niedziela, 29 sierpień 2010 09:15

Polska - kraj bez mafii?

Napisane przez

Fragment stenogramu z przesłuchania Jerzego Urbana przed sejmową komisją ds. "afery Rywina":
Poseł Anita Błochowiak: Proszę mi powiedzieć, bo pan na łamach swojej prasy, słusznie zresztą, mówi o nagannych kontaktach polityków i biznesmenów: Czy pan, jako bezpośrednio i polityk, i w pewnym sensie biznesmen, zapraszając na przyjęcia, zaprasza pan tylko polityków czy tylko biznesmenów?


Jerzy Urban: Ja zapraszam i polityków, i biznesmenów. I miałem honor wydać przyjęcie dla gangu pruszkowskiego ze "Słowikiem" i "Masą" na czele. Ja jestem człowiekiem wolnym, który nie pełni żadnego urzędu i robi to, co chce, czyli to, co prawo mu wskazuje. Ja po to wydałem uroczyste przyjęcie dla gangu pruszkowskiego, żeby właśnie zademonstrować tę swobodę, z której chcę korzystać.
Poseł Anita Błochowiak: Ale to chyba zrozumiałe, że pan premier nie podziela wszystkich pana pomysłów?
Jerzy Urban: Ja tego nie oczekuję od premiera, premier byłby samobójcą, gdyby podzielał moje pomysły. (...)
Poseł Zbigniew Ziobro: I ostatnie pytanie. Czy na przyjęcie zorganizowane przez pana dla gangu pruszkowskiego zaprosił pan jakichś swoich kolegów polityków, na przykład takich, którzy się przewijają w kontekście sprawy?
Jerzy Urban: Nie, panie pośle. Ja nie robię świństw żadnym politykom. Tam zaprosiłem tylko moich współpracowników z redakcji i właśnie ów gang, zresztą, broń Boże, nie używając tego słowa.


W Polsce nie ma mafii ? tak postkomuniści mówili praktycznie przez całą ostatnią dekadę. Pogląd ten wyrażali jeszcze całkiem niedawno politycy pełniący z ramienia SLD najwyższe funkcje i odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa. Działo się to sytuacji, gdy w całym kraju prokuratorzy prowadzili kilkaset śledztw w sprawie tzw. "przestępczości zorganizowanej" ? jak eufemistycznie ochrzczono mafię w Polsce ? państwo traciło w wyniku działalności tych grup miliardy złotych wpływów do budżetu, a kolejni wysocy urzędnicy byli oskarżani o korupcję.
Pod koniec 2002 r. ? kiedy prokuratura posiadała zeznania świadka koronnego Jarosława S. pseudonim "Masa", służby specjalne musiały orientować się w skali działalności mafii paliwowej, a najważniejsze osoby w państwie znały już szczegóły tzw. propozycji Rywina dla "Gazety Wyborczej ? szef MSWiA Krzysztof Janik odpowiadając w tygodniku "Wprost" na pytanie, czy w Polsce jest mafia, stwierdził: Na pewno nie ma mafii. Jest dobrze zorganizowana przestępczość i nadmiernie pewna siebie przestępczość. (...) Politycy mieszani są do tej sprawy, bo gangsterzy łapią się każdej szansy na uniewinnienie.
Kilka miesięcy później miał miejsce słynny "przeciek starachowicki" ? lokalni politycy SLD ostrzegli miejscowych mafiosów o planowanej akcji Centralnego Biura Śledczego. W sprawę zamieszani byli posłowie SLD ? Zbigniew Sobotka, Henryk Długosz, Andrzej Jagiełło. Sobotka był wtedy wiceministrem MSWiA, pierwszym zastępcą Janika. Mimo to Janik do tezy o braku mafii w Polsce powrócił w jednym z programów telewizyjnych, nie on jeden zresztą. Identyczne pogląd przedstawił w połowie 2002 r. aktualny szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Andrzej Barcikowski.
Czy to przypadek, że politycy SLD odpowiedzialni za bezpieczeństwo i porządek w państwie, zaprzeczali, wbrew oczywistym faktom, istnieniu struktur mafijnych w kraju? Jeśli przyjrzymy się początkom mafii w Polsce, to musimy stwierdzić, że wypowiedzi Janika i Barcikowskiego wpisują się w nurt działań tego środowiska. Struktury mafijne powstały bowiem pod koniec PRL właśnie w oparciu o aparat komunistycznych służb specjalnych. Szefowie głównych grup przestępczych byli tajnymi współpracownikami służb. Funkcjonariusze oraz ich agenci zajęli się przemytem alkoholu, paliwa, papierosów. Następnie "lewy towar" był wprowadzany na rynek półlegalnymi kanałami poprzez sieć hurtowni, spółek i fundacji. Skarb państwa tracił miliardy dolarów, a mafia rosła w siłę. Na taki rozwój sytuacji wskazywał raport MSW o bezpieczeństwie państwa z 1992 r. Na tej patologicznej sytuacji niewątpliwie zaważył także proces uwłaszczenia nomenklatury. Slogan "pierwszy milion trzeba ukraść" stał się dla wielu obecnych oligarchów gospodarczych życiowym credo. Mieli zresztą ułatwione zadanie ze względu na zaniedbania w sferze ustawodawczej. Prawo gospodarcze było mało stabilne i wadliwe, brakowało przepisów do zwalczania nowych zagrożeń. System kontroli finansowej był niesprawny. Nie istniał system ewidencji podmiotów gospodarczych. Państwo nie było w stanie kontrolować nie tylko majątku narodowego, ale tworzonego prawa. Dzięki lukom prawnym przestępcy mieli ułatwione zadanie, dochodziło do wielu afer gospodarczych.

Lobbysta "Pruszkowa" znajomym ministrów PRL
Pierwszym istotnym sygnałem, na który powinny zwrócić uwagę władze państwa na możliwość powstania mafii, była zawrotna kariera Aleksandra Gawronika. Ten były funkcjonariusz SB i służby więziennej o północy z 15/16 marca 1989 r., czyli dosłownie w dniu wejścia w życie nowej ustawy dewizowej, otworzył pierwszy kantor dewizowy na przejściu granicznym w Świecku. Według prasy Gawronik otworzył wtedy punkty skupu dewiz wzdłuż całej zachodniej granicy Polski. Musiał więc znać dokładną datę wejścia w życie prawa legalizującego sprzedaż i kupno zachodnich walut. Potem stworzył sieć wymiany walut w całym kraju. Dzięki tym przedsięwzięciom Gawronik stał się miliarderem. Trafił na listę "Wprost" najbogatszych Polaków. Zdobył mandat senatora.
Prawdopodobnie na początku Gawronikowi pomógł Ireneusz Sekuła. Nie była to przypadkowa osoba na rynku walut. W tym czasie był wicepremierem odpowiedzialnym za sprawy gospodarcze w ostatnim rządzie komunistycznym Mieczysława Rakowskiego. Po wyborach w 1993 r. został szefem Głównego Urzędu Ceł, był nim do 1995 r., natomiast aż do 1997 r. było posłem SLD, zasiadał w komisji do spraw Układu Europejskiego. To właśnie Sekuła w 1989 r. nadzorował prace nad nowym prawem dewizowym. Gawronik mówił, że do uruchomienia kantorów przygotował się dobrze ? rozmawiał z prezesem NBP, ministrami finansów i gospodarki, z generałem Czesławem Kiszczakiem, kolejnymi premierami. Ale to właśnie Sekuła dopiero "kupił pomysł" z kantorami.
Gawronik mówił, że spotkał się z kilkoma szefami gangów walutowych w Poznaniu i Warszawie. Jest to o tyle istotne, że w późniejszych latach zarówno nazwiska Sekuły, jak i Gawronika pojawiały się w związku z działalnością grupy przestępczej z Pruszkowa. Po ucieczce szefów Art.-B był likwidatorem tej spółki. W latach 90. Gawronik miał pożyczyć od gangsterów ok. 200 tysięcy marek na zakup kas fiskalnych. Media nazwały go wprost "lobbystą Pruszkowa". W maju 2001 r. Gawronik został aresztowany w pobliżu hotelu "Marriott". Zarzucono mu wyłudzenie milionów złotych podatku VAT ze sprzedaży papierosów cudzoziemcom oraz współpracę z "Pruszkowem".

Szef celników propaguje "szarą strefę"
Również Ireneusz Sekuła nie stronił od kontaktów z gangsterami, był w dobrych kontaktach m.in. z Wiesławem P. (pseudonim "Wicek"), który był dobrym znajomym szefa "Pruszkowa" ? Andrzeja K. (pseudonim "Pershing"). Kiedy "Wickowi" skradziono mercedesa 600 i kilkaset tysięcy dolarów Sekuła, który wtedy był prezesem Głównego Urzędu Ceł, kazał zablokować granice Polski. W czasie tego napadu złodzieje zabrali także materiały należące do "Wicka" ? pełnomocnictwo dla niego jako reprezentanta szefów spółki Art.-B, dokumenty dotyczące dłużników tej firmy. Jednym z nich miał być Sekuła, który podobno pożyczył od Andrzeja Gąsiorowskiego i Bogusława Bagsika milion dolarów. Sekuła nie krył, że doradzał "Wickowi" w interesach: podpowiadałem, w co ma inwestować. Pikanterii dodaje fakt, że w 1994 r. Sekuła, będąc szefem GUC, wskazywał na pozytywne oddziaływanie tzw. szarej strefy: Szara strefa nie powinna hamować rozwoju gospodarki; powinna go raczej uzupełniać.
Przez pewien czas Sekuła miał być zameldowany razem z "Wickiem" w tym samym mieszkaniu w Warszawie przy Alei Róż. Wcześniej lokal ten Sekuła sprzedał Bogusławowi Bagsikowi, który po ucieczce z Polski odsprzedał go właśnie "Wickowi" i jego żonie. W mieszkaniu tym mieściła się siedziba firmy VIP, która należała do "Wicka". W czasie przeszukania w pozawarszawskim oddziale firmy VIP policja znalazła pisma podpisane przez Bagsika, kopie listów Sekuły, dokumenty z firmy Sekuły ? PolNippon.
W kwietniu 2000 r. Sekuła zginął w tajemniczych okolicznościach. Oficjalnie stwierdzono, że strzałem z broni popełnił samobójstwo. Według nieoficjalnych wersji w popełnieniu samobójstwa mieli mu "pomóc" gangsterzy z "Pruszkowa". Po zabójstwie "Pershinga" gang zażądał od Sekuły zwrotu pożyczki ok. miliona dolarów. Sekuła nie miał pieniędzy, podobno zagroził, że ujawni nazwiska osób ze świata polityki i gospodarki, których kontaktował z "Pruszkowem". W noc, kiedy "strzelał do siebie", mieli go odwiedzić go wysłannicy "Pruszkowa".

(?)
Piotr Bączek
Wyświetlony 7214 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.