niedziela, 29 sierpień 2010 05:50

Judym na wizji

Napisane przez

Kampania przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi ostatecznie pozbawiła nas jakichkolwiek złudzeń co do "misyjności" telewizji publicznej. Odartą z charytatywnego nimbu należałoby teraz całkowicie sprywatyzować, nawet jeśli oznaczałoby to prywatyzację w niebyt (nie używając dosadniejszego określenia).

Istnienie państwowych stacji telewizyjnych nie jest niczym naturalnym i oczywistym. Telewizja nie została wynaleziona przez państwo i dla użytku społecznego, lecz przez jednostkę, która chciała na swym odkryciu zarobić. Pierwsza stacja publiczna, tak samo jak kolej, linia lotnicza czy telekomunikacja, powstały w wyniku nacjonalizacji. Twierdzenie, że możemy jeździć pociągami tylko dzięki państwu, przypomina zawłaszczanie sobie zachodnich wynalazków przez radziecką propagandę ("Kto wynalazł mydło?" ? "Dwóch radzieckich uczonych ? Brudow i Niemytow").

Edukacja mas
Państwo bierze jednak na siebie obowiązek wychowywania obywateli i dbania o prawidłowe działanie demokracji, w związku z czym podtrzymuje fikcję "darmowego dostępu" do kultury i informacji, poprzez obsługiwanie publicznych środków masowego przekazu. Z dnia na dzień coraz wyraźniej widać, że cała ta "misja publiczna" to jeden wielki pic na wodę. Przyjrzyjmy się może działalności naszych szacownych misjonarzy państwowych dniu 10 X 2005. Państwowe są cztery ogólnokrajowe stacje: TVP1, TVP2, regionalna TVP3 oraz skierowana przede wszystkim do Polonusów TV Polonia. Dzień rozpoczęliśmy, w zależności od gustu, przy kawie lub herbacie, serwowanej nam w "Jedynce" od 6 do 8, czyli do pierwszych tego dnia "Wiadomości". Potem było już mniej "misyjnie", tak mniej więcej do 11.20, kiedy to nastąpił cykl skierowany do rolników, trwający całe 40 minut, do kolejnego programu informacyjnego. Jeśli przełączylibyśmy teraz na TVP2, moglibyśmy obejrzeć piętnastominutowy program o przebiegu Konkursu Chopinowskiego, następnie poprzyglądać się gotującemu pyszności Robertowi Makłowiczowi. Puszczenie tegoż programu o 12.15 było wyśmienitym posunięciem, gdyż niewątpliwie przypomni nam o zaspokojeniu potrzeb cielesnych, na które jest to pora wyśmienita, tym bardziej że nie będziemy musieli oglądać "Telezakupów", namawiających nas do kupna mikseroodkurzacza czy pasa wyszczuplającego z funkcją masażu erotycznego. Generalnie oferta "Dwójki" aż do 15 jest zaskakująco bogata w treść (m.in. wykład prof. Miodka). O 15 zmieniamy klimat i przenosimy się do alpejskiej wioski, by móc obcować z jej Doktorem. W ramach promocji zasady subsydiarności musimy jednak przenieść się na teren nam znacznie bliższy, tzn. do naszej "wojewódzkiej" telewizji (bynajmniej nie chodzi o Polsat!). Trafiamy na końcówkę programu dokumentalnego "Na drogach i bezdrożach Afryki". Następnie czeka nas blok informacyjno-pubicystyczny, aż do 19, kiedy mamy już dość krawatów, białych kołnierzyków i gadających głów na cały miesiąc. Czas na TV Polonię. Po programie "Kościół i Świat", "Dobranocce" oraz "Wiadomościach" oferuje nam ona blok serialowy, trwający z przerwą na "Sportowy tydzień" aż do 22.25. Jeśli nie zaśniemy do tej pory, możemy na "Jedynce" obejrzeć jeszcze kolejne "Wiadomości" oraz program Moniki Olejnik. Kolejny program misyjny na TVP1 czeka nas dopiero 35 minut po północy.
Z pozoru wydawałoby się, że ramówka telewizji publicznej aż pęka w szwach od programów kulturalnych, edukacyjnych i publicystycznych. Owszem, jest ich sporo, jednak chciałbym zobaczyć rolnika, który za piętnaście dwunasta ma czas na obejrzenie "Agrobiznesu". Naprawdę chętnie oglądam pełne pasji wywody o odmianie wyrazów obcych prof. Miodka, jednak o 14 zazwyczaj jestem poza domem. Natomiast w godzinach, w których ludzie wracają do domu i najchętniej włączają telewizor, są skazani na kilkusetodcinkowe tasiemce lub pełnometrażowe filmy nie zawsze najwyższych lotów. Można by na to odpowiedzieć, że zmęczony pracownik wcale nie ma ochoty angażować swojego umysłu w absorpcję kolejnych informacji, a jedyne czego pragnie, to półtępo walnąć się przed urządzeniem, które zagłuszy jego myśli (nie ma się czego wstydzić, też tak czasem robię), w związku z czym Miodka nie miałby kto oglądać. Nie zmienia to faktu, że tzw. misja wypełniana jest przez TVP na odwal się. Poza tym, skoro programów, o których mowa, i tak nikt nie ogląda, to po co właściwie marnować pieniądze na ich realizację?

Równy dostęp
Drugim obowiązkiem płynącym z telewizyjnego judymowania jest dbałość o polską demokrację. Nie można dopuścić, by obywatel był pozostawiony na pastwę pozbawionych jakiejkolwiek moralności dziennikarzy ze stacji prywatnych (znaczna większość ludzi czerpie informacje wyłącznie z telewizji), w związku z czym musi istnieć medium nienastawione na sensację. W takiej sytuacji można by wymagać od TVP obiektywizmu przede wszystkim w czasie kampanii wyborczej. Tymczasem relacjonowanie tegorocznych kampanii przez telewizję publiczną można traktować jako podręcznikowy przykład, jak nie powinno się tego robić (pardon, kampania przed ubiegłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego wyglądała w TV jeszcze bardziej żałośnie). Pamiętam wybory sprzed lat dziesięciu, które zapadły mi w pamięć nie tylko jako pierwsze śledzone przeze mnie z zainteresowaniem. Uświadomiłem sobie wtedy, jak rozdrobniona i kłótliwa jest polska prawica. Kandydatów startowało bodaj 17, nie odbiegających egzotyką od tych startujących obecnie, z czego mniej więcej 3/4 bezpośrednio odwoływało się do tego elektoratu. Nie dowiedziałbym się o tym, gdyby nie programy przedwyborcze (pamiętam przede wszystkim transmitowany na TVP2 program "RP 2 1/2", w którym Barbara Czajkowska codziennie prowadziła mniej więcej godzinny wywiad z każdym kandydatem z osobna). Tymczasem w obecnych wyborach nastąpiło niedopuszczalne w telewizji publicznej podzielenie kandydatów na I, II i III ligę. Apogeum nastąpiło w czasie wieczoru wyborczego 25 IX, kiedy to TVP1 podała wyniki wyborów tylko partii, które dostały się do Sejmu, PD, SDPL, RP, PPP oraz, nie wiedzieć czemu, Centrum, które uzyskało 0,1% głosów w skali kraju. Następnie oświadczono, że pozostałe komitety uzyskały łącznie 2,7% głosów. Jako że owych "innych" było 10, wynikałoby z tego, że średnio uzyskały po 0,27%, czyli więcej niż partia Zbigniewa Religi. Pikanterii dodaje fakt, że PJKM uzyskała wedle sondaży 1,6% głosów, czyli więcej, niż RP i PPP razem wzięte (po 0,7%)! Rozumiem, że większości Polaków nie interesowały wyniki "innych", jednak interesowały one co najmniej 2,7% oglądających wieczór wyborczy (a z pewnością jeszcze więcej, przynajmniej o moją skromną osobę), co powinno TVP wystarczyć. Tak na dobrą sprawę to mógłbym sobie oszczędzić poprzednie dwa akapity, gdyż poza urzędnikami czerpiącymi z państwowej własności TVP korzyści oraz paroma propaństwowymi dogmatykami chyba nikt nie uważa, że telewizja publiczna wypełnia u nas w kraju jakąkolwiek misję.
(?)
Stefan Sękowski

 
Wyświetlony 4267 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.