustroju w różnych zakątkach naszej planety. Następnie, zdrożony mozołem zdobywcy, jako przedstawiciel ludu miast i wsi (tych, które ocalały po burzliwym procesie wyzwalania z jarzma pańskiego), sprawował oświecone rządy, starając się w mozole rozwiązać przez z górą pół wieku takie problemy jak wytwórczość papieru toaletowego czy jakość kiszki pasztetowej. Zrozumiałe jest, że do zabezpieczenia tego procesu używał takich organizacji, jak CzK, NKWD, KGB, UB, SB, aby tych, którzy nie chcieli się twórczo włączyć w proces usprawniania rzeczywistości, eliminować jak chwasty albo reedukować w takich miejscach jak Kołyma. Obecnie często czapki nie nosi w ogóle, przy boku ma laptop i nierzadko jest absolwentem Fundacji Fulbrighta.
Naszą typologię oparliśmy na spojrzeniu na społeczność komuchów za pomocą dwóch czynników, które naszym zdaniem bardzo wyraźnie różnicują tę grupę społeczną. Pierwszy czynnik to zaangażowanie ideowe, a drugi to wpływ na sytuację.
Przez zaangażowanie rozumiemy moc żarliwości ideowej wyrażanej słowem i czynem. W mowie i w piśmie, postawie w relacjach z ludźmi, działaniach. Można to określać jako stopień utożsamienia się z ideologią. Naturalnie, mogło to się zmieniać w czasie; byli i tacy, co cierpieli jak Miłosz na ukąszenie heglowskie, a potem im przechodziło (niemniej nie do końca) i tacy, co zawsze traktowali ideologie obojętnie i merkantylnie.
Drugi czynnik: wpływ na sytuację, jest rozumiany jako oddziaływanie wywierane za pomocą wszystkich dostępnych możliwości: intryg organizacyjnych, czystej władzy płynącej z zajmowanego stanowiska, wpływów nieformalnych.
Krótko mówiąc: pierwszy czynnik opisuje poziom szczerej miłości, a drugi to, co może zrobić. Złożenie tych dwóch wymiarów tworzy cztery grupy społeczne komuchów. Omówmy je pokrótce.
1. Zaangażowani, o dużym wpływie na sytuację: to tacy, co wierzyli w przemianę "zaschłego nasienia dorobkiewicza" w człowieka nowej ery i kto wie, czy nie mieli racji (patrz Zinowiew i jego homo sovieticus). Byli to, na przykład, stachanowcy, przodownicy pracy, niektórzy ideowi przywódcy partyjni. Naturalnie można dyskutować, czy wpływ tych apologetów Marksa i Lenina był porównywalny do możliwości, dajmy na to, Berii lub Różańskiego.
2. Małe zaangażowanie, ale wpływ duży: to przede wszystkim aparat partyjny, którego zapał zwykle był udawany, jednak za to możliwości działania duże. Największe znaczenie miał aparat bezpieczeństwa, który w swojej "masie" ? mimo fanatyków, również w nim pracujących ? nie należał do szczególnie zaangażowanych ideowo, natomiast wpływ jego był decydujący.
3. Ci o małym wpływie i małym zaangażowaniu, to partyjne "doły", gdzie oczywiście trafiali się też i fanatycy, ale generalnie pełniły one role wypełniacza dla demonstracji, szachowania reszty społeczeństwa na zwoływanych w razie potrzeby wiecach i masówkach.
4. Zaangażowani o relatywnie małym wpływie to ideowcy ? uczeni, ale też dysydenci, rewizjoniści, artyści. Zwolennicy systemu zza żelaznej kurtyny, czasem zwani pożytecznymi idiotami.
Podział ten wiązał się z otrzymywaniem nagród systemowych (od wspomnianego papieru toaletowego po szynkę, samochody i kawior astrachański), które relatywnie największe były w grupie drugiej (niezaangażowani o dużym wpływie).
Naturalnie zachodziły migracje między grupami, niemniej druga i trzecia pozostawały najbardziej stabilne: najtrudniej było awansować z dołów i kompletnie popaść w niełaskę, zostając osadzonym dobrze w aparacie (aczkolwiek w czasach stalinowskich ryzyko dekapitacji istniało i w tej grupie całkiem realne). Wiąże się z tym zjawisko nomenklatury i nepotyzmu, które pomnożone przez korupcję i syndykalizm, znalazły obecnie najpełniejszy wyraz, stając się zemstą PZPR zza grobu.
(?)
Marek Warecki
Wojciech Warecki




 

Wyświetlony 4686 razy
Więcej w tej kategorii: « Służba nie drużba Wszystko płynie »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.