niedziela, 29 sierpień 2010 06:07

Człowiek z balkonu

Napisane przez

Będą się ludzie pytali, jak to się zaczęło, co mnie skłoniło, normalne: ciekawość, było nie było wydarzenie historyczne, nie zdarza się przecież codziennie, żeby taki Jasio Pamparampa obalał System, muszę zapisać choć jedno, dwa zdania, bo sam nie lubię takich, co to koloryzują, dziury w pamięci łatają zmyśleniami, w realu podwieźli służbową gablotą, a we wspomnieniach przez mury się drapią; no więc to było tak, że wróciłem z drugiej zmiany, dwudziesta druga trzydzieści pięć, żona czeka,

TV się świeci, ja do kuchni włączyć sobie czajnik (na herbatę, bo nie lubię wystygłej), gadamy normalnie, co było, co jest, co jutro, w pudło zaglądam, a tu Monice Olejnik prosto w oczy patrzy dwóch, jeden platformers, drugi kaczysta, MO hipnotyzuje ich wzrokiem, ona to potrafi, debeściara jest przecież, kaczysta się puszy, normalnie, jak samiec przy babie, ale i inaczej, tak już bardziej ministrowo, albo i wicepremierowo; platformers podobnie i z tej samej mańki zajeżdża, bą tą, pardą, MO przesłuchuje ich bezobjawowo, pozornie im sprzyja, ale gdzie tam sprzyja, michnikowszczyzna wyłazi w podtekstach, ci się sypią nawzajem, co którego poniesie, to z grubej rury, ale zasadniczo się jednak pilnują, jak Jurek z Adasiem kiedyś ? walczyć trzeba musowo, musi być gala polityki zawodowej, MO nawet dla pucu co chwilę "boks, boks" poucza, ale nie na calaka boksują przecież, to nie amatorzy, nikt nie lubi potem pić do lusterka, nieestetycznie, nie będzie glanować przy ludziach przyszły koalicjant przyszłego koalicjanta, MO niewinnie, ślepkami mruga szelma i tak jakoś o te bilbordy zahacza, że niby to jednak kupa szmalu jest, i skąd ten szmalec u platformerstwa się pojawił w takiej obfitości; ten drugi poczuł się w grupie i huzia! poniosło kaczystę! poniżej pasa dowala "no właśnie, występuje tu taka niejasność, skąd taki gulden szanowne towarzycho wykompinowało, a w ogóle to trochę nie fer"; "co nie fer, co nie fer" indyczy się pierwszy, "kredyt wzielim, na wszystko są papiery, jak trzeba będzie, się pokaże, spokojna wasza rozczochrana", słowa inne były, ale treść tutaj jest skondensowana jak po destylacji bimber w Instytucie Chemii za pierwszej komuny; MO nie musi się wysilać, sami sobie bobu teraz zadają podchwytliwie i wychodzi, że po dwanaście milionów pożyczki wzięli i się za te miliony promują, dobrze się promują, wszystko pod kontrolą jest, sprawdzają w sondażach, (to też kasa idzie), że publika łyka bałak w TV i wizję z bilbordów jak gęś paszę przez zakazaną rurkę; no to MO, że ją trapi, no bo te miliony to niby kto pospłaca, platformers nadmienia z naciskiem, że jego drużyna nigdy-przenigdy nie chciała i nie chce pompować polityków drobnymi Polactwa, kaczysta szyderczo, "co, nigdy-przenigdy, a teraz jak będzie?" i tak ze trzy razy, platformers się broni "a wy to niby jak" też po trzykroć.

Ja od tej gadki jakoś dziwnie się poczułem, na zdrowy rozum wiem, że oni tak strugają paniska za pożyczane, ale dopiero w tym momencie to do mnie dotarło tak naprawdę; wyrwałem do kuchni, że niby czajnik gulgocze, ale to ja łeb pod okap i to ja gulgoczę, cicho gulgoczę, bo tam żona siedzi, wysypałem herbatę, kawę robię, trzy łygi proszku sypię, bez cukru i co rusz spoglądam w stronę balkonu, żona mówi "zmęczona jestem, to się już kładę, ale ty sobie popatrz, przecież tak to lubisz, mój miły" i daje drapaka do sypialnego; zna mnie dziewczynisko kochane, wie, co będzie. No to ja dawaj! do telewizora i dalej mu urągać, nie za głośno, bo niedługo północ, a ja zazwyczaj balkon otwieram żeby kiedy-niekiedy hyc pod gwiazdy jak każdy, co rzuca palenie, a ciśnienie mu wzrosło; no to nie pourągasz za głośno, choćbyś skisł, ale nawet takie szeptolenie trochę pomaga na rozcieńczanie adrenaliny, uważać na siebie trzeba, pani doktor z naciskiem mówiła, że trzeba; stoję na balkonie, dym łapami rozganiam, jak ktoś z przeciwka patrzy, to ma ubaw po pachy, no to niech chociaż on ma ubaw, Rodak szczęśliwy, w nieświadomości się uchował, w czepku urodzony, w nieświadomości żyje, niczego się nie domyśla, że tamci na kredyt mu się narzucają, pełna samoobsługa, sam sobie kup trutkę, połknij, zapłać abonament; włażą do głowy bez zaproszenia, stwarzają wrażenie, że są Kimś, to wrażenie w nim rośnie niepostrzeżenie, może sobie myśleć, że to nie działa na niego; działa, działa, spokojna głowa, choćbyś nie wiem jaki inteligentny był, Rodaku, to nie masz szans z manipulatorami, jak nie wierzysz, to na pierwszym lepszym jarmarku pograj sobie w trzy karty, nie masz szans z szulerami, na jarmarku oszukuje cieć Malina, zwykły cienias robi cię w konia koncertowo, tutaj zawodowcy cię rolują, sześćdziesiąt tysięcy miesięcznie dostaje ostatni ciura, co z kartki czyta, Osobowość Telewizyjna; nie masz szans nie poddać się obróbce, potem sondaże rosną, obróbka trwa, masz kombinować jak tu Głosu Nie Zmarnować, kto ma Szansę! kto ma Szansę! ? kto ma Rację, o to niech cię głowa nie boli, co tam Racja, kiedy Racja nie ma szans, nie ma bo jej nie dasz, tak cię wiodą za nos, bo to nie ONI mają szansę, ty im ją dajesz, okazję im stwarzasz albo machasz ręką, "ja ich wszystkich pi(biiip)dolę", znam takiego Zdziska, jak go pytam: na kogo głosujesz, zaczyna rechotać "ja ich wszystkich pi(biiip)dolę", tylko tak gada, chyba nie jest taki, zresztą byłby w TV, w Księdze Guinessa by był, to teraz na topie, rekordy pedałowania, stachanowszczyzna, Wincenty Pstrowski w kopalniach wyczynowo rąbał przodki, może nie to słowo, jakie przodki, ale to ONI raczej ciebie...
(?)
Julian Drozd

Wyświetlony 3439 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.