niedziela, 29 sierpień 2010 06:34

Rok 1956. Polski i węgierski Październik

Napisane przez

Wypadki tzw. Października w Polsce i na Węgrzech stały się dramatycznym przykładem antykomunistycznej postawy społeczeństw obu krajów.

Na tym kończyły się jednakże podobieństwa. Polak ? Węgier, dwa bratanki ? mówi znane powiedzenie. Węgierska rewolucja 23 X-4 XI 1956 r. zrodziła się z polskiego impulsu, lecz dalece odbiegała od przebiegu naszego kryzysu. Różne było bowiem położenie obu narodów po II wojnie światowej. Oba kraje dostały się wprawdzie pod czerwone jarzmo, lecz w jakże rozmaitych okolicznościach. Sprawa polska wydawała się bardziej beznadziejna (utrata Wilna i Lwowa, niepewne granice zachodnie, 6 mln zabitych obywateli, tragiczna ruina Warszawy w wyniku powstania 1944 r.). Wielu ludzi chciało już po prostu tylko żyć.
Nawet dla sybiraków, którzy na własnej skórze poznali "dobrodziejstwa" sowieckiego raju, dominacja Kremla zdawała się dopustem Bożym, ale nie całkowitą tragedią. Trzeba było pracować. Tymczasem Węgrzy nie doświadczyli takiej gehenny. Kraj kolaborował podczas okupacji z III Rzeszą, a regent Miklos Horthy dbał o zachowanie nienaruszonej tkanki narodowej oraz infrastruktury ekonomiczno-technicznej. Granice po 1945 r. zredukowano, ale były one takie same jak przed wojną. Węgrzy zdawali się znacznie bardziej pewni swych racji. Z drugiej wszelako strony represje stalinowskie były tam znacznie ostrzejsze niż w Polsce, gdzie reżim Bieruta ? z rozmaitych względów ? do pewnego stopnia miarkował się. Był w PRL relatywnie silny Kościół i bierna opozycja, nie przeprowadzono kolektywizacji wsi.
Na Węgrzech szalał osławiony Matias Rakosi, zwany ? niestety, jak najbardziej realistycznie ? najlepszym uczniem Stalina, który do 1955 r. dokonał radykalnej sowietyzacji państwa. Prymasa J. Mindszentyego wsadzono do dożywotniego więzienia, po wielkim pokazowym procesie, gdzie absurdalnie zarzucono mu przestępstwa dewizowe i szpiegostwo na rzecz USA. Od władzy odsunięto nawet "łagodniejszych" komunistów z prof. Imre Nagym (1899-1958) na czele.
Odwilż, jaka nastąpiła w całym bloku sowieckim po zgonie Stalina, a zwłaszcza po słynnym "tajnym referacie" Chruszczowa (luty 1956), spowodowała lawinę. Umarł Bierut. W Polsce zaczęto mówić i pisać o AK i emigracji, Sybirze i wolnej wsi. W czerwcu robotnicy Poznania wyszli na ulice. Zaczęły się pierwsze powroty z emigracji. Analogiczne procesy zachodziły u Madziarów, lecz w znacznie mniejszym zakresie. Kiedy jednak w dniach 19-24 października 1956 r. doszedł w Warszawie do władzy Gomułka, który wówczas symbolizował (częściowo tylko, niestety, słusznie) polską odwilż, Węgrzy ostro ruszyli do boju.
Obalono ? w Budapeszcie i na prowincji ? pomniki Stalina, Prymas Mindszenty wyszedł na wolność, premierem został Imre Nagy. Z nim była podobna sprawa jak z naszym Gomułką. Był to autentyczny komunista, pod wpływem zbiorowej patriotycznej histerii uznany przez naród za idola. Szok był zbyt wielki. Wszędzie zwoływano wiece, gdzie solidaryzowano się z Polakami, śpiewano ballady o Bemie i Kossuthcie (w nawiązaniu do Wiosny Ludów z 1848 r.). Sowieci byli zdezorientowani, ale ich armie pozostały w koszarach. Rosjanie pozorowali nawet wycofywanie się z Węgier, choć de facto po cichu przysyłali ze wschodu posiłki.
Premier Nagy nie był realistą. Ogłosił niemal od razu wyjście Węgier z Paktu Warszawskiego i neutralność na wzór Austrii (co było przecież dla Kremla kamieniem obrazy). Analogiczną niefrasobliwość prezentował Mindszenty, który wezwał do przywrócenia przedwojennego ustroju kapitalistycznego. Lud był skołowany, niczym w amoku. U nas ludzie czuli jednak podskórnie, gdzie jest kres "brykania", a zaczyna się tragedia. Pamiętano o Oświęcimiu, Poznaniu, Katyniu, Sybirze, Warszawie, Lwowie i Jałcie. Kiedy Gomułka ? przerażony do szpiku perspektywą interwencji armii sowieckiej ? wezwał 24 października naród polski "do pracy", ludzie posłuchali.
Inna sprawa, że niewątpliwą zasługą tow. Wiesława było zażegnanie pomysłu akcji Armii Czerwonej w Polsce. Kiedy do Belwederu przybyła "mocna" delegacja sowiecka (z samym Chruszczowem, Mołotowem, Mikojanem i Bułganinem w składzie), bezczelnie grożąc interwencją, Ochab i tow. Wiesław "postawili się". Krzyczeli, też byli hardzi, lecz zagwarantowali utrzymanie polskiej rewolucji (wiece odbywały się także na prowincji, szczególnie silne we Wrocławiu) w jakich takich ryzach. Chruszczow wściekał się i walił piąstkami w pulpit, ale "umowy" dotrzymał... To ocaliło Polskę.
(?)
Tomasz Serwatka
Wyświetlony 4354 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.